Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 798 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

A CZAS PŁYNIE

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

TOM RANDDAL

kontakt:xandar67@wp.pl

O CO CI W OGÓLE CHODZI:

Nie chcę wywoływać bluźnierczych plotek. Ale myślę że Bóg ma niezdrowe poczucie humoru i kiedy umrę spodziewam się ujrzeć jak śmieje się.

Ulubione strony

2007 NOWY JORK

DLA DESPERATÓW:

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

KŁAMSTWO, WIELKIE KŁAMSTWO, STATYSTYKA:

Odwiedziny: 4701892
Wpisy
  • liczba: 1115
  • komentarze: 19337
Bloog istnieje od: 4048 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Pytamy.pl

miłośnicy dzieci

czwartek, 26 lipca 2012 19:43

Nie próbuj nigdy iść pod prąd 

Nie próbuj nigdy szukać przyczyn
Z szeregu nie wyłamuj się
Bo jesteś niczym, niczym
Nie próbuj nigdy mówić nie
Nie próbuj nigdy szukać przyczyn
Jednostka wszakże zerem jest
Ty również jesteś niczym

Klikając wczoraj wybór apartamentu na długi weekend sierpniowy w okolicach Ustrzyk Dolnych, słuchałem jednym uchem telewizji, gdzie kolejna osoba ukrzyżowała rodziców, którzy zostawili dziecko na lotnisku. Sprawa stała się jednym z większych skandali wakacyjnych, przewyższającym swoją bezwzględnością i okrucieństwem całe tapicerstwo PSL i PO. Kiedyś Włodzimierz Cimoszewicz mówił o PSL, że to partia tapicerska, bo interesują ich tylko stołki i fotele.


To nie dobrze, że dziecko zostało na lotnisku, zauważył to również Owsiak, który najpierw zrugał Rzecznika Praw Dziecka, a potem przeprosił, gdy okazało się, że ten załatwia dziennie prawie 70 spraw związanych z nieszczęściami dzieci, wliczając w to niedziele i święta.


Jednak czy sprawa nie ma drugie dna? Czy afera lotniskowa nie jest przykładem brakiem kompetencji pracowników biur podróży? Czy sprzedając swoją usługę nie powinni weryfikować ważności paszportów osób, których nazwiska wprowadzają do systemu?


Oczywiście sami rodzice zachowali się nieodpowiedzialnie nie sprawdzając ważności dokumentów. To że roczny termin ważności dla dokumentów maluchów nie zdał egzaminu jest faktem. Ma to odzwierciedlenie w legislaturze, bo od 11 sierpnia 2012 paszporty dla osób nieletnich poniżej 5 roku życia będą ważne 5 lat.


Dziwi mnie też czas załatwiania całej sprawy. Przecież z reguły na lotnisku pasażerowie powinni być 2 godziny przed odlotem, to sporo czasu, aby wezwać kogoś kto zająłby się dzieckiem, a może rodzice czekali do samego konca na przybycie odsieczy?


Idąc tym wątkiem wspomnę o kilku sytuacjach odrobinę podobnych. Kilka lat temu część uczestników wycieczki po Italii zostawiła paszporty w hotelu. Działo się to w nocy, nie było czasu na powrót. Po długiej i burzliwej rozmowie celnicy włoscy wpuści 8 osób do samolotu bez żadnych dokumentów.


W tym roku jadąc pierwszy raz na Bałkany pytałem panią w biurze podróży /jedno z największych, które zostało na rynku/, czy na przekraczanie granic Bośni, Serbii i Czarnogóry potrzebne są paszporty, czy dowód osobisty wystarczy. Pani stwierdziła, że konieczny jest paszport i paszporty miało potem ze sobą 30 osób, a były one zbyteczne.


Kila lat temu biuro podróży zapomniało nas poinformować, że wylot do Maroka jest dzień później niż w umowie, dowiedzieliśmy się o tym na lotnisku…

Z przygód lotniskowych na zawsze zapamiętam jedną. Odwoziliśmy Szwedkę, która mieszkała u nas na wymianie młodzieży, miała 15 lat. Wyjechaliśmy na lotnisko z olbrzymim zapasem, jednak gdy Szwedzi kończyli się odprawiać staliśmy w korku na dojeździe do lotniska. Dostaliśmy telefon, że dziewczynka będzie musiała lecieć popołudniowym lotem, bo jej bilet został już sprzedany, a w Sztokholmie poczeka na nią jeden z opiekunów, bo do domu miała z lotniska kilkaset kilometrów. Po rozmowie na lotnisku udało się znaleźć dla niej miejsce. Dziewczyna leciała … w kabinie pilotów.


Wracając do zdarzenia z pozostawionym dzieckiem. Brak odpowiedzialności, brak kasy, czy wyobraźni rodziców. Dziecko było 10-15 minut pod „opieką” pracowników lotniska. To źle i nie ma o czym gadać. Gdyby ktoś przyjechał i zabrał malucha do domu, to nie byłoby newsa. Brak kasy? Nie każdy może przeboleć stratę co najmniej 3.5 tysiąca złotych, bo za tyle najtańsze tygodniowe wczasy w Grecji dla 2 osób udało mi się znaleźć. Być może lecieli za 10 tysięcy złotych. Łatwo jest potępiać, ale pewnie spora część z krytyków nie wydaje takich pieniędzy na odpoczynek. Może na ten wyjazd oszczędzali przez cały rok.

Odpowiedzialni rodzice – jedno leci, aby minimalizować stratę, a drugie zostaje na miejscu, zapewnia opiekę dziecku i dolatuje na miejsce, jeśli znajdzie samolot.

Moim zdaniem afera została rozdmuchana do granic wyobrażeń, cieszyć może, że pracownicy lotniska postąpili zgodnie z procedurami i wezwali Policję. Kara dla rodziców powinna być umiarkowana, a przecież przywoływany jest już art. zagrożenia życia z karą do lat 5.

W kwestii porcedur nasuwa się jeszcze jedno być może mało istotne pytanie w jaki sposób nagranie całego zdarzenia znalazło się w telewizji?

 


Podziel się
oceń
0
0

WASZE OPINIE (74) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

Podróbki, podróbki?

środa, 18 lipca 2012 22:09


Kilka dni temu na lotnisku w Dubrowniku siedziała obok mnie Polka. Miała lat około 60, nieciekawie ubrana, niezbyt zadbana w starych przydeptanych butach, trzymała za to w ręku torebkę Burberry, tuż obok na podłodze leżała duża torba Louis Vuitton – Mongram Canvas, która kosztuje około 5 tysięcy złotych. Trudno więc przypuszczać, że właścicielka położyłaby na niezbyt czystej podłodze wśród rozdeptanych chipsów i orzeszków M&M oryginalny produkt.  


W sieci jest wiele stron piętnujących nieoryginalne produkty. Pokazujących centymetr po centymetrze jak wygląda markowy produkt. Wiem to od żony, której kilka lat temu kupiłem pod choinkę w New Yorku torebkę jedną z w/w firm. Żona jakiś czas później  sprawdzała czy nie zrobiłem jej głupiego żartu.


Na obronę części konsumentów trzeba zauważyć, że nawet w firmowych sklepach zdarzają się podrabiane produkty.


Dla części osób świadomość danej marki nie istnieje, tak właśnie wyglądała moja sąsiadka z ławki na lotnisku. Pomyślałem, że podszedł do niej na plaży ktoś z ładnie wyglądającą torebką za kilka euro i po prostu ją kupiła. Niewykluczone, że było jednak całkiem inaczej.

Ostatnio zarzucano paradowanie z podróbkami jednemu ze znanych stylistów i chodziła właśnie o torbę Louis’a Vuitton. Doda podobnież chodziła w szpilkach Nike, które nigdy nie trafiły do produkcji. Jednak ile jest prawdy w tym co piszą plotkarskie portale. Znalazłem  stronę z całą masą szpilek z logo Nike w cenie 269 dolarów. Nie chce wierzyć, że Doda kupowałaby podróbki w tej cenie, a jeśli to nie jest produkt Nike to czemu do diabła firma nie robi nic ze stroną internetową, która sprzedaje kilkadziesiąt modeli ich firmy, a na dodatek ma w adresie ich nazwę.


Najczęściej podrabiane są układy scalone – podobnież za 100 mld dolarów rocznie. W czołówce jest elektronika – szczególnie Iphone, buty, dresy, perfumy, zegarki, okulary, torebki. Znalazłem w sieci informację, że 90% torebek z logo LV na Ebay są fałszywe i żadna z zainteresowanych stron nie robi z tego problemu.

O ile lans na fałszywe okulary, torebkę, buty, zegarek można zrozumieć, to nie mam pojęcia w jakim celu kupowane są podrabiane perfumy, które pachną ohydnie. Próżności pewnie nie da się wyplenić, a kupowanie podróbek będzie jeszcze trwało wieki.

 


Podziel się
oceń
0
0

WASZE OPINIE (40) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

Chorwacja

poniedziałek, 16 lipca 2012 20:30


Gdy opowiedziałem znajomemu o swoich wrażeniach z Chorwacji, stwierdził, że głowy nie urywa i to chyba najlepszy komentarz do całej wycieczki.



Zwiedziliśmy Bośnię, Serbię, Czarnogórę i Chorwację. Najbiedniej w Bośni. Nocleg w niezłym hotelu w jedynej ich nadmorskiej miejscowości Neum. Dziwnie pływa się, gdy tuż obok stoją zgliszcza innego hotelu i na ścianach ślady po seriach z karabinów. W Sarajewie wzdłuż alei Snajperów całe domy ostrzelane, w wysokich blokach zbudowanych z płyty plomby z cegieł o wysokości kilku pięter. Ludzie wszędzie palą, nawet w niektórych sklepach, mówią, że to pozostałość po wojnie. 17 lat pokój, który nikogo nie zadowolił, wojna której nie sposób zrozumieć.



Ciężko jeździ się po 4 krajach, gdzie co krok inna waluta. Prawie wszędzie można płacić w euro, prawie jednak robi wielką różnicę. Na głównej ulicy sarajewskiej starówki ciężko kupić coś do picia za euro, jeszcze ciężej wymienić 10-20 euro. W kantorze mówią, że nie mają drobnych. Przez pomyłkę próbuję w knajpie na rynku zamówić piwo. Młody chłopak, jak okazuje się muzułmanin ciężko oburzony.


Przez dużą część drogi towarzyszy nam Neretva, piękna rzeka – tylko dlaczego płyną w niej dziesiątki tysięcy plastikowych butelek. Widok ten towarzyszy nam na wybrzeżu w Dubrowniku, butelek mniej, ale jednak są, do tego psie odchody na ścieżkach, tak, że czasami ciężko przejść.


Po drodze Mokra Gora. Kolejka wąskotorowa i 20 km pętla. Śmieszne stacyjki z knajpkami, gdzie zatrzymujemy się na wino, piwo i lody. Potem zwiedzamy wioskę Kosturicy, którą zbudował na potrzeby swojego filmu, a teraz jest w niej hotel.

Plac Armando Maradony, ulica Falliniego, Bush w więzieniu.

Pyszne jedzenie i bardzo tanie. Brak napojów koncernowych, są za to soki z Rewolucji Owocowej i piwo własnej roboty.


Czarnogóra – Budva, Kotor. Piękne miasta, ze starówkami, sklepami, portami jachtowymi i waluta euro.  Wreszcie nic nie trzeba mnożyć, czy dzielić. Napój euro, pizza 1.5, drink 4.


Jeszcze kolejna wyspa. Nocleg w małej miejscowości. Hotel pamięta towarzysza Tito, ale nie pamięta remontów. Oglądamy finał Euro. Okazuje się, że ludzie od roku nie dostają tu pieniędzy. Pracują za jedzenie i szansę na emeryturę.


Kolejny dzień Dubrownik. Pięknie. Ale tu za kilka dni wrócimy na cały tydzień.

Jedziemy dalej i promem na Hvar. Nieziemskie widoki, ale rozczarowanie polami lawendy. To może pólka są  nie pola. Piękne miasta – Sari Grad u Hwar. Podobnież nie ma tu hoteli z klimatyzacją. Hotel beznadziejny. Pięknie położony, basen, knajpa, niezłe jedzenie, ale do pokoi lepiej nie wchodzić. Zastanawiamy się czy da się łóżko wystawić na balkon. Siedzimy do 1:30 w barze na zewnątrz. Od 12:00 już tylko ze znajomymi. Obsługi nie ma. Pijemy według wskazań kierowcy Neno wino białe z odrobiną wody gazowanej i masą lodu. Wina rozczarowują mnie kolosalnie. Nie znaleźliśmy niczego co by nam smakowało, niezależnie od ceny. Prawie do końca zostaje wino z wodą, potem jeszcze sangria. Pije nawet piwo, którego nie piłem od jakichś dwóch lat.


Po dwóch dniach płyniemy do Splitu. Po drodze niespodzianka. Obok promu baraszkuje stado delfinów. Skaczą obok naszej burty, my oczywiście jak te Colargole zobaczyliśmy je ostatni…


Split – pierwsze miejsce gdzie zachłystujemy się miejscowym jedzeniem. Targ z owocami, miodem, ziołami, oliwą.


Ryby, kwiaty. Miasto piękne. Majestat starych budowli przeplata się  urokiem morza. Za kilkadziesiąt kilometrów podobnie jest w Trogirze. Tu też jest co zobaczyć i jest coś do zjedzenia. Na koniec lądujemy w Podgorze. Wreszcie hotel na europejskim poziomie. Jak na ironię chyba zostawiamy jedną torbę sportową właśnie w tym hotelu. Rano kierowca gubi 6 osób. Próby zwrócenia uwagi spełzają na niczym, ale po dłuższym czasie i kolejnej miejscowości wracamy po maruderów.


Po paru godzinach dojeżdżamy na most w Dubrowniku – wielki, im. Franiu Tudmana – będzie nam towarzyszył przez najbliższy tydzień.

Jest już nasz pan w srebrnym mitsubishi. Pan jest legendą naszej wycieczki, bo tydzień wcześniej przyjechał starą Carismą po 6 dorosłych osób  z walizkami i o dziwo nie zmieściły się mu do auta! Okazuje się, że apartament jest dość skromny, ale ma klimę, kuchnię, malutki tarasik, boczny widok na morze i most, 70 schodków do plaży, 700 metrów do Copacabany – czyli największej miejskiej plaży, 50 metrów do supermarketu. Niedaleko też jest targ rybny.


Na naszym stole pojawiają się krewetki, małże i ryby.

Z ryb najlepsza była mola, ale skorpeny i morski okoń też pyszne. Nie udało się kupić ośmiornicy i ostryg. Ostrygi były, ale jednego dnia, ośmiornic jak na lekarstwo. Angel chce kupić płaszczkę i żabnicę, ale ja nie podejmuje się ich zrobienia. Dubrownik żyje całą noc. Pełno ludzi. Jednak rejs po mieście to spore wydatki. Piwo w knajpie 16-25zł, wino też drogie. W promocji drinki po 20-25zł, normalnie powyżej 28zł. Rakija nie moja bajka. Próbowaliśmy maraskino, czyli likier z wiśni, ale przezroczysty. To też nie nasz smak. Ale pyszne kiełbasy – Czajna, czyli salami, ale również cienkie, mocno suszone kiełbasy z czosnkiem. Rewelacyjna suszona w morskiej soli szynka.

To chyba przegięcie, ale używamy jej z ajvarem do jajek po benedyktyńsku i jajecznicy. Rewelacyjne owoce – szczególnie melony i arbuzy. Trochę gorsze figi. To wczesna odmiana o jasnym środku, smaczniejsza jest ta ciemna w środku. Co dziwne droga chorwacka oliwa, droższa niż u nas włoska, czy grecka.


Pełno kotów. Mamy dwa apartementowe. Jeden brzydszy od drugiego. Ale drugiego dnia – duży, ecri, który śpi cały dzień na grzbiecie z łapami w górze, wyprzedza mnie na schodach /w dół/ i rzuca mi się pod nogi, w locie przekręca się na plecy. Kotów mamy nie karmić, bo plamią jedzeniem kamienne schody i taras. Faktycznie plamią, bo jak dałem im małże i szynkę to otłuściły metr kwadratowy…


Gdyby tak pomieszać tę Chorwację z polską zaradnością i dbałością, cenami z Knarów i Portugalii –niech zostanie chorwacka życzliwość, hotele też raczej kanaryjskie, bądź hiszpańskie. Nie wspomniałem o upałach. Gorąco od 6:50. Na plaży leżymy do 20:00, tyle że przychodzimy na nią o 10:00, gdy znika o 13:00 cień, znikamy i my. Wracamy około 17:30. Konieczne są buty do chodzenia po wodzie. Pełno jeżowców i skał. Plaże wszystkie mniej lub bardziej kamieniste lub betonowe. Ach, taka nasza plaża z Sobieszewa, albo Maspalomas. Woda przeważnie ciepła, chociaż jeden dzień zimnej. Brak otwartego morza. Wyspy, wyspy, wyspy. 1500 wysp.


Ale skóra nie zeszła, dodatkowych kg też brak, nie było kaca, opalenizna w sam raz – więc było naprawdę miło.

do komentujących: trzeba mieć dużo złej woli, aby wyczytać z tekstu moją niechęć do Chorwacji. Nie wiem czy ktokolwiek doczytał do końca, jeśli tak to mam pytanie. Czy gdzieś jest napisane to co w tytule i podtytule zamieściła wp.pl na swojej głównej stronie? Mnie wydaje się, że nie, bloger to nie dziennikarz i nie mam żadnego wpływu na to co portal pisze w związku z moim tekstem. Napisałem moje subiektywne odczucia, nikogo nie wyśmiewałem, nie piętnowałem. Nie wyśmiewam nikogo kto jeździ do Chorwacji co mnie kilka osób zarzuciło. Bałkany to piękny kawałek świata, wierzę jednak, że gdyby Polskie morze było tak czyste, ciepłe i słone /co ułatwia pływanie/, to nasi rodacy stworzyliby lepsze warunki i klimat do odpoczynku, bo Bałkany żyją w myśl powiedzenia: polako, polako ne ma problema. Dlaczego nikt nie odniósł się do horendalnych cen alkoholu w restauracjach, butelek pływających w Neretwie, w Hwarze, Dubrowniku, brudnych, śmierdzących betonowych plaż, których nikt nie sprząta. Nigdzie nie widziałem służb ratowniczych nad morzem. Opisując na swoim blogu różne miejsca na świecie, a było ich całkiem sporo, staram się ostrzegać przed różnymi rzeczami, które mogą przydarzyć się na miejscu. Nie ma znaczenia, czy jest to Nowy Jork, Tallin, Balaton, Praga, Międzyzdroje.


Podziel się
oceń
0
0

WASZE OPINIE (174) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

czwartek, 19 października 2017

Licznik odwiedzin:  4 701 892