Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 799 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

A CZAS PŁYNIE

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

TOM RANDDAL

kontakt:xandar67@wp.pl

O CO CI W OGÓLE CHODZI:

Nie chcę wywoływać bluźnierczych plotek. Ale myślę że Bóg ma niezdrowe poczucie humoru i kiedy umrę spodziewam się ujrzeć jak śmieje się.

Ulubione strony

2007 NOWY JORK

DLA DESPERATÓW:

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

KŁAMSTWO, WIELKIE KŁAMSTWO, STATYSTYKA:

Odwiedziny: 4701919
Wpisy
  • liczba: 1115
  • komentarze: 19337
Bloog istnieje od: 4048 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Pytamy.pl

Dawno, dawno temu

sobota, 31 sierpnia 2013 19:01

Wszystko zaciera się w pamięci, czasami za szybko. Miało być o Coke Live Festival i Krakowie, ale minęło tak dużo czasu, że nie pamiętam już wiele. Ciągle praca, praca i praca. Treningi i żona w domu, córka w Montpellier, ech życie.

 

Do Krakowa pojechaliśmy przede wszystkim na koncert Florence and the Machine. Mieliśmy roczną przerwę w krakowskich koncertach, bo w ubiegłym roku wpadliśmy tylko po Młodą i ruszyliśmy w Bieszczady. Tym razem przyjechaliśmy dzień wcześniej, żeby spokojnie zagłębić się w Kazimierz. A jak mówi klasyk: miasto wciąga.

 

Najgorszy był dojazd. Zatroskana teściowa patrząc na prognozę pogody pytała: a jak wy tam dojedziecie bez klimatyzacji? Ja klimatyzacji nie lubię, więc przyjąłem z pewną ulgą fakt, że w 8 letnim samochodzie działać już nie chce. Jednak 36C to trochę jest. Trzy dziewczyny zapakowane do samochodu, a ja dobrodusznie pojechałem do zaprzyjaźnionego serwisu, który rok temu próbował naprawić uszkodzoną klimatyzację. Pan kazał wjechać na kanał, podłączył jakieś urządzenie. Po 10 minutach prosił o włączenie klimy, dziewczyny w środku z radością stwierdziły, że działa. Angel powiedział, że czuje się jakby była gwiazdka w sierpniu.

 

Gdy kończyliśmy operację nagle spod jakiejś uszczelki na aluminiowym przewodzie pojawił się obłoczek freonu. Pan spuścił resztę gazu i zaprosił mnie za kilka dni na spawanie.

 

Udaliśmy się więc do Krakowa.

Ciepło. Gorąco. Oczywiście godzina wyjazdu to 11:00. Jak ostatni kretyn. Po 50 km wypiliśmy całą wodę. Otwarte szyby nic nie dawały. Właściwie leciało bardziej gorące powietrze niż było wewnątrz. Dojechaliśmy do Radomia, ale miałem zamiar w Białobrzegach zatrzymać się i potaplać w Pilicy. W Radomiu skok na McDonalda. Klimatyzacja!!!! Zimna woda! Obrzydliwe lody! Mrożona kawa. Miałem zamiar okopać się tam i zostać do wieczora. Patrzyłem z lekkim zdziwieniem na osobniki, które siedziały w ogródku i wystawiały twarz do słońca. Było już 37C.

 

Czy wierzycie, że gdy cień padał na kawałek drogi, to w tym miejscu było chłodniej, nawet jak jechałem 120km/h? Przed Krakowem jeszcze jedna stacja benzynowa i torba lodów i picia. Na wszelki wypadek jeśli w mieście będą korki.

Ale udało się i dotarliśmy na miejsce. Młode do hotelu /przepiękny budynek, połączenie starego i nowego, nie mam pojęcia dlaczego to hostel/, a potem 100 metrów dalej nasz Klezmer Hois. Miejsce magiczne, kto nie był być musi. Budynek z XVI w. Pokoi jest 10, tym razem nasz był na samej górze. Czyli drugie piętro po starych schodach. Pełno secesyjnych mebli i różnych gratów z epoki. Na parterze knajpa, w podziemiach teatr i codzienne koncerty i przedstawienia. Genialne śniadania. Wszystkiego dużo i świeże. Owoce? Proszę winogrona, truskawki, porzeczki, młode jabłka, morele, brzoskwinie, jeżyny. Na deser ciasto z marchewki – niesamowite oraz szarlotka z taką ilością rodzynek, że właściwie było ich więcej niż jabłek. Ostatniego dnia ukradliśmy dla Młodych wielkie porcje ciasta. Dodając do tego stylowe wnętrze co więcej można chcieć.

 

Po przyjeździe, około 16 poszliśmy w miasto. Bez dzieci, bo one miały mieć jakieś spotkanie. Dziwnym trafem spotkaliśmy się na pierogach u Vincenta – pyszne, ale dlaczego dają takie wymiętoszone karty? Potem my od jednego baru, do baru. Właściwie na początku był spacer nad jakąś odnogę Wisły /chyba, że się mylę/. Dodam, że na całym świecie, spojrzę na mapę, przejdę raz i dojdę w każde miejsce. Co tam pamiętam poszczególne drzewa w lesie. Ale nie na Kazmierzu! Jak dziecko we mgle, zawsze jestem nie tam, gdzie chciałem. Nawet z nawigacją. Nie mam pojęcia jak to robię.

 

Była więc Becherovka ze Sprite, potem jeszcze jakieś pyszne drinki, było piwo i były Młode. Przyplątały się koło 20:00 i trochę z nami posiedziały… Potem zapiekanki z Okrąglaka, karkówka z grilla na placu Nowym. Jakoś zleciało do drugiej w nocy.

 

Następnego dnia po śniadaniu, na placu nowym kawa i piwo, no i cydr. Potem drinki w Hard Rocku. Młode tym razem dotarły dopiero na obiad. Ja z Karoliną skromnie barszczyk, Sonia z Angelem luzowane żeberka i stało się. Zaczęło padać. A my już w drodze na koncert.

 

Pierwszy dzień – Franz Ferdinand i Bify Clairo. Obydwa koncerty naprawdę dobre. Na małej scenie był jeszcze koncert Reginy Spector – też dobry, ale widzieliśmy nędzny kawałek, żeby nie przegapić miejsca pod sceną na FF. Wszystko jednak zaczęło się od deszczu i zimna. Z 40C / bo tyle było, jak wjechaliśmy do Krakowa/ zrobiło się 18C.

 

Ja ciemny człowiek, nie rozumiem tych cholernych bonów festiwalowych i tego, że nie mogę zapłacić swoją kartą, ani gotówką! W sklepie festiwalowym było bardzo szykowne kurtki przeciwdeszczowe. Naprawdę fajne i po 21 zł. Nie lipa żadna, ale z suwakami, kieszeniami, kapturami. Zakupiliśmy 4 sztuki. Uratowały nam życie.

 

Narażę się niektórym, ale koncert Brodki obejrzeliśmy z namiotu kawiarnianego i wcale tego nie żałuję. Usiłuję zrozumieć fakt, że jest modna i ambitna, ale nie rusza mnie taka muza.

W drodze na festiwal, wśród tysięcy ludzi oczywiście napotkaliśmy Filipa B. czyli marnotrawnego syna naszych przyjaciół. Świat jest mały.

 

Czy muszę dodać, że po koncercie wylądowaliśmy na Nowym Placu na grillu? To chyba oczywiste, że człowiek jest głodny o  w nocy.

 

Kolejny dzień to szykowanie się na koncert Flo i szukanie wianków. Akcja koncertowa wianki, brokat, karteczki – co ci dała muzyka Flo. Wianki dziewczyny nabyły po 45zł w centrum handlowym tuż przez lotniskiem gdzie odbywał się koncert.

Po spacerze z Młodymi na Rynek, wizycie w kultowym sklepie z kultowymi komiksami, przymiarce przeze mnie czapki za 380zł rozstaliśmy się na Kazimierzu. Ale nieopatrznie, gdy zobaczyliśmy, że pub belgijski który był ciągle zamknięty jest otwarty i w środku jest genialnie, wysłałem do niech sms. Po 3 sekundach dostałem odpowiedź, że idą, a jak wsadziłem telefon do kieszeni już były. Wybór 200 piw chyba nikogo już nie dziwi, ale miejsce godne polecenia.

Tym razem na koncert taksówką – firma Ikar taxi, czy może Ecar taxi, genialna. Żadnych nocnych taryf, drugich stref. Bardzo tanio.

Na YouTube można znaleźć relację z koncertu, gdy przed drugim utworem pojawiły się karteczki i Florence zobaczyła tłumy z wiankami na głowach widać było, że jej dech zaparło w piersiach. To trochę jak nam. Koncert był genialny. Tylko za dużo ludzi. Dziki tłum. Młode pod sceną, my troszkę dalej. Mam 46 lat, setki koncertów i sam się dziwię, że muzyka tak potrafi czarować i wzruszać.

Po kilku dniach okazało się, że przez ostatni miesiąc jeździłem bez dokumentów. Kosztowało to mnie 50zł – taka promocja była, ale tylko dlatego, że w poszukiwaniu parkingu, kawałek pojechałem Brzeską w Warszawie pod prąd. Panowie Policjanci nawet popilnowali mi samochodu przez 15 minut, a ja poszedłem do sklepu rehabilitacyjnego. To się nazywa klasa. Czasami to aż miło wziąć mandat.


Podziel się
oceń
5
0

WASZE OPINIE (22) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

czwartek, 19 października 2017

Licznik odwiedzin:  4 701 919