Bloog Wirtualna Polska
Są 1 259 784 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

A CZAS PŁYNIE

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

TOM RANDDAL

kontakt:xandar67@wp.pl

O CO CI W OGÓLE CHODZI:

Nie chcę wywoływać bluźnierczych plotek. Ale myślę że Bóg ma niezdrowe poczucie humoru i kiedy umrę spodziewam się ujrzeć jak śmieje się.

Ulubione strony

2007 NOWY JORK

DLA DESPERATÓW:

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

KŁAMSTWO, WIELKIE KŁAMSTWO, STATYSTYKA:

Odwiedziny: 4643726
Wpisy
  • liczba: 1115
  • komentarze: 19320
Bloog istnieje od: 3959 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl

Pod klub juz podjechal sprzet legendarnym kontenerem...WIATAJA WAS STRACHY BA LACHY.

piątek, 31 sierpnia 2007 16:25
WLASCIWIE ZEGNAJA WAS STRACHY NA LACHY. Jeszcze jestesmy na ziemi po ktorej na codzien chodza sobie Angelina Jolie, J.W.Bush i Linking Park. No coz nie ma juz WTC wiec mam nadzieje, ze nie bedzie jakiegos miedzyladowania, jakby co zostawilem 10 klatek w apracie, bede klikal do konca, moze jaks posmiertna fajna nagrode dostane - chyba ze Nikon sie stopi ze mna w jedna fajna kulke.

JEDNA Z MOICH REALNYCH ZNAJOMYCH POWIEDZIALA, ZE W POWIETRZU LECAC SAMOLOTEM CZUJE SIE WOLNA. Te mantre powtarzalem sobie przy okazaji pierwszego lotu, ktorego pierwszym etapem byl Luorde - myslalem wtedy, prawie pielgrzyma  przeciez Pan nie wezwie do siebie na wizyte. Jak bardzo bylem w bledzie zdalem sobie sprawe po wypadku w grenoble, bo przez chwile mi tamta mysl przeleciala.. teraz uwielbiam latac.

To sie nauwielbiam do bolu, lecimy cos kolo 9 godzin do Frankfurtu, potem jeszcze ze 1.5 godziny do warszawy. Potem jeszcze przedrzec sie przez tlumy powitajacych, odnalezc Margo z chlebem i sola, mam nadzieje, ze wodka bedzie chlodna.

No coz chyba mam jeszcze jechac kupic zolte addidasy. Wiec witaliscie mnie juz, a ja wam jeszcze popisalem troche. Pakistanczyk w nie jolie taxi ma przyjechac 30 minut pozniej. Buziaki

Podziel się
oceń
0
0

WASZE OPINIE (6) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

GREENPOINT, GREENPOINT JEST WIELKI NA WIEKI..

czwartek, 30 sierpnia 2007 17:09
No coz, nasz pobyt w USA nieublaganie zbliza sie do konca. Jutro juz wsiadamy do samolotu okolo 16 i zmykamy. Zastanwialismy sie, czy jak w przypadku wycieczek samachodowych, wejscie do samolotu to juz bedzie odczucie domu...lecimy cos ze 8 godzin do Frankfurtu i potem 1.5 godziny do Warszawy. jakos spakowac te nasze 5-6 walizek. Troche mnie zastanawia jak bedzie wygladala odprawa bagazowa takiego tlumu, nie jestem specjalista od Boningow, a ten ma 10 osob w rzedzie.

Nawet nie pamietam, co robilismy przez te ostatnie dni. Wczoraj bylismy na Greenpoincie - ja jak zwykle ironia Kazika byla uzasadniona. Widac czasami wiezowce Manhattanu, ktory po mimo, ze jest blisko to trzeba sie kilka razy przesiadac w metrze, co prawda zawsze za te same 2 dolary. Greenpoint ze slawna polska apteka - duza i tylko apteka, a nie jak inne pharmacy ze wszystkimi atrybutami spozywczakow, z bardza mila obsluga, to i sklep z polskimi slodyczami, to jedyne jasne punkty tej czesci NY. Greenpoint to przede wszystki ulica Manhattan Av, waska jezdnia i waskie chodniki, brzydkie sklepy, brzydkie restauracje - czesto slychac polska mowe, ale chcialem szybko stamtad znikac. Inna, nie polska czesc GP, jest pelna mlodych Amerykanow, takich zakreconych artysytcznie i tam jest zupelnie inaczej, to takie troche drugie Soho sie robi. Maja powstawac i wiezowce w tej czesci NY, co ponoc ma wyprzec Polakow z tych stron. Pierwsza roznica widoczna szybko, to polskie blondynki przy kasach w sklepach - w innych dzielnicach glownie afroamerykanki sa ekspedientkami.

Potem zjedlismy na Brooklynie prawdziwe cupcake, takie babaeczki z lukrem - ja tylko okruszki...

Dzis miala byc plaza na Coney Island, ale jakies takie slonce narazie niemrawe...

Tak juz mi sie miesza, co pisze na blogu, a co w mailach, wyszlo, ze tu nie bylo o wycieczce nocnej na Time Square...sorry znajomych z mail, bo oni to znaja:

Zona Hareyowca przez sciane, juz dawno mowila, ze prawdziwy NY, to przede wszsytkim nocny TS. Bylismy tam razem z Angelem, ale bez Mlodej. Kilka dni temu skoczylismy wszsycy. Szlismy przez caly prawie Manhattan przez 7 godzin chyba, od Cannal Steet, az do TS.
Troche zdjec z TS jest juz, a troche dodam - wyglada to niesamowicie, wierzcie mi, tlum bez wzgledu na pore dnia, czy nocy i reklamy i wiezowce. Cos niesamowitego, wszystkie barwy teczy. Tym razem udalo sie nam wejsc do Hard Rock Cafe, polazilismy i poogladalismy gadzety i wypilismy piwo i zjedlismy kolacjo-obiad. Pyszne hamburgery po 60zl  sztuka. Ja za dwa dolary nabylem szklanke HRC NY w ktorej pilem piwo. Coz gitary Nirvany, Bo Didleya, Mccarteya, stroje Beatelsow, rekopisy Doors - i olbrzymiosc klubu robia wrazenie. sciana z 300 gitar, chyba w warszawie jest z 1000. Fajnie bylo w NY, poza Greenpointem niestety.

apdejcik:
POWINIEN SIE NAZYWAC: JA CI KOCHAM, A TY SPISZ...no ale tak, to moge powiedziec Angelowi, a on sie pakuje!!
tlumaczac na nasze, ja pisze i jest 19, a u was 1 w nocy... Angel walczy z walizkami, 5 cioma...zamowiona taksowka, bo zolte tu nei jezdza, a zolte sa czasami duze, same tawncary, cholera, ale pan mowil ze sie zabierzemy...jakos. Za pare minut  kolacja w jakiejs amerykanskiej knajpie. Ale ja nei o tym. Drugi raz polezlismy do cetral Parku - oczywiscie sladem tego czego nie ma - czyli Friendsow, bo nie ma i nei bylo kawiarni Cetral Perk, ale szlismy z Bronxu i wcale nie bylo fajnie. Na skraju The Bronx jest uniwerytet Columbia jeden z najlepszych w USA, a tam wyklada Angela profesor i poszlismy, juz w metrze 4 nie bylo fajnie, dziwnie sie na nas patrzyli pare wagonow czarnych i my...ja strachliwy nie jestem, ale. Wysiedlismy na 114 i poszlismy te 20 przecznic przez Bronx pieszo, przez osiedla,  gdzie sie klocili mocno czarni, przez sterty smieci i blokowiska...czasami czulem wzrok roznych dziwnych ludkow, nie fajnie - byc tam w nocy nie polecam, mimio dzialan Giulianiego nie jest zbyt bezpiecznie.

Na skraju Central Parku weszlismy do duzych eleganckich delikatesow, kupilismy 5 bulek za 2 dol., opakowanie roznych salat, sos w butelce grecki do saltek, chorizzo - prawdziwe hiszpanskie, komplet sztucow, sprite light, wode, budwiesera lighjt- obrzydlistwo, hamuss - takie smarowidlo czosnkowo- serowe z warzywami i poszlismy do parku.

Tam nad jednym z jezior rozbilismy na kamieniu oboz i siedzielismy ze dwie godziny i jedlismy, gadalismy, obserwowalismy osiem kaczek, ktore nas otoczyly i zezarly jedna bulke. Aha dla orientacji i pamieci, zamiast Bilobilu, jak mawia jedna z ulubionych autorek blogowych: koszt zakupow 11.4 dolarow... Nparwde tanio. Bylo milo. cetral Park jest niesamowity - olbrzymi z glazami na chodnikach i gorami, duzo olbrzymich drzew - wszedzie prwie mozna chodzic - amerykanie leza wszedzie, ale nie jest przesadnie ich duzo, mozna milo odpczac. No to tyle z NY. Jutro oddam 6 godzin, ktore wykradlismy matce naturze lecac tu. Chyba kolo poludnia w sobote jestesmy w Wawie...Rozumiem, ze orszak powitalny na lotnisku...mowilem, ze dwie walizki prezentow???Kto pierszy ten lepszy!

Podziel się
oceń
0
0

WASZE OPINIE (10) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

SZYBKI CHINCZYK

poniedziałek, 27 sierpnia 2007 18:08
TROCHE SIE NAMIESZALO, WYZSZA AMERYKANSKA TECHNOLOGIA WYGRALA ZE MNA, WIEC ZDJEC NIE BEDZIE JUZ DO POWROTU Z POLSKI, A KIEDY BEDA TAM TEZ NIE WIEM - BO ZBYT DUZO SPRAW SIE PIETRZY, JAK BEDA DAM ZNAC - A DUZO NAPRAWDE FAJNYCH FOTEK JEST, A JESZCZE W TYM TYGODNIU BEDZIE MANHATAN NOCA..

Tak wiec McIntosh nadal nowym zdjeciom w swoim folderze te same numery, jakie byly wczesniej. Zdjecia od tysiaca ponumerowal od 1, wiec gdybym wkladal jakies nowe zdjecia, zmienialby zdjecia, ktore juz byly. Penie mozna z tym powalczyc, ale czasu malo i nie bardzo wiem jak.
Zostanie wiec slowo pisane. W piatek bylismy w Muzeum of Modern Art, czyli MoMA niesamowite muzeum. Kolejka, to tak na oko z 4 tys ludzi, misternie poustawianych, gdyz od 16 wejscie bezplatne. Amerykanie maja fiola na robienie plotkow w kolejkach, ale sprawdzaja sie one swietnie. Muzeum ma 6 olbrzymich pieter - najwieksza kolekcja Picasso, Van Gogh, Kandinsky, Matisse, Braque, Monet, Klimt - masa nazwisk. Niemaowita wystwa przedmiotow uzytkowych, fotografii. Koniecznie trzeba to widziec - fotki sa namiastka, troche ich zrobilem.
Pozniej wystartowalismy do White Hole Park - gdzie odbyl sie najbardziej nowojorski z nowojorskich koncertow - Suzanne Vega. Mieszka sobie tu od urodzenia i oczami wyobrazni widzialem Tom's Diner's I Luce...Koncert byl w nieweilkim kameralnym parku, stalem sobie pod sama scena moze z 1.5 metra od SV. Aerykanie na koncertach ewentualnie klaszcza - nie spiewaja, nie bawia sie tak, jak europejczycy, aha i nie ma bisow. Dziwne to, ale tak jest...
W sobote bylismy w dinersie na siadaniu lunchu. Taki prawdziwy z troche starszymi kelnerkami, nalewajacymi ciagle kawe i wode, z certkami na stolach. Menu: rozne placki, gofry, jajka sadzone, kielbasy, frytki, sandwiche...sporo tego amerykanie jedza, popijajaqc morzem kawy. Nie jestem zwolennikiem takiej kuchni i nie podobalo mi sie.
Czystosc w restauracjach tez sporo przewaznie zostwia do zyczenia, a kiedy kucharze otwierali drzwi do kuchni, to myslalem sobie - coz goracy tluszcz musi wytluc wszystkie bakterie...Ale diner, taki jak u Tarantino...

Wieczorem aerykanski grill z pysznymi roplywajacyni sie w ustach stekami wolowymi - U NAS NIE MA TAKIEGO MIESA - wierzcie mi. Jas robile je przez chwile i byly przepyszne, do teggo pieczywo czosnkowe. Wszystko robione na duzym amerykanskim gazowym grillu. Wino domowe - lepsze od sklepowego. Tu jest taka moda, ze na jesieni mozna kupic na litry sok na wino z roznych rodzajow winogron, otwieraja sie na kilka dni takie sklepiki i Szwagier kupil kilka beczek, wino naprawde dobre.

Niedziela - wyjechalismy raniutko do Chinatown, aby udac sie chinskimi liniami do Waszyngtonu. Smiesznie bylo. Przyjechalismy o 6 rano, totalne chinskie zadupie, pod mostem. Stoja dwa autokary, maja napisy na tabliczkach po chinsku, pytam kierowcy czy do DC, po angielsku i pokazujemy bilety kupione w internecie. On, ze spoko, mamy wsiadac. Po 15 minutach przychodzi Chinka i mowi, ze my to mamy jechac tym drugim autobusem. Przesiadamy sie. W Waszygton DC ma byc odczuwalna temperatura 30 stopni, wszyscy krotkie spodnice lub ewentualnie spodnie. W autokarze przerazliwe zimno. Z klima Amerykanie wariuja, sa straszne roznice temperatur. Jedziemy przez Filadelfie i Baltimore. Nie wiem jaka to odleglosc, bo na drogach nie ma zadnych informacji, tylko numery zjazdow. Chyba ze 300 km na nasze, tak sadze. Jedziemy, czasami dwie autostrady biegna obok siebie, czasami jest po 10 pasow w jedna strone, ale nie przesadzajamy z rownoscia drog. Chociaz w NY jest gorzej, z tym ze tu sa samochody na okraglo przez 14 godziny.
Okolo 11 ladujemy w DC, jemy lunch w francuskopodobnej kafejce. Nie maja niczego co jest w menu, no prawie niczego. Mam dosc kuchni chinskiej, dosc kanapek amerykanskich - na szczescie w domu sa jogurty i owoce... i steki.

Waszyngton, piekne miasto - wymarle. Pusto na ulicach, wielkie szerokie aleje, piekne domy, pusto. Na ulicach nie ma samochodow. Po NY, to sie nie miesci w glowie. Patrze przed siebie pusto, ani jednej osoby.

Po co przyjechalismy do DC. Otoz to niesmowite miejsce, gdzie Smithsonian Institute, stworzyl kilkadziesiat neismaowitych muzeum. Szczeka opada, co tu zgromadzono, nie da sie obejrzec wszystkiego...

Muzeum malarstwa, sztuki wspolczesnej, historii naturalnej, lotnictwa i kosmonautyki, indian, holocaustu, chin, afryki...Kosmoc normalnie i wiecie co? WSZYSTKO ZA darmo!!!! TAK TO SOBIE WYMYSLONO. Niesawite. Bilety z NY do DC w sumie, w dwie strony u Chiczykow 105 dol, a wstep do normalnego muzeum kosztuje za nasza trojke, kolo 50-60 dol.

Lazilismy 8 godzin. Beda fotki: najwiekszego diamentu, rakiet apollo-sojuz, dinozaurow i innych takich, TU BYLO WSZYSTKO.

Dziewczyny widzialy rekawiczki M.Monroe, roboty z Gwiezdnych Wojen, szable Waszyngtona - niesmaowite.

Potwornie goraco, niewyobrazalnie, aerykanskie goraco podobne jest do poludnia Hiszpanii, zatyka, jest marnie. Na szczesie w muzeach chlodno i przestronnie, sposo straganow z piciem w lodzie, nawet tanich jak na nasze skromne kieszenie.

Waszyngton, to tez jak w Forescie Gumpie, Hair - Bialy Dom, Capitol, Pentagon, Mauzoleum poleglych aerykanskich zolnierzy - szczeka opada, to co setki razy na filmach widzielismy na dotkniecie reki. Nie wiem, co mnie bardziej wzruszalo obraz Macke, ktorego replike mam w gabinecie, czy obrazy Picasso i Van Gogha, czy Manhattan, czy wlasnie DC.

Malo tego, nie mowilem chyba, ale mieszkamy rzut beretem od mostu Verezzano i miejsc, gdzie byla krecona goraczka soboetniej nocy z Travolta..

Wracamy z DC. Dotarlismy do Chinatown, idziemy jest praking, stoi grupa ludzi, autokar, jedna osoba ktora z nami jechala tez jest, mloda dziewczyna z NY. Wsiadamy, pokazujemy bilety internetowe. Odjazd o 19:50. jest godzina 19:15 chinski kierowca wyprasza dwie osoby, cos im tlumaczy, ale to Hiszpanki, rozmowa sie nie klei, wysiadaja. Chinczyk zbiera bilety, oglada nasze kartki z netu, pytamy NY? tak. Niewiadomo czemu o 19:20 rusza. Jedziemy pelen autokar. Trasa wyjazdu z DC taka sama, autokar innych lini chinskich, co tam widzialy galy co braly, byle do Baltimorre, to bedzie znaczylo, ze faktycznie do NY.

Chinczyk zasuwa, mija wszystkie samochody, ponoc do 55 mil, ale gdzie tam on jedzie jak szatan. Mija 3 godzin nie bylo Filadelfii, wydawalo mi sie, ze jakies swiatla w oddali byly... Wjezdza na stacje benzynowa, mowi, ze za 30 minut bedziemy na Cannale Street lub w Soho. Nam pasi. Ale jakas BlackWoman chce do Filadelfii, on mowi, ze nie jedzie tam, to nie jego kurs. Ona pewnie, tez z tych drugich lini. Oni z czytaniem nie bardzo ponoc - tak mowi Asia. Kierowca: mozecie wyjsc do lazienki, kupic cos do picia bo czekam w kolejce po paliwo. Autobus, to zbieranina z calego swiata. Kilka osob wychodzi, wychodzi tez muzulmanka, czarna w szacie w kwiatki. Jedzie dwoch mlodych afroamerykanow w bialych przescieradlach i 3 dziewczyny. wiaza 50 paczek, na szczesie w lukach bagazowych.
Namiot w kwiatki zaginal. Chinczyk liczy i brakuje mi jednej osoby, ja juz nie wytrzymuje i mam wstawac, ale Muzulmanie w koncu sie przyznaja, ze brakuej jedndnej z nich. Chinczyk wkurzony, ze nie powiedzieli. Bialy Namiot, idzie szukac Namiotu w Kwiatki /nazwy, nie sa ironiczne, daje slowo/. Wraca bez, idzie drugi raz. Chinczyk mowi, ze daje im 5 minut. Mowi do ladnej Muzulmanki, najmlodszej...ale nie wiem czy ona cos kuma w jego amerykansko-chinskiej nawijce. Smieje sie glupio, ale ladnie.
Wrocili, dobrze, ze Namiot w Kwiatki zawniety po oczy, bo pewnie czerwona ze wstydu, co ja gadam, ona przeciez ciemnoskora...Jedziemy.

Ladujemy na Cannal street. Nasze metro, bylismy to 100 razy. Cholera, ale cos nei teges, jakis inny peron, zobaczylismy to po 15 minutach. Idziemy dalej, 50 przejsc podziemnych, jestesmy na platformie N, ale N jedzie z R w nocy, 0:00 - chyba noc. Idziemy dalej, jest platforma R, jedzie N. Jedziemy do 59 ulicy, czekamy na R. Uff. Dom.

Podziel się
oceń
0
0

WASZE OPINIE (14) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

WORLD TRADE CENTRUM - kilka lat po

czwartek, 23 sierpnia 2007 20:45
Wysiadajac na pierwszej stacji metra na Manhattanie od strony Brooklynu - z jednej strony mozna wsiasc na olbrzymi bezplatny prom na Staten Island i obejrzec panorame miasta, ale wieksza czesc idzie w druga strone. Tu zaczyna sie wielka i znana wszystkim ulica Brodway. 

Po kilku krokach mozna wejsc do Smithonian Instytute - Muzeum of American Indians - i tam bylismy wczoraj. Piekny gmach, ale w srodku zbyt wiele o Indianach dowiedziec sie nie mozna. Porownujac inne muzea, eksponaty "nakradzione" z innych kontynentow, tu swieci pustkami. Muzeum wlasciwie ma jedna sale poswiecona Indianom, kilka galerii w ktorych sa dziela sztuki wspolczesnych Indian, sklepy z pamiatkami. Ale jakos nie slychac nic o prawdziwej historii, ponoc, zeby cos zobaczyc nalezy jechac do rezerwatow. Tu krecilo sie kilkoro Indian, ktorzy opowiadali - ale raczej o sposobie wyrabiania ozdob, niz o czarnej ospie i alkoholu.

Gdy idziemy kilkaset metrow dalej, za Wall Street kilkadsziesiat metrow, a przy najfajniejszym sklepie z ciuchami Centuary - jest taki niby plac budowy, ogrodzony, nawet nie wydaje sie tak wielki - to miejsce po WTC. Obok jest park, w ktorym spotykaja sie ludzie podczas lunchu, odpoczywaja turysci, nic nie przypomina wielkiej tragedii 11 wrzesnia. Czy naprawde nic? Otoz kilka dni temu, na miejscu wlasciwie juz usunietego gruzowiska, przynajmniej do poziomu zero doszlo do pozaru, zapalil sie w strefie zero Deuche Bank - zginelo dwoch strazakow. A przeciez wszyscy pamietaja ilu z Nich zginelo podczas ratowania ludzi, kilka metrow obok - na stronach moich www.nowy-jork-czwarta-rano.bloog.pl sa zdjecia z tego miejsca, zdjecia z kosiola w ktorym wisza jeszcze plakaty o poszukiwaniu zaginionych i zdjecia ofiar. Jeden ze strazakow mieszkal tuz obok, wlasnie przy parku, gdzie chodzimy codziennie z Kaspie'm odbywaly sie uroczystosci pogrzebowe. Bylo kilka, a moze kilkanascie tysiecy strazakow z NY, wiele samochodow strazackich, helikoptery, tlum ludzi. nawet nie chce wyobrazac sobie, jak wygladaly podobne uroczystosci pogrzebowa tuz po... Mozna odbic te pileczke, przeciez codziennie ginie kilkuset muzulmanow na swoich ziemiach zabijanych przez wyznawcow innych religii, w tym Polakow - ktorzy, jak wczoraj czytalem otworzyli ogien przez pomylke do cywili w Iraku.

W Big Aple wiecej jest innych kolorow skory niz koloru bialego, ale nawet osoby mieszkajace na tej samej ulicy, po 11 wrzesnia, mowia ze nie ufaja tym, ktorzy mieszkaja obok nich od wielu lat, a sa wyznawacami Islamu. Troche dziwnie, szczegolnie dla zasciankowego europejczyka wygladaja kobiety zakryte od stop do glowy w czarne szaty, z czarnymi rekawiczkami, tylko z malym paskiem widocznej skory obok oczu. Nie jest ich jakos specjalnie duzo, ale sa widoczne - nie widac zadnego ostracyzmu, bo nowojorczycy sa az nadto mili. Przepraszaja wszedzie i za wszystko, gdy znajda sie na twojej drodze przepraszaja, nawet jesli musisz w ztloczonym sklepie zwolnic, zebu kogos przepuscic. Wczoraj stara meksykana przepraszala nas ze 3 minuty, ze kichnela w metrze.

Mowi sie, ze NY jest swiatem w pigulce, dziwny te swiat i chociaz wszyscy zyja obok siebie, to chyba dosc daleko od siebie. Wielokulturowosc jest wszech obecna, ale zdziwienie budzi, ze wiele nacji nie garnie sie do asymilacji. Zyja z podstawowa iloscia znanych slow po angielsku, nawet kelenerzy, wlasciciele barow, wlaciciele firm uslugowych, taksowkarze - czyli bardzo obok siebie.

Podobniez tylko 12% nowojorczykow reaguje na "cos" czyli jak sie dzieje cos zlego, trzeba komus pomoc. My wpisalismy sie do tego tuzina raz facet w sklepie walnal sie i nie policzyl nam do rachunku dwoch kompletow bardzo ladnych sztuccow i zwrocilem mu uwage, drugi raz Angel zwrocil uwage dziewczynie, ktora zostawila parasolke na podlodze w metrze.

Wiec z jednej strony usmiech, z drugiej zobojetnienie. Za krotko jestem tu zeby oceniac, sa to tylko luzne spostrzezenia. Zostal jeszcze tydzien. Dokupilismy jedna walizke, ktorej jedna trzecia zajmuja ciastka w proszku kupione przez Mloda i ksiazki dziewczyn reszte.

Juz chyba ogranicze im wejscia do niewyobrazalnie wielkiej ksiegarni Strand, gdzie nie koncza sie korytarze w podziemiach z ksiazkami i Angel jakies tam specjalistyczne ksiazki pokupowal do swojej nowej pracy naukowej, a Mloda z 10 kg swoich ksiazek, ktore w wiekszosci juz przeczytala.

Jeszcze w zmienionych planach Muzeum Gogenheima jutro i wieczor na Time Squere, chociaz moze ulegnie zmianie cos bo jutro za free koncert Suzanne Vega, w niedziele wyjazd do Waszyngtonu, a potem chyba do Filadelfii. Zobaczymy jak sie bedzie jechalo chinskimi autobusami z China Town.

Ostania oferte, ktora dostalismy na podroz nad Niagare w wysokosci 850 dol za przejazd zbylismy smiechem.

Coz jeszcze, aaa sieciowki takie jak Dunkin Donats, Mc Donalds, Subway - sa zupenie inne niz w Polsce, sa brzydkie i brudne, a nie takie wychuchane i wyblyszczone jak u nas.

Jutro moze na www.nowy-jork-piata-rano.bloog.pl wrzuce zdjecia indianskie oraz z japonskiej kanajpy.

Milego weekendu.

aaa bede probowal Polnocna jutro zrobic zdjecia z rozproszonego flesza:).

Podziel się
oceń
0
0

WASZE OPINIE (6) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

Nowy jork 10 rano.

środa, 22 sierpnia 2007 16:14
Smieszny wieczor byl wczoraj. Z okazji Asi urodzin wyruszylismy do japonskiej restauracji. Towarzystwo: polsko/amerykansko/grecko/niemieckie z przewaga opcji polskiej. Ja oczywiscie jak trendowaty, w zadnym jezyku swiata nie funkcjonuje, a czego to sie ja nei uczylem...Cos tam rozumiem, ale z mowieniem, to dramacik i to w kiepskiej wersji i wykonaniu. 
Restauracja taka, jak w filmach o jacuzzie, znaczy takie olbrzymie stoly z blatem goracym w srodku i kucharz czarodziej - taki co podrzuca wszystko, kroi w powietrzu, robi wulkan z cebuli, wrzuca ogonki krewetek do kapelusza i kieszeni, gada we wszystkich jezykach swiata /czasami, jak cos gadal w japonsko podobnym - to mysle, ze bylo to: "przyszly lajzy jakies i mysla, ze jak sie usmiecham, to mily jestem, fiutki jedne...".
Jedzenie bylo smaczne, drinki dobre, na koniec wjechal tort i kucharze zrobili Asi zdjecie polaroidem.

Dwa dni temu bylismy na Time Squre w nocy, czad zupelny, niesamowite kolory reklam, tlum ludzi z calego swiata. Masa fajnych miejsc, knajp z Hard Rock Cafe, gdzie nie udalo nam sie nic zjesc, bi byl dziki tlum oczekujacych, z krewetkowa knajpa Buba Gump - wiadomo z jakiego filmu. Tu spelnilem obietnice dana mojemu przyjacielowi i zjadlem cwiercfunciaka z serem w McD... Czuje go do dzis. Jest tez sklep z zabawkami z karuzela olbrzymia w srodku, MTV, Virgin Records.
Wracalismy z imprezy w Red Sky, bylismy wiec bez Mlodej, bo do klubow wpuszczaja od 21 lat i dlatego wrocimy tam jeszcze w piatek.
W piatek jeszcze bedzie muzeum Gugenheima i nie wiadomo co w weekend. Tak od czapki, gdyby pewna osoba zajrzala tu: nie dostalem jeszcze projektow ulotek i reklam!! a zostalo niewiele czasu, za 10 dni musi zaczac sie dystrybucja w SOBOTE!!


W niedziele
dopadla mnie nostalgia: zajrzalem do netu co slychac w RP, wczoraj natomiast jakos tak pomyslalem o swoim samochodzie, ktorego jakos nagle zaczelo mi brakowac. Co do samochodow to jezdza tu strasznie wypasione fury, w olbrzymiej ilosci - jezdza stada Hammerow - jakies takie przedluzane dlugosci autosana, sportowych aut. Wczoraj widzielismy najnowsze wypasione felgi. ktore sa aluminiowo lustrzane i maja takie nakladki, ze jak stoi samochod to one sie obracaja!!!

Co do aury, to jest po polsku:zimno i pada, zimno i pada. Cos niesamowitego, jak zimno. Narzekalem na upaly, a teraz na prognoze pogody patrzec nie moge - ma byc 23 stopni dzis, ale nie wyglada, w piatek ma byc 28, ale z tych chmurzysk nie wynika nic.
Przybywa rowniez reklamowek z ciuchami. Wczoraj znalazlem wieszak z firmowymi ciuchami: Nike, Adidas, Neutica, Tiger woods, Pepe Jeans - od 8 do 10 dol - ani jedna sztuka nie byla na mnie dobra - a wybralem z 5 koszulek w rozmiarze xxl, ale moglem sie w nie owinac dwa razy.
Z okiem nie jest rewelacyjnie, skonczy sie to wszystko zabiegiem - nie wiem na czym bedzie polegal, ile kosztowal i czy bedzie bolalo w trakcie i po, i czy na pewno pomoze. Skonczyly sie krople, skonczyl sie czas ich zazywania, a pozostala mi masc identyczna z kroplami, z tym ze smarowidlo raz na noc tylko, a krople byly 3 razy w dzien. Smarowalem oko przez dwa dni w dzien, ale po pierwsze znaczny dyskomfort, bo masc klei sie i jakies paprochy sie przykeiaja, a ponadto chyba bardziej agresywna jest i pieka powieki...do dupy. 

Pozostalo jeszcze okolo 10 dni w NY. Jak sie naprawi wp.pl, to wstawie zdjecia  na www.nowy-jork-piata-rano.bloog.pl bo wczoraj nie udawalo sie zaladowac zalacznikow.

Podziel się
oceń
0
0

WASZE OPINIE (3) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

piątek, 21 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  4 643 726