Bloog Wirtualna Polska
Są 1 259 784 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

A CZAS PŁYNIE

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

TOM RANDDAL

kontakt:xandar67@wp.pl

O CO CI W OGÓLE CHODZI:

Nie chcę wywoływać bluźnierczych plotek. Ale myślę że Bóg ma niezdrowe poczucie humoru i kiedy umrę spodziewam się ujrzeć jak śmieje się.

Ulubione strony

2007 NOWY JORK

DLA DESPERATÓW:

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

KŁAMSTWO, WIELKIE KŁAMSTWO, STATYSTYKA:

Odwiedziny: 4643721
Wpisy
  • liczba: 1115
  • komentarze: 19320
Bloog istnieje od: 3959 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl

UCZCIWOŚĆ NIE POPŁACA!

poniedziałek, 29 września 2008 18:32

Nie jest to forma oflagowania się i protestu w żadnym razie żono moja droga - jakbyś tu przypadkiem zajrzała. To taka nieudolna jak zwykle analiza, tym razem zajmijmy się plusami dodatnimi i ujemnymi UCZCIWOŚCI.
Dostałem maila od mojej pradawnej miłości - dokładnie zdaję sobie sprawę, że za samo to określenie można dostać z liścia, no ale to było jeszcze przed panowaniem mojej żony i to tak trochę. Były to czasu liceum, a odnaleźlismy się z pół roku temu, na łamach naszej klasy jak łatwo się domyślić. Ona niezbyt zmieniona gdzieś na karaibach, ja całkiem inny w Warszawie. Moje życie ułożyło się jak kostka Rubika, jej jak domino w Dominoday.
Okazało się, że na kilka dni pod koniec października przyjeżdżą do naszego pieknego kraju i zapytała, czy spotkamy się - jeżeli moja żona nie będzie miał nic przeciw. Ona uwikłana jest w jakąś dziwną sytuację z uprowadzeniem jej dzieci przez byłego faceta do Moskwy i trwa to całkiem długo. Więc chyba nie do końca jej to przeszkadza, bo chyba skoro ojciec uprowadził dzieci, to matka może zrobić to samo - tak sobie ja to tłumaczę.
W pierwszej chwili na maila odpowiedziałem, że oczywiście możemy się umówić na jakiś obiad, czy kolację - bo myślę, że moja żona nie była by zachwycona wspólnym biesiadowaniem...Otrzymałem odpowiedź, że szkoda, że to tak wygląda i że może jak powiem, że ona "nie tyka" jak to określiła żonatych, to wystarczy jako alibi spotkania.
Maila odkryłem w skrzynce o 10:15, a o 10:38 mówię do mojej żony Zofii, wiesz kochanie mam do ciebie sprawę taką - te 13 minut zajęło mi dojechanie do domu z tenisa, wykapanie i przebranie. Mówię, wiesz: za miesiąc z hakiem przyjeżdżą X i może umówiłbym się z nią na mieście, a potemy byś po mnie przyjechała.
Widzę, że zaczyna palić się czerwone światło z napisem STOP, włącza się ABS, pięści zaciskają się, tak że Diablo nie umknąłby w fokstrocie - moja żona mówi, że NIE.
Że zdaje sobie sprawę, że za uczciwość powinienem być nagrodzony - cz jakoś tak, ale nie - bo ... tu zaczyna się wyliczanie argumentów. Ja przyjąłem wszystko na klatę ze stoickim spokojem, bo w końcu czemu nie - ja nie wiem, czy bym się zgodził w sytuacji odwrotnej - powiem więcej - na pewno bym się nie zgodził.
No cóż, nie popłaca uczciwość - bo było się spotkać, iść do łóżka i powiedzieć to nie moja ręka - to Młode wilki - ja cie złapią to masz powiedzieć, że to nie twoje ręka. Oczywiście upraszczam wszystko. Celowo.
Mam przyjaciół i to wielu, którzy przyjaźnią się ze swoimi byłymi w gronie rodzinnym i pewnie nie ma w tym nic złego. Niedawno spotkałem się z laską, z którą przeżyliśmy kilka namiętnych chwili - i Angel wiedział o tym doskonale, ale wiedziała też, że był to jedno-dwu razowy wyskok. Przecież moja żona wie, że ja nie spakuję się i nie pojadę do byłej na karaiby, a ona nie przyjedzie tu - mówiąc za siebie nie jestem tym zainteresowany w żadnym razie. Ale poczucie własności działa - jest bardzo daleko posunięte. To chyba dobrze, bo po 18 latach razem bardzo zależy jednemu na drugim.
Pewnie dojedzie od jakiegoś spotkania na lini ja-X, jeśli zlituje się nade mną Angel, lub jeśli będzie miała ochotę pójdziemy gdzieś we trójkę - he he he - już to widzę.
Jednak czasami gdzieś tam budzi sie we mnie mój idol Tony Soprano, kogoś bym puknął, kogoś przelecial i poszedł potem do pschologa, a żonie kupił pierścionek z brylantem - ups, to nie było dobry przykład na koniec.


a to od czapki, zdjęcie ze www.smog.pl:



Podziel się
oceń
0
0

WASZE OPINIE (14) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

CZESIO, A JAK MASZ W LEGITYAMCJI? CZESŁAW

niedziela, 28 września 2008 20:11
CZESŁAW ŚPIEWA GORZKIE ŻALE - PIĘKNIE ŚPIEWA - 
 będziemy piękni jak dawniej, będziemy działać sprawniej,
 bo ptaszek był za mały i sąsiadkom robił kawały,
 na peryferiach miasta, gdzie asfalt trawą zarasta,
 więc wyjście zostało jedno chrzcić się i żenić z królewną,
 to dla ciebei ubieram się modnie nie w biustonosz, rajtuzy i spodnie,
 chrzanić takie miasteczko rzekła wkurzona deczko,
o ptaszka rozmiary się stara i w łóżku czy nie jest ofiara.

no wyłączyłem Czesława, bo moje dziecko odmówiło przyjścia do ludzkości, ee nie wszystko wszystkim musi się podobać. Ale płyta piekna i fajnei wziąć coś takiego w rękę, czego i Wam życzę.

Szkoda Paul Nemana. Ządło:( 83 lat...9 nominacji do Oskara, ale tylko jeden Oskar w kolorze pieniędzy, a za Żądło nic:((. W styczniu 2008 pojawiły się plotki, że jest chory na raka, ale skwapliwie zaprzeczał. Na 50 urodziny od Roberta Redforda dostał porsche przeiwązane czarną kokardką, z tym, że samochód który w dzień urodzin znalazł się pod drzwiami Nemana był kupiony ze szrotu i rozbity doszczętnie...


  







Podziel się
oceń
0
0

WASZE OPINIE (3) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

Mamma Mia! PRZERWA NA KAWĘ...

sobota, 27 września 2008 11:34

tytuł jest oszustwem, nie piję kawy. Niedawno ktoś mnei zapytał, czy z mlekiem, czy bez - żadna. Z kawy lubie jedynie zapach, ale takiej świeżo zmielonej i zparzonej. U nas w domu nikt nie pije, kawy. Herbaty też nie piję. Czasami są jakieś drobne wyjątki, ale to przeważnie na rozgrzewkę zimą, z miodem, cytryną, konfiturą z róży, czy nalewką malinową lub z pigwy.
Więc przerwa w pracy, w sobotę!!! wykorzystana jest na notkę.

Wczoraj z teściową byłem w kinie na Mamma Mia! no była jeszcze teściowej córka i wnuczka w komplecie. Wyciągnęliśmy mamę do kina wykorzystując delegację teścia. Mam wrażenie, że film się podobał i sama wizyta w kinie również. Teściowie raczej, w właściwie na pewno gustują w teatrze i koncertach i do kina nie chodzą, więc wykorzystalismy nieobecność teścia, żeby na złą drogę teściową sprowadzić.

Mamma Mia wydał się produktem idealnym, bo i seceneria grecka bliska sercu teściowej, bo chyba kilkanaście lat jeżdżą przynajmniej raz w roku do Grecji, czym nam obrzydzili Grecję do cna i jak łatwo się domyślić my w Grecji ani razu nie bylismy.

Film mi zazgrzytał raz właściwie, tak fabułowo:Meryl Streep rocznik 49 - od Łowyc jeleni, Ze śmiercią jej do twarzy, Pożegnanie z Afryką, Dziką rzekę - wygląda fajnie, ale jakim cudem mogła zmajstrować dziecko będąc równolatką Colina Firtha Duma i uprzedzenie, Angielski pacjent, dziennik BJ, który studiował w czasie ich romansu w Paryżu. Rozumiem, że film nie musi się dziać w teraźniejszości, czyli nie mamy roku 2008, bo od dzieci kwiatów minęło wiele więcej lat niż miala córka Donny i trzech ojców, ale Streep wygląda na 50 lat więc nijak się nie zgadza matematyka. Matka 20 letniej córki, nie powinna mieć więcej niż 45 lat w zaprezentowanych okolicznościach.
Dobór głównych bohaterów - Steep 59 lat, Brosnan Świat to za mało, Śmierć nadejdzie jutro, Jutro nie umiera nigdy - 55 lat, Firth - 48 lat oraz Skarsgard Amistad, Insomnia, Przełamując fale, Ronin, Tańcząc w ciemnosciach - 57 lat. Po aktorach widać uplyw czasu, a lat tyle ile powinien miał tylko Firth!!!!
Piosenki Abby - fajnie zabrzmiały, chociaż w czaach jej świetności słuchałem punc rock i nie lezy w moej estetyce, taka muzyka, lae film zrobiony sprawnie i dobrze strawny dzięki pieknym widokom Grecji, pięknie wyglądającej Streep - ale gdy się wie, że ma 60 lat, a nie kurde 40.
Polecam więc wizytę w kinie:

Ale polecam przede wszystkim płytę Czesława Śpiewa - pięknie wydany carton box, przebaczam mu, że teksty powstały na czacie w onecie w 2002 roku, kupiłem też zakazane piosenki Strachów na lachy i wstyd się przyznać merde chodzi po ludziach, ale Królikowski w trójce tak genialnie czyta tę ksiązkę, że muszę ją sam przeczytać.

Wracam do pracy, jutro też praca:((


Podziel się
oceń
0
0

WASZE OPINIE (8) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

SALCESON TO ZDROWIE!!!!

czwartek, 25 września 2008 20:58
Bieg to zdrowie, dziś zacząłem walkę o zdrowie. Biegam. Trochę się chcę przygotować do sezonu squashowego i poprawić wydolność do tenisa. Biegało się okropnie, każdy mięsień bolał i ostatni kilometr wlokłem się słuchając DM. Ciężko. Może za tydzień będzie lepiej, jak dożyję. Dziś jak wybiegałem z domu prosiłem Młodą, córko jak mnie nie będzie za 30 minut wzywaj erkę!

Saclceson. Mam drugi koszmar senny, o maturze już pisałem, drugi to kolejny powrót do przeszłości. Kiedyś byłem lokalnym królem salcesonów, no prawie. Królami bylismy we trzech. No dobrze, prawie królami, a prawie...
Przez jakieś 10 lat z hakiem zajmowałem się sprzedażą wędlin. To były czasami fajne czasy. Wielką sztuką było podpisać umowę z jakimś duzym producentem wędlin, a liczyli sie tylko państwowi. Sokołów Podlaski, Ostrołęka, Ostróda, Koło liczyły się na rynku. Nie chcieli podpisywać żadnych umów z prywatnymi odbiorcami, chociaż jak wiadomo to się zmieniało.
Pamiętam początek - jak ówczesna moja wspólniczka przywiozła do naszego sklepu na święta Bożego Narodzenia 500 kg kiełbasy zwyczajnej i 10 kg szynki, bo tak zakłady mięsne sprzedawały.
Potem nawiązalismy kontakty i jakoś się to ciągnęło. Mieliśmy sklepy i małą hurtownię, z tym, że to wszystko było działalnością dodatkową.
Początek moich doświadczeń to jeszcze czasy, gdzie na święta każdy kupował całą szynkę, baleron i polędwicę. Myślę, że w jednym sklepie sprzedwaliśmy na święta więcej szynki, niż teraz takie Tesco - no ale teraz  jest szerszy rynek i asortyment.
No i cóż, nie było lekko producentom - ścisła kontrola warunków produkcji i ścisłe procedury wyrobu. Mój kolega był szefem produkcji i widziałem jak to się robi, robiło się dobrze. W każdej kiełbasie była określona proporcja ściśle okreslonego mięsa. Kiełbasa podwawelska była tak samo robiona w całej Polsce, a smak różnił sie tylko maestrią szefa nadzorującego produkcję.
Teraz dziwne kiełbasy, szynki z wodą udające szynkę, chemia i nędzne mięso. Wędliny tak samo smakujące. Blee.
Jednak nie było to wszystko takie fajne, dużo za kólkiem, dużo dźwigania i jeszcze więcej ryzyka. Duże ilości towaru i niezbyt duzy zysk.
Ale też są miłe wspomnienia, jak zamawiałem 2 tony szynki, 1200 kg baleronu i 600 kg polędwicy sopockiej, tak ze dwa, trzy razy w tygodniu przedświątecznym. A koledzy, którzy zaopatrywali sklepy w poblizu Ostrołęki, po 20, 30 kg. Kiedyś jeden ze znajomych, chyba w pierwszym roku działalności swojej, po rozmowie ze mną ile to my nie bierzemy tych delikatesów na świeta, zamówił po 2-3 tony do swoich sklepów w Łomzy chyba, pamiętam, jak spotkałem go po świętach i ze zbolałą miną opowiadał, jak przez dwa dni przed wigilią zaczęli rozdawać szynkę za darmo, bo już widzieli, że nie uda się im tego sprzedać.
Pamiętam też, jak do prezesa firmy zjawił się prężny biznesman i wynegocjował jakieś kosmiczne warunki platności, mieli płacić po 2 miesiącach, bo obiecał prezesowi, że go do USA weźmie i pokaże jak wygląda prawdziwa produkcja wędlin. Po jakimiś miesiącu ja się spotkałem z prezesem i spytałem jakie to warunki zaproponował Panu X, ze sprzedaje wędliny jego firmy 30% niż reszta kupuje, Pan prezes się uśmiechnął, powiedział, że Pan X to jest wielki biznesman, a ceny to ma takie same jak inni, a my to pwoinniśmy się uczyc od niego technik sprzedaży.
Minęły 2 miesiące, hurtownia spółka z o.o. o kapitale 10 tys. zł zniknęła, a na koncie firmy Pana Prezesa brakowało ze dwa miliony. Pan Prezes, jak się potkaliśmy pytał, czy nie wiem, co z Panem X, bo jakoś telefonów nie odbiera.
Było też kilka fajnych sytuacji z róznymi samochodami którymi jeździliśmy,aaa i tu przypomniałem sobie, że pewien epizod z historii wędliniarskich już opisywalem na blogu: jak mi pękł resor i musiałem połowę towaru zdjąć u chłopa na podwórku i jechać z tą połową, a jak wróciłem po 2 godzinach do chłopa, to tam cała wieś siedziała przy ognisku - no tak mi się wydawało, że może być, nie było. No ale uczciwy facet i jak jechałem z Angelem do Estonii ostatnio, to pokazywałem jej chałupę chłopa, no teraz to jakiś wielki producent mlka jest, bo dom i obejście imponujące.
W skrócie, firma padła. A mnie czasami się sni, awaria jakiejś komory chłodniczej i tony zepsutych salcesonów. Jakieś telefony związane z płatnościami i takie tam. No i dyskusje ze wspólnikiem, że mu się pomyliło i na święta zamiast szynki zamówił 2 tony slacesonu...

Okropne, Ale salcesony nie były takie złe - włoski, ozorkowy, brunszwicki.

Podziel się
oceń
0
3

WASZE OPINIE (6) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

KOCHAĆ NIE KOCHAĆ cz. II

środa, 24 września 2008 10:42

Otóż muszę położyć kres podłym kalumniom i oszczerstwom bezpodstawnym. Mylicie się Panie Drogie. Faceci też dzwonią!!!!

 

1) z soboty: Moja żona kiedyś w okolicach Nieporętu miała przejść przez drogę. Zatrzymałem się po prawej stronie drogi na poboczu, moja żona wyszła z lewej strony samochodu i przeszła przed maską i przeszła na drugą stronę... Z tym, że rozległ się straszliwy pisk opon i z na przeciwka próbowało zatrzymać się BMW, ale nie dało rady i musnęło lusterkiem okolice mojej żony. Która nie spojrzała w lewą stronę wcale. Siedziałem, ale nogi się ugięły pode mną. Od tamtej pory, zawsze podwożę ją pod drzwi sklepu czy czegoś tam i pilnuję jak przechodzi przez ulicę. W sobotę jak musiałem stanąć po drugiej stronie ulicy, bo nie było miejsca jak przeszła, po 3 minutach przejechałem na drugą stronę, żeby nie musiała drugi raz przechodzić!

2) kilka miesięcy temu: byłem daleko poza domem i dzwonię do domu - cisza. Jeden telefon, drugi. Moja żona ma firmę w domu więc powinna być - cisza. Byłem 350 km od domu bo wsiadłbym w samochód, zadzwoniłem do kogoś co by przyszedł i sprawdził czy coś się nie stało!!!

3) Wczoraj mój teść - też facet pojechał na wykłady do Dublina - dzwoni do mnie późnym popołudniem - słuchaj skocz do mamy, bo coś się dziwnego dzieje i nie podnosi słuchawki, bo coś tam...od razu poleciałem!!!

My też się o Was troszczymy Łosie jedne, właściwie samice łosia...kurde, a miało być dziś o salcesonie!!!


Podziel się
oceń
0
0

WASZE OPINIE (7) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

piątek, 21 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  4 643 721