Bloog Wirtualna Polska
Są 1 259 784 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

A CZAS PŁYNIE

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

TOM RANDDAL

kontakt:xandar67@wp.pl

O CO CI W OGÓLE CHODZI:

Nie chcę wywoływać bluźnierczych plotek. Ale myślę że Bóg ma niezdrowe poczucie humoru i kiedy umrę spodziewam się ujrzeć jak śmieje się.

Ulubione strony

2007 NOWY JORK

DLA DESPERATÓW:

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

KŁAMSTWO, WIELKIE KŁAMSTWO, STATYSTYKA:

Odwiedziny: 4643691
Wpisy
  • liczba: 1115
  • komentarze: 19320
Bloog istnieje od: 3959 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl

Drugi Palec z Gwoździem

poniedziałek, 30 września 2013 21:56

 

Musiała mieć niezłą minę moja żona, gdy panowie na piętro wtaszczyli lustro i skrzynię, a po chwili resztę. Położyła się Rejtanem na schodach, ale przepchali się obok. Na szczęście łóżko uzyskało akceptację, przynajmniej na początku. Jak wcześniej pisałem łóżko bez stelaża na materac, a po 10 minutach okazało się, że stary stelaż jest z 6 cm za wąski. Przypadek sprawił, że w starym łóżku były dwie listewki o szerokości 3 cm, które idealnie pasowały. Tu zaczęły się schody. Wymyśliłem, że przykręcę je do wsporników w nowym łóżku, tylko że wkręty w nowe łóżko nie wkręcały się, nawet przy pomocy odzyskanej z Makro wkrętarki. No ale pomysłowy Dobromir wpadł na pomysł, że ponawiercam dziurki wiertłem do metalu i potem pójdzie już jak z płatka. Dziury nawierciłem, łamiąc dwa wiertła, ale wkręty i tak nie chciały się wkręcać.

 

Z pianą na ustach wpadłem na myśl, że przykręcę te listewki do rusztu i tak też się stało. Miałem nadzieję, że nie spadniemy w nocy z materacem i nie spadliśmy. Tyle tylko, że spać za bardzo nie mogliśmy. Bo łóżko/stelaż skrzypiało niemiłosiernie. Trzeszczało niewyobrażalnie, ja nie wiem co i kto robił na nim, ale spać można było tylko na wstrzymanym oddechu.

 

Naprawa zajęła mi godzinę następnego dnia. Wkręciłem 98 wkrętów, a na styku drewna łóżkowego i stelażowego takerem przyczepiłem gąbkę. Wreszcie było cicho!

 

Luksu pod tytułem nowa szafa i niepogniecione ubrania stał się faktem, a do tego łóżko, lustro, kufer, ale ciągle brak oświetlenia.

Kinkiety z setką szklanych sopelków kupiliśmy nowe. Pan producent na stronie nie przestrzegł jednak, że daje nam w rękę dość duże i delikatne puzzle. Bo sopelki trzeba zamocować samemu. W tych samych dniach, na tej samej stronie aukcyjnej kupiliśmy żyrandol z sopelkami /ładniejszymi/ z 1920 roku. Jak on przetrwał tyle lat, nie mam pojęcia, co więcej sprzedający przysłał go złożony z 3 setkami sopelków założonych na rusztowanie. Żadnego szlag nie trafił w drodze i przy montażu.

 

Ty wygnę trochę czasoprzestrzeń – w piątek montowałem 3 włączniki porcelanowe. Trochę to trwało, bo w trakcie musiałem poprosić zaprzyjaźnionego elektryka o pomoc. Bo podłączenie 4 kabelków kończyło się ciemnością w 3 przypadkach, a w jednym wywaleniem bezpieczników. Okazało się, że włączniki są krzyżowe, a dwa kabelki nieprądowe trzeba złączyć kostką. Dokonałem tego.

 

Pozostał więc gwóźdź programu, czy raczej gwóźdź który jak ostatnia sierota wbiłem sobie pod paznokieć, do tego łebkiem. Więcej o tym nie napiszę, bo ponoć czyta/słyszy się o tym tak boleśnie, jak wbija.

Nad łóżkiem miała być tapeta, a obok cegły. Jednak rada nadzorcza, a właściwie inwestor stwierdził, że na środku ma być ściana z cegły. Miałem już  taki epizod jak kilkumetrowa ściana ze starej, ciętej cegły z Malborka w dużym pokoju. Zajęło mi to coś koło 2 tygodni i nie było lekko. Dlatego też lekceważąc logikę i budżet kupiłem najdroższą ciętą cegłę jaka była na rynku. Same lica – też najdroższe, co oczywiście było kolejnym błędem. Cegła przyjechała w kartonach, ładna, czerwona. Klejenie szło szybko, warunkiem jest posiadanie odpowiedniego urządzenia do cięcia płytek i to najlepiej elektrycznego. Przez dwa dni okleiłem ścianę przez półtora wyfugowałem. Wycierając fugę u dołu nadziałem się na gwóźdź, który został po ćwierćwałku.

 

Ale cegła – jeden z 9 rodzajów u tego producenta, po dwóch dniach nieco pobielała. Wylazł osad jakiś, na skutek schnięcia, bo kartony lekko wilgotne. Skontaktowałem się z firmą, ale pan właściciel orzekł, że sam był przy pakowaniu i wszystko było czerwone i równe. Ja na to, że byłem przy rozładowaniu i czerwony znikał, a wymiary cegieł były dość niestandardowe. Dwa razy rozłączyłem się, drugi raz już całkiem nieuprzejmie. Pan mówił, że da mi zdjęcia pięknych realizacji, ja na to, że mogę też chcieć zdjęcia tych brzydkich. Pan przysłał mi zdjęcie pociemnienia i wydobycia koloru z cegieł: cegła sucha, cegła posmarowana X, Y, Z. Ok. ale cegły były czerwone nawet jak się je wodą posmarowało. Ja wolałbym zdjęcie cegły brudnej, posmarowanej tym czymś i powiedzmy po 10 godzinach, 20 i po tygodniu. Takich nie było.

Kupiłem za 70 zł impregnat jaki pan zalecał, ale kolor czerwony był tylko przez 30 minut. No smarować coś co 30 minut, to ja sam nie dam rady, a przecież nie zatrudnię smarowacza ściany na etat.

Ja ten problem rozwiązałem sam, posmarowałem cegły olejem i osad zniknął.

Jeszcze trochę wysiłku i sufit odzyskał biały kolor, pojawiły się cokoły i ta część remontu została zakończona.

Ale w międzyczasie jeszcze trochę się działo, co powiecie na opowieść o hydroizolacji?

 


Podziel się
oceń
6
1

WASZE OPINIE (15) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

Palec z gwoździem

środa, 25 września 2013 18:05

tekst bez składu, ładu i końca, raz pisany nieczytany.

 

W zamierzchłych czasach, gdy nie byłem jeszcze blogerem, wykładowcą, dyrektorem, ekspertem /nie wiem jak to nazwać – że jak czasami piszę teksty branżowe, to chyba ekspert, co nie?/ tylko skromnym przedsiębiorcą kupowaliśmy wędliny i mięso w Zakładach Mięsnych w Ostrołęce. W sumie komu to przeszkadzało, że w mały detalicznym sklepie jednego dnia sprzedawało się 200 kg parówek, 50 polędwicy, 150 kg szynki, 100 baleronu itd. gdzieś tak do 1.5 tony.

 

Wjeżdżało się na wielką wagę dostawczym samochodem, wyłaziło z samochodu, a panie wagowe – ważniejsze od dyrektora osoby, ważyły pusty samochód. Potem przy wyjeździe dodawały wagę pojemników z kiełbasami i musiało się zgadzać, bo jak nie to przychodził pan mundurowy i trzeba było rozładować samochód pod jego bacznym okiem. Myślę, że był to czas, gdy kiełbas przerzucałem tyle co Pudzian swoich ciężarów. Jednego razu ze sklepu ze śmiesznymi rzeczami założyłem na palec opatrunek zakrwawiony z wystającym z dwóch stron gwoździem, całkiem sporych rozmiarów. Wszedłem do pomieszczenia wag i ze zbolałą miną pokazując palec spytałem, czy nie mogą dać mi bandażu, bo przemięka mi opatrunek. Panie mało nie dostały zawału.

 

 

Po tym przydługim wstępie sprzed 20 prawie lat przechodzę do rzeczy. Krócej nie będzie, a właściwie dłużej na pewno. Moja żona kupiła szafę do sypialni. Olbrzymie bydle długości 4 metrów i wysokości metrów prawie 2.5. Szafa sprawiła, że eksmitowane zostały nasze pierwsze meble kupione po ślubie. Śliczny komplet ze Swarzędza szafa, łóżko, komoda, lustro, toaletka, szafka nocna.

 

Zaczęło się od szafy. Przyjechała w kartonach. Mniej więcej dwie ciężarówki kartonów i mały kombi ze śrubami. Przez chwilę przeszło mi przez głowę, że ja to skręcę. Ale na szczęście opamiętałem się, bo fachowcy robili to 6 godzin, we dwóch. Oczywiście kilka dni po zakupie, więc wesoło koczowaliśmy w dużym pokoju na meblu w kształcie litery L, tyle tylko, że mającej równe ramiona, tyle tylko, że to nie będzie litera Ly.

 

Gdy złożona została szafa, najbardziej spodobało mi się, że jak otwiera się drzwi, to świeci się światło. Genialne, ale w sumie, to jak w lodówce nieco.  Więc z kretyńską miną stałem przed szafką w kuchni, którą otworzyłem i nie świeciło… To był jakiś czwartek chyba. Pytam się żony swej, czy teraz przestaniemy na jakiś czas z zakupem mebli. Ona coś odburknęła, zakręciła się i znikła. Wyniosłem więc komodę, lustro – które przemalowane na biało po 15 minutach znalazło się w kuchni, a właśnie szafa. No tak szafę wyniosłem 2 dni wcześniej. Rozebrałem ją i wyniosłem do piwnicy. Aby stanęła tam gdzie zaplanowałem, musiałem przesunąć 3 regały i jedną szafę w której po drodze urwały się dwie sztuki drzwi.

 

Gdy wziąłem się do skręcania okazało się, że o ile rozkręcenie było z gatunku trudnych, to złożenie jest z gatunku niemożliwych. Na nic zdała się pożyczona akumulatorowa wkrętarka. Szafy złożyć się nie dało. Bo najpierw złożyć trzeba było środek, a reszta jakoś wisiała po bokach. Brakowało mi przynajmniej 6 rąk, żeby to jakoś ogarnąć, a na dodatek dziwne wkręty z pazurkami nie dawały się już użyć. W nocy wymyśliłem, że kupię kątowniki meblowe i jakoś to skręcę. Skręciłem po mniej więcej 14 godzinach. Ale duma męska nie pozwalała mi porąbać tego cholerstwa.

 

W tym mniej więcej momencie, wiedziałem, że w sypialni uchowa się karnisz i zasłony. Bo nawet ściany legły w gruzach. Żeby szafa gigant zmieściła się musiałem przenieść łóżko. Zlikwidować podłączenie jednego kinkietu, ale za to zrobić dwa włączniki, jeden kontakt, dwa kinkiety. Młot w ręce i do przodu. Gdy kończyłem izolować przewody, moja żona przebiegając do rozdzieli elektrycznej wyrzekła słowa: o kuchenka nie działa, pewnie korki wyskoczyły idę włączyć. Ledwo uszedłem z życiem. I tak cud, bo robiąc tę instalację tylko raz lekko mnie walnął prąd, ale było to taki ożywcze, że nie wiem, czy nie stosować częściej.

 

To tak jak krasnoludki z gniazdka. Jak przez ścianę macie głośne dzieci, to powiedzcie im, że jesteście krasnoludkiem, mieszkacie w gniazdku i niech was nakarmią gwoździami.

 

Gdy kończyłem kuć byłem wirtualnym właścicielem 6 metrów starej niemieckiej czerwonej cegły, dwóch kinkietów z sopelkami, lamy z 1920 roku z sopelkami, tapety niezwykłej urody, która wysyłała się z Londynu oraz trzech porcelanowych włączników światła. Porcelanowych!

 

Jak widać zakup szafy to nie w kij dmuchał. W sumie pracuję  jedynie po 8 godzin dziennie, a doba ma 24. Sen? Jaki sen jak łóżka nie ma.

 

W sobotę pojechaliśmy po lustro. Lustro stare indyjskie. Właściwie okiennica łukowa z lustrem. Ale za to pozwolono mi pod lustro kupić naprawdę wiekową skrzynię. Taką 200 lat na bidę. Śliczna, cała zardzewiała. Pięknie współgra z lustrem i być może z tapetą, która  jest obecnie koło Kopenhagi.

 

Żeby nie próżnować po nocach kleiłem cegłę na ścianę, malowałem i knułem. Pomyślałem, że jak mam jeszcze przeżyć jakieś zakupy, to pojadę do sklepu od lustra, bo mieli je przywieźć za 4 dni i dokupię łoże, które moja żona zaszczyciła swym entuzjazmem i szafkę.

 

Pojechałem. Wchodzę i mówię – żebyście na próżno nie jechali dokupię łóżko i szafkę. Ale macie to wnieść po tamtych meblach, żeby żona była zaskoczona. Facet spojrzał się na mnie z troską i spytał, czy wiem co robię.

 

Pokazałem łóżko – okazało się, że nie ma stelażu, ale za to jest prawie tysiąc złotych tańsze. Co tam stelaż. Dam ze starego. Ale żeby to poskręcać pojechałem po drodze do Makro po własną wkrętarkę.

 

Wybrałem jakieś cudo za 270zł. Pojechałem do domu, aby zjeść śniadanie/obiad/kolację i odebrać teściów z lotniska. Pomyślałem tylko, że naładuję sobie wkrętarkę. Wyjmuję walizkę, przecinam plastikowe taśmy, zdejmuję papier, otwieram i NIE MA WKRĘTARKI. Jest ładowarka, akumulator, instrukcja.

 

 Odłożyłem na kiedy indziej jedzenie i pojechałem do Makro. Wiecie co ODDALI!

No dobra, ale reszta to jutro może…


Podziel się
oceń
5
1

WASZE OPINIE (17) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

piątek, 21 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  4 643 691