Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 798 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

A CZAS PŁYNIE

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

TOM RANDDAL

kontakt:xandar67@wp.pl

O CO CI W OGÓLE CHODZI:

Nie chcę wywoływać bluźnierczych plotek. Ale myślę że Bóg ma niezdrowe poczucie humoru i kiedy umrę spodziewam się ujrzeć jak śmieje się.

Ulubione strony

2007 NOWY JORK

DLA DESPERATÓW:

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

KŁAMSTWO, WIELKIE KŁAMSTWO, STATYSTYKA:

Odwiedziny: 4701872
Wpisy
  • liczba: 1115
  • komentarze: 19337
Bloog istnieje od: 4048 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Pytamy.pl

ABECADłO Z PIECA SPADłO

środa, 30 lipca 2008 13:22
PO /to określenie przysłówek, czy jak się nazywa inaczej staje się mi obrzydliwe ostatnio tak samo, jak pewna angielska czynność fizjologiczna - to tak na marginesie/ PRZERWIE WAKACYJNEJ łAZIłEM PO RóżNYCH BLOGACH, Z RóZNYM SKUTKIEM, BO NA WIęKSZOśCI POSUCHA WAKACYJNA. Ale znlazłem zabawę, którą pewna Pani/to określenie nie podoba mi się, napisałbym laska, ale nie chce się narazić na uwagi OD OSOBY, KTóRA WCALE NIE WCHODZI NA TEGO BLOGA/ WYMYSLIłA I POTEM SIę TO ZNALAZłO U żABY. Żabawa polegała na sporządzeniu alfabetu z epitetami opisującymi ofiarę.

Spróbuję dokonać analizy własnej osobowości, takie małe harakirii. Będzie ona maksymalnie zafałszowana i nic nie powie o osobie, która to pisze, bo będzie pełna wybieleń, przekłamań i koloryzowania. Co do zabaw wszelakich, to pamiętam, jak wypisywaliśmy kiedyś dawn temu, największe świństwa, które popełnilismy w zyciu i napisałem, że podczas obchodów I Komunii, przejechałem śwadomie obryzgując błotem stadko białych sukienek mknące na mszę. Wtedy to PółNOCNA, mało mnie nie zabiła, nie pomogło, że powiedziałem, że to fikcja literacka - ale też od tamtej pory nabrałem olbrzymie sympatii do Północnej i bardzo ją internetowo lubię.

Jedziemy i pojechaliśmy, ale po jakimś czasie wkradły mi się jakieś alternatywy - te na końcu kursywą:)

A) Aaaaaaby kupić. ANARCHISTA zreformowany. Do tej refleksji nakłoniła mnie wizyta na youtube i przy przeglądaniu filmu z 1984 roku z festiwalu w jarocinie wylazł z ekranu mój przyjaciel. Ja powinienem być gdzieś obok, ale mnie nie było widać. Walczyłem, ze wszystkim co związane było z machiną państwową, aż się sam stałem jej częścią. Powinno być ANGEL - miłość mojego zycia, ale skucha co????

B) Będąc młodym kucharzem. www.akademiasmaku.com - zaniedbana. Bardzo lubię gotować i dobrze mi to wychodzi. Ostatnio musaka...mniam. Blogoobsesyjny.

c)  CZYTELNIK POSIADAJąCY. Lubię czytać dużo, ale przde wszystkim swoje ksiązki. Lubię mieć ksiązki. Nie pożyczam ich. Nie lubię, gdy ktoś przde mną czytał gazetę. Z książkami nie mam tego problemu. Mogłoby być C jak Czesio mój włatca telewizyjny.

d) DEPECHOWIEC -  nie będzie to bluzierczą plotką, ale DM to nie tylko sterty płyt winylowych i cd, kilka konertów. To jest mój religijny zakątek, pełen miłości, nostalgii, wspomnień, dzwięków. Muzyka wiele znaczy w moim życiu, a ta szczegółnie dużo.

e) EGOISTYCZNIE EMAPTYCZNY- bez sensu co nie?:)

f) FRUWANIE -lubie od pewnego czasu latać samolotem. Kiedyś ktoś powiedział mi, że czuje się w przestworzach wolny - nawet jeśli spadnie taki kawał złomu. No cóż.

g) GAAAAADANIE Lubię mówić i jestem niezly w tym:). jestem dobrym wykładowcą, rozmówcą, mediatorem, słuchaczem. G - jak Grzegorz, najwięcej miałem przyjaciół pod tą etykietą, zostało mi dwóch.

h) HULASZCZOść - lubię imprezy ale wyłącznie ze znajomymi. Lubię alkohol, lubię raz na jakiś czas trochę wiecej niż trochę wypić. Lubię śpiewać podczas, chociaż nie powinienem!!!! Kocham swoich przyjaciół i źle mi, że za mało się widujemy!!!!

i) INTERNETOWERYK - nie umiem sobie wyobrazić zycia bez internetu. Jest co roku gorzej. Obecnie nawet pod kanapą leży sobie macbook. Najwięcej wytrzymałem 16 dni w Egipcie bez internetu i schudłem wtedy 6 kg. Internet jest bardzo kaloryczny. Lubię ludzi z internetu, lubię pocztę internetową, newsy, nie lubię gg, skaypa - narazie. Pamiętam jakiś czas temu, jak własciwie nie wierzyłem, że do tego wszystkiego co jest w sieci można się dostać bezpłatnie i że kiedyś na pewno to skończą. Lubię "rozmawiać" z nieznajomymi z netu, a często nie starcza mi czasu na rzeczywistych przyjaciół. Mam świadomość ciągłą, że te internetowe przyjaźnie to atrapy. Inteligencja, inteligencja - mogło by być więcej - patrz errata na w.

j) JEJ zostało na koniec i nie wiem co napisać? Jęczący - podczas byle przeziębienia nie podchodzić do mnie, bo jęczę i użalam się nad sobą. J - Jezus - zazdroszczę wierzącym, ja nie potrafię. Próbuję, ale nie potrafię. Próbowałem czytać Biblię i nic, boję się, że kiedyś w potrzebie Bóg powie - ty mi TR już nic nie obiecuj, bo się nie wywiązałeś z poprzednich obietnic łosiu!!!

k) KIEROWCA - bardzo dużo jeżdżę, bardzo uważnie, czasami za bardzo szybko. Nie mogę się pogodzić z ograniczeniami prędkości. Przepuszczam pieszych i inne samochdy, nie wyprzedzam na podwójnej lini, na przejsciach dla pieszych. Ale ta prędkość. Chciałbym jeździć dużym rzucającym się w oczy samochodem. Ale jestem racjonalny w wydawaniu kasy na ten cel. Nie lubię sprzątać w samochodzie i go myć, staram się pamietać o przeglądach. Średnio mnie bolą jakieś zadrapania lakieru i inne tago typu kwestie.

l) LEKARZOLęK - boję się lekarzy, chorób. Mam zdjagnozowany syndrom białego fartucha - po wejściu do szpitala, przychodni jestem chory. Mam zaawansowaną hipochondrię.

ł) łYSY - nie wiele rzeczy mi lepiej wyszło niż włosy. Ale lubię swoją łysość, czasami jednak najpierw budzę strach, a potem dopiero ta moja inteligencja...

m) MOZILLA FIREFOX - ukłony, właśnie wysiadło podczas napisania prawie wszystkiego zasilanie ups się nie włączył i zdechł komputer, a mozilla spokojnie przywróciła sesję. To prawie tak genialny wynalazek jak macintosh. Miły facet, wiecie, że wiekszość ludzi mnie lubi?

n) NAUKOWE NIESPELNIENIE -szkoda, że zbyt późno wkroczyłem do świata nauki. Cholera chyba już nie zrobię tytułu dr. Szkoda - mam nadzieję, że Młoda mnie wyleczy z tego kompleksu. Powinno być: Nothomb Amelie - dla mnie najabrdziej genialna współczesna pisarka na świecie. Lekki czasami balans w stronę zbyt lekkiej literatury.

o) OBSESYJNIE ODPOWIEDZIALNY DO BóLU. Za wszystko czym się zajmuje prywatnie i zawodowo. Obżarstwo - uwielbiam jeść. Prawie tak jak sex.

p) PRAWIE PRACOHOLIK - lubię bardzo pracować, lubię bardzo swoją pracę, ale od pewnego czasu mam świadomość, że gdybym miał odpowiednią ilość papierków z obrazkami mógłbym żyć bez pracy. Nie przepadam za wczesnym wstawaniem do pracy, ale za to lubię być każdego dnia w firmie kilka razy, do tego 7 dni w tygodniu. Prawnik administratywista - to jeden z moich zawodów wyuczonych, w którym nigdy ne pracowałem.

r) RADYKALNIE RODZINNY - nie widzę świata poza moją żoną i córką. Mógłbym dla nich zrobić wszystko, łączne z zabiciem bez cienia skrupułów kogkolwiek, kto ośmieliłby się zrobić coś którejs z moich dziewczyn. Ale od pewnego czasu to rodzinna to te dwie osoby, do tego niewątpliwie NASZ AMERYKAńSKI ODłAM, potem trochę luzu i TEśCIOWIE i wyrwa boleśnie boląca. Cały wolny czas potrafię spędzić z rodziną i reszta może nie istnieć dla mnie, nawet internet. Rozsądek - czasami zbyt duży.

s) Sssss /co tak syczy? A teraz? przestało. S jak SEX. Baaaardzo lubię. Czy to prawda, że przychodzi taki okres w zyciu, że już nie mozna? O kurde! Już Szymborska pisała: czy bez tej miłości można żyć, mieć serce suche jak orzeszek? /Już ja Wiśka wiem, co to miało być napisane zamiast serca!!!/ S - jak Siwy mój przyjaciel z którym splotły się losy już ponad 20 lat temu i jesteśmy razem.

t) TOLERANCYJNY - w wielu kwestiach maksymalnie, ale nie każdego ewentualnego zięcia będę potrafił zaakceptować. Nie chodzi o kolor skóry, raczej o kulturowość. Za córkę zabić mogę...Opowieści znajomych o dziwnym traktowaniu mężów Włochów z Południa, Polek żon - w tej opcji nie ma takiej opcji. Powinno być T jak Tony Soprano - mój aktualnie ulubiony serial, kurde, czasami to wydajmie mi się, że mamy za wiele podobnych cech...

w) WYSIłEK FIZYCZNY - potrzebny mi do zycia jak tlen, rolki, rower, tenis, squash. Brakuje mi sytematyczności w tej działalności, ale luuubie. Wzrost 191 dobrze mi z tym, ale może kolejka po wzrost za długa była.

X) XENNA KAPELA DENNA. Był taki zespół dzieci z brudnej ulicy, to o mnie. Wychodowała mnie ulica, pamietam o tym i wiem ile zawdzieczam sobie i mojej żonie.

Y) YES, YES, YES - angielskiego w zyciu się nie nauczę, chociaż mam kolejny zryw.

Z) ZAKUPOCHOCHLIK - nie ważne, czy to warzywa na targu, czy pierścionek z brylantem. Rzadko patrzę na cenę. Uwielbiam robić prezenty Angelowi  Mlodej. Lubię wydawać kasę w knajpach, na płyty, ksiązki, wyjazdy zagraniczne, szmaty, słodycze, wina... Zarozumiały - odrobinę he he he, zbyt pewny siebie.


Podziel się
oceń
0
0

WASZE OPINIE (9) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

MARSA ALAM

środa, 16 lipca 2008 17:27
Było miło dwa tygodnie bez internetu, telefonów, pracy, gazet, tv - okazuje się, że potrzeby w zależności od okoliczności potrafią się zminimalizować. Do szczęścia wystarcza - czysta woda, słońce, dobre jedzenie i spokój. Zupełnie przez przypadek znaleźliśmy się na Zwrotniku Raka w Egipcie. Totalny koniec świata, żadnych sklepów, żadnej formy cywilizacji poza hotelem.


Najważniejsze okazało się zgodnie z przewidywaniami dwa pudełka lekarstw: Antinal i Streptoquin - zwalczające Klątwę Faraona. Mnie i Angelowi nie bardzo dało się jej ustrzec, Młodej i jej przyjaciółce jak najbardziej. Mnie ból brzucha dopadł 2 nocy, ale szybko ustąpił, Angel jeszcze szybciej sobie z tym poradził, z tym, ze mieliśmy już egipskie lekarstwa. Normalnie kosztują dolara - my musieliśmy płacić po 20 dol  u lekarza w hotelu, bo tak jak powiedziałem nie było tam żadnych przejawów cywilizacji.  Mieliśmy jeszcze polskie lekarstwa i tzw. "lekarstwa". Wszyscy nasi znajomi mówili, że należy po posiłku wypić kieliszek wódki. Tak też robiliśmy z Angelem z dużą odrazą i gdy 3 dnia daliśmy sobie spokój z tym "lekarstwem" do końca już wszystko było OK. Trochę ciężko nie korzystać z wszelkicg drinków i alko oferowanych w cenie - w 4 knajpach od 7 do 2 w nocy, łącznie z plażą i barkiem w basenie. Jednak ja jako osoba prowadząca szkolenia z bezpieczeństwa nad wodą dla dzieciaków, to już w Polsce nie podobał mi się pomysł ze spożywaniem alko - i organizm sam zrobił z tym porządek.


Ale jakoś trzeba było dolecieć w tę i z powrotem. A było to tak - samolot włoskich lini lotniczych pamiętał jeszcze chyba pierwszą wojnę światową, opacie siedzenia kończyło się na wysokości 1/2 moich pleców, ale za to były popielniczki. Do tego był jeszcze PAN RYSIO. Że też zawsze musi się trafić mi taka łajza skończona. Dziewczyny siedziały we 3 po jednej stronie, a ja po drugiej z Panem Rysiem i jego uroczą żoną. Pan Ryś był na starcie zatankowany lepiej niż nasz Boening 757, mówiąc po ludzku - najebany był jak autobus. A, że w samolocie siedziało jeszcze 7 człomków jego rodziny to ndawał ustawicznie swoją mantrę:
P.R.: Andrzejku jak jest bla, bla, bla... - możecie wierzyć lub nie, ale on był nie strudzony i tak przez 2 godziny. Aż się jego córka zlitowała i zamieniła ze mną miejscami. Stewardesa powiedziała, żebym go walnął z łokcia, a jemu 10 razy tłumaczyła cała załoga, że wylądują po drodze na jego koszt, a w na miejscu będzie Policja czekała - Pan Rysio nie pękał jednak.

Przesiadłem się koło jego zięcia, który opowiadał mi różne fajne historie o Egipcie, z tym, że każdą po 5 razy. Całe szczęście, że ta szajka nie mieszkała w naszym hotelu...

Droga powrotna była jeszcze gorsza, opóźniony odlot z 3:50 na 6:30 i po 30 minutach takie turbulencje, że myślałem, że ten włoski cud techniki rozleci się na strzępy. Na moją niekorzyść przemawiał 3 rząd w którym siedziałem i widziałem jak stewardesa wyjmuje kamizelkę ratunkową. Trwało to 1.5 godziny.

No ale w międzyczasie było cudownie: rafa z zajebistymi stworami, cudowna woda, słońce, przepyszne jedzenie, niesamowita przyroda i przemili ludzie.

Arabowie, chyba dlatego, że to było koniec świata - byli pomocni, usmiechnięci, mówiący we wszystkich jezykach. Sprzątali pokoje zmieniali ręczniki i posciel codziennie - ale ani razu nie zrobili nam łąbądka z pidżamy:(, rozkładali ręczniki na plaży na leżakach, sprzątali puste szklanki i talerze, w chwili gdy stały się puste. Tak pogodnych ludzi jeszcze nie widziałem - a szybko odkrylismy, że kelnerzy pracują przez 7 dni w tygodniu po 19 godzin na dobę!!!! Napiwki: dwaliśmy naszej obsłudze raz na kilka dni po 1 dolarze, oni zarabiają miesięcznie po około 30 euro, a tacy, którzy dbają o zieleń jeszcze mniej.

Anka Żaba miałaby tam życie - każdy patyk wsadzony w ziemię kwitnie przepięknie - a niby pustynia - fakt, że te hektary trwaników - jak gąbka każdy - podlewane były ręcznie przez 24 godziny. Pełno badziewskich palm, bananowców i jakichś kwiatków. A dookoła tego wszystkiego pustynia - okropna, taka, gdzie piasek się stopił na szkło.

Temperatura - to to czego się bałem - a w Marsa alam, miało być o 8 - 10 stopni więcej niż w normalnej części Egiptu - i było. Temperatura około 45 stopni, ALE NIC NIE CZUĆ. Cały czas wiał wiatr. Było cudownie. Klima w pokoju ustawiona na 25 stopni i prawie jej nie włączaliśmy, bo było nam chłodno!!!! Filtry na plażę: kupiliśmy 20 i 30 oraz Pantenol. Cóż Panthenol się przydał troche, bo w wodzie czasami kogoś słońce dosięgło za bardzo, ale po tygodniu filtry zmieniliśmy na 4/10 i 12. Które kupiliśmy w sklepie hotelowym za 15 euro. Ceny w tych niby centrum handlowym w hotelu były wariackie i po KILKASET PROCENT DROŻSZE NIZ W SKLEPIE NA LOTNISKU...


Jedzenie: Angel sam twierdzi, że ból brzucha był spowodowany jej kosmicznym obżarstwem. PIAłA, żE W żADNEJ KANJPIE NIE BYłO NIGDY TAKIEGO DOBREGO JEDZENIA JAK TU. Posiłki wariackie: śniadanie 7-10 rano, lunch 12-15 w tym samym czasie jedznie na plaży, 16-18 podwieczorek, 19-22:30 kolacja, a do tego, picie i alkohole od rana do 2 w nocy w kilku barkach.

Marki napojów normalne coca-colowe, do tego Johny W, tequila, rum i jakieś soki z dystrybutorów. Drinki różne, aczkolwiek nie zbyt dobre, piwo i wino egipskie całkiem, całkiem. Ale rodzaje żarcia na wszystkie posiłki to już totalne wriactwo: kurczki pieczone, grilowane, w sosie, panierowane, ryby w 100 postaciach z moim ulubionym tuńczkiem z grilla, rózne postacie wołowiny - wszystkie jednak mało jadalne, od cholery warzyw, makraonów, ryżu, kraby, kuchnia arabska: kebaby, kufty, jakieś tajmnicze placki, flambirowane owoce. Kilkudziesięciu kucharzy, którzy wpychają wam na talerz wszystko co się da. Jeśli chodzi o desery - to wyobraźcie sobie stół długości 15 metrów uginający się od różności...które nie mam pojęcia czym były i z czego się składały.

Obsługa na plaży, aż za dobra - zimne picie i gorące jedzenie, owoce, BIBLIOTEKA!, serwis ręczników i leżaki i parasole w ilosci takiej, że o któej godzinie nie przyszliśmy zawsze były miejsca. Trochę krępowało, jak Pan Arab szedł i układał mi ręcznik na leżaku... Ponadto wszystko - zegarki, kosmetyki, sprzęt pływacki lezało na wierzchu po kilka godzin bez zadnego dozoru i nigdy nikomu nic nie zginęło.




zdjęcie Karoliny - Beduin 5 letni na Saharze.

Woda: hotel nazywał się Brayka i leżał dookoła miniaturowej zatoki Brayka Bay - woda płytka do woli, która po bokach otoczona była rafą koralową i schodziła stopniowo do bardzo głębokiej. To było moje pierwsze pływanie po rafie i było cudownie, Angel też się zakochał w nurkowaniu. Niesamowite ryby 100 rodzajów i piękne rafy, wyby podpływające pod nos i w takich kolorach że się w głowie nie mieści, oczywiście były i jakieś olbrzymie potwory, było od licha płaszczek / w niebieskie kropki, jak z kreskówek/. Woda cudownie ciepła, pewnie sporo powyżej 30 stopni miała, a zasolenie pozwalało na położenie się na wodzie i gapienie się na ryby. Raz zaskoczył mnie na głebokości paru metrów, z tym, że pode mną było już metrów chyba ze 100, goły biust jakiejś pani nurek, któy przemknął mi po czole. Ze dwa razy płynąc poczułem lęk wysokości, patrząc w dół, tak było głeboko i tak przejrzysta woda. Nie trzeba było żadnych butów neoprenowych, a klapki były potrzeben bo piech parzył w stopy. Myślę, że te ryby w kosmicznych kolorach to wiedzą, że są nie jadalen i dlatego tak igrają i podpływają pod nos. Jedne minus pierwszego dnia poobcierałem sobie dwa palce u nóg płetwami i niestety do końca pobytu się z nimi męczyłem. Pamietajcie zawsze o wodzie utlenionej, plastrach i różnych takich. Ja to miałem wszystko, ale nie wziałęm linomagu, który cudownie leczy takie sprawy.

Shisza - no ojciec wyrodny - paliłem z córką 17 letnią jabłkową faję i piliśmy w szłasie beduińskim do tego pieruńsko mocną i słodką herbatkę. Nie miałem trampka w ustach po tym jak czasami mam po cygarach, poszedłem później jeszcze raz z Angelem zajarać, ale żebym był jakoś zachwycony to nie powiem. Spróbować chyba jednak się powinno, nawet jak się nie pali. Koszt takiej imprezy u nas to około 5 zł  shisha i coś koło 10 dzbanek z herbatą dla 4 osób.

Pokoje były duże, z łądnymi łazienkami, mieszkaliśmy przez ścianę z Karoliną i Sonią - jej przyjaciółką. Moje dziecko jest prawie tak nudne jak ja i nie chciało nigdzie dać się wyciągnąć - ani do dyskoteki, ani na party w pianie czy inne kabarety. Podrywali ją Włosi - animatorzy i Arabowie, ale pozostała niewzruszona.

Wszyscy nałogowo czytaliśmy: ja przeczytałem Komu bije dzwon i Mistrza i Małgorzatę /:)/ po raz 30 oraz po raz pierwszy Iwettę Monpasanta i Miasto Foulknera. Z którego kpiłem cały czas, bo to ulubiony autor Angela, a ja nie czytąłem nigdy nic jego i dla mnie rozkręcił się tak na 450 stronie.

Raz dziennie przeważnie po śniadaniu graliśmy w kierki, lub tysiąca. Tak to nam intelektualnie mijał czas. Młode oczywiście miały iPoda i oglądały jakieś filmy i słuchały muzyki. Tak muzyki, to mi brakowało.


to zajebista fotka Soni...

Egipt - miejsce wyjazdu pielęgniarek i emerytów z Niemiec, taki totalny obciach wycieczkowy... Mnie się jednak bardzo podobał i gdyby nie to, że tak mało świata widziałem, to z checią jeździłbym tam co roku na takie permanentne lenistwo. Na pewno w zimniejszym okresie sezonu polecimy tam jeszcze pozwiedzać. Nie ma co się bać temperatur, wszystko jest dla ludzi. Jednak każdy sam musi wynaleźć receptę dla siebie, jak spędzić wolny czasu.

Nie wiem tylko dlaczego Egipcjanie pytali się czy nie jestem crazy, jak chodziłem w mojej bandanie...


Na zupełny koniec w dniu dzisiejszym, wielkie dzięki czyjejś żonce, którą mordowałem dziwnymi pytaniami na temat egiptu przed wyjazdem:). Mam nadzieję, że bedzie dane mi się odwdzieczyć, jak będziesz leciała np. do NY.

Z notatnika WójkaDobraRada: aparaty za 30 zł do zdjęć pod wodą nadają się do wanny.
CDN

Podziel się
oceń
2
0

WASZE OPINIE (11) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

czwartek, 19 października 2017

Licznik odwiedzin:  4 701 872