Bloog Wirtualna Polska
Są 1 259 784 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

A CZAS PŁYNIE

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

TOM RANDDAL

kontakt:xandar67@wp.pl

O CO CI W OGÓLE CHODZI:

Nie chcę wywoływać bluźnierczych plotek. Ale myślę że Bóg ma niezdrowe poczucie humoru i kiedy umrę spodziewam się ujrzeć jak śmieje się.

Ulubione strony

2007 NOWY JORK

DLA DESPERATÓW:

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

KŁAMSTWO, WIELKIE KŁAMSTWO, STATYSTYKA:

Odwiedziny: 4643724
Wpisy
  • liczba: 1115
  • komentarze: 19320
Bloog istnieje od: 3959 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl

Nowy wpis

piątek, 13 czerwca 2014 16:18

Urlop w domu, cóż można mieć fajniejszego? Można pracować. Nie dałem rady chodzić do pracy z poobijaną nogą. Wykłady odbyły się, następnego dnia wylazłem do ringu MMA, no właściwie do klatki, a tak naprawdę do oktagonu. Poznałem fajnych ludzi, zobaczyłem z bliska jak wyglądają ludzie, którzy idą na arenę i widzą, że będzie bolało. Miejsce miałem 30cm od wejścia na ring i tuż obok mnie lekarz u cutman badali zawodników. Wreszcie byłem na miejscu, gdzie moja obita gęba nie budziła sensacji. We wtorek zagoiła mi się twarz, jak za dotknięciem różdżki, nowa gładka skóra. Niestety z nogą właśnie wtedy zrobiło się gorzej. Mam jakieś antybiotyki do smarowania, ale coś schrzaniłem pierwszego dnia i dlatego teraz jest źle.

 

Dziś musiałem załatwić kilka spraw w pracy, takich z kategorii ciężkiej. Niestety zbankrutował najemca kawiarenki na basenie. Facet zrobił ładny lokal, ale później było pod górkę. Mam przynajmniej czyste sumienie, bo od początku mówiłem, że to nie jest dobre miejsce na taki biznes. Kawiarnia jest daleko, a ludzie na pływalnię przychodzą schudnąć, a nie jeść. Do tego 10 automatów vendingowych. Jedno z drugim nie do pogodzenia.

 

Dziś Orange Festival, dla mnie Pixies i Kings of Leon, ale problem bo powinienem iść z raną na wierzchu, bo to jedyny sposób, że nie boli. Żadne opatrunki nie wchodzą w grę, bo po 1.5 godzinnym pobycie w firmie z opatrunkiem, źle to wszystko wygląda. Łudzę/oszukuję się, że codziennie rana jest mniejsza, więc w końcu zniknie. Przypominam sobie jednak z odmętów przeszłości, jak w podstawówce spaliła mi się stopa i kawałek uda i miałem strupa przez pół roku. 

 

Jutro będzie być może zjawiskowy koncert Florance and the Machine, mam nadzieję, że ja też tam będę. Zostało mi 5 dni na napisanie dużego tekstu, a siedzę i drugą dobę oglądam Rodzinę Soprano i jem lody. Najpierw rozprawiłem się z malagą, potem z czekoladowymi. Psychicznie strasznie mnie rozwalił ten wypadek. A do tego obejrzałem kask, połamany z 5 cm dziurą na czole. Podziękowałem znajomemu, który mnie wiele lat temu zmusił do jazdy w kasku. Wiecie co, wygląda na to, że w pracy też sobie radzą beze mnie. Koszmar.

 

Wczoraj z przeglądu resztek w lodówce zrobiłem zapiekankę z ziemniaków. Pokroiłem je w plasterki, wrzuciłem do urządzenia gotującego na parze i po 15 minutach były miękkie. W tym czasie usmażyłem 4 pieczarki i ostatnią cebulę, dodałem jakiegoś wczorajszego pieczonego kurczaka. Przełożyłem to do naczynia żaroodpornego, ułożyłem warstwami, a wszystko zalałem 4 jajkami zmieszanymi ze śmietaną. Pieprz, sól, majeranek. Nieźle smakowało i fajnie wyglądało.


Podziel się
oceń
12
13

WASZE OPINIE (32) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

Zombie

niedziela, 08 czerwca 2014 16:44

 

  

Często tak jest, że podejmuję się czegoś, a gdy przychodzi do realizacji, myślę sobie, ale na co to było ci potrzebne. Najczęściej są to jednak działania, które niosą za sobą dodatkową kasę i to jest jakieś wytłumaczenie. Zdarza mi się jednak zawalać terminy artykułów, a teraz zbliżają się wielkimi krokami moje wykłady na Uczelni Łazarskiego.

Fajnie było się przez parę miesięcy chwalić, że będę wykładowcą na podyplomowych studiach dla osób zarządzających obiektami sportowymi, tym bardziej w tej szkole. Jednak gdy przychodzi do wykładów zaczęła się lekka nerwówka. Sam patent na zorganizowanie zajęć jest naprawdę fajny, bo słuchacze spotykają się w obiektach i tam mają część zajęć.

Jak podobne studia robiłem na AWF w Warszawie i niestety było tam zbyt dużo teorii, a o praktyce wykładowcy nie mieli często pojęcia. Te wykłady zorganizował mój kolega, którego właśnie poznałem na swojej podyplomówce. Z tamtych studiów oprócz tytułu menagera, została mi kilkuosobowa grupa znajomych, a to zwykle najcenniejsze. Jednak żarty skończyły się i trzeba gadać przez bite 8 godzin, wpuścić szpiegów do wszelkich dziwnych basenowych pomieszczeń, a do tego odpowiadać na niewygodne pytania. Czy to jest problem? Raczej nie, lubię gadać, a w swojej branży jestem dobry – chociaż jeden z kolegów dyrektorów – ostatnio stwierdził, że bardzo mi zależy na wizerunku wszystkowiedzącego – w domyśle. To nie jest tak do końca, bo zaproponowałem, że mogę oddać swoje miejsce w gazecie i niech spróbują przelać swoją wiedzę na papier. Naprawdę czasami ciężko napisać coś, co nie jest tylko pustą wierszówką, ale ma ludziom pomóc. Są takie tematy, które pozwalają na napisanie 5-6 stron /takie to mamy artykuły/ w dwa dni, a są takie nad którymi męczę się i dwa miesiące, a czasami i dwa lata.

 

Podobnie jest z wykładami. Nie lubię smęcenia, prezentacji składających się z całych stron tekstu, które czytane są przez wykładowcę. Mam nadzieję, że ludzie którzy płacą mi pensję w sobotę, faktycznie czegoś nauczą się. Ciężko jest gadać przez tyle godzin, bo o ile do zajęć takich do 3 godzin można przygotować się i błyszczeć, to przez 8 to jednak trochę musi być improwizacji. Mam z tych różnych moich fuch pewnie z 1.5 tys slajdów. Najtrudniejszymi zajęciami były zajęcia w pięknych okolicznościach przyrody w Sopocie, tuż przy knajpie Przystań, gdzie sam jeden prowadziłem 3 dniowe szkolenie dla dyrektorów ośrodków z całej Polski. Było to 22 godziny nawijania, ostatniego dnia co chwilę dostawałem kubek z gorącą herbatą, bo gdzieś ginął głos, do tego wszystkiego przez parę godzin nie było prądu…

 

Co do samego Łazarskiego. Historia potrafi zadziwiać. Jak policzę, a placów wszelkich może zabraknąć, 26-27 lat temu, staliśmy na korytarzu przed salką gimnastyczną przy ulicy Ogrodowej w Warszawie. Mieściło się tam Studium Stenotypii, Stenografii i Języków Obcych i Administracji Państwowej. Szkoła do której ciężko było się dostać,  a w której uczyło się 1500 dziewczyn / w tym lotowskie stewardesy/ i  50 facetów, z tego 25 w naszej grupie.

Obok mnie stał mój obecny przyjaciel Siwy, z długą blond grzywą i włosami spiętymi w koński ogon. Tuż przed rozpoczęciem inauguracji roku szkolnego Ryszard Łazarski dyrektor tego przybytku, przechodzi obok nas, mija Siwego, wraca i mówi do mnie:

- koniec świata, mężczyzna z długimi, spiętymi włosami.

Na to ja odwracam się do niego i pokazuję długi, cienki warkoczyk z tyłu głowy. Tak, miałem wtedy włosy, do tego ufarbowane w pasemka, DŁUGĄ grzywkę, wygolone boki.

 

Na to Łazarski: wy mojej szkoły nie skończycie.

Skończyliśmy, na dodatek ze 30 dni po tej scenie, na schodach Ogrodowej sprzedałem się, jak ostatni frajer za rurkę z kremem. Rurka była co prawda od Qetkera, ale chyba jedna, podana przez, wysoką, bardzo szczupłą, żeby nie powiedzieć zabiedzoną laskę, która do tej pory jest moją żoną. Ech życie. Jak ten czas leci. Łazarski założył potem wyższą uczelnię, która teraz nosi jego imię.  Jak ten czas pędzi, to aż wstyd opowiadać coś, co zdarzyło się tak dawno.

 

Licho nie śpi, gdzieś we środę napisałem ten tekst, a w czwartek rano miałem wypadek na rowerze. Wpadłem w poślizg na zakręcie, rower położył się, najgorzej, że na drugą stronę, czyli nie na zewnątrz zakrętu, a od środka. Droga jaką przebyło moje ciało, była więc dłuższa. Najbardziej traumatyczna chwila? Szorowanie nosem i brodą po asfalcie, trzeszczące okulary i odgłos kasku walącego w krawężnik. Starty nos /wyglądam kolejny dzień jak Renifer Rudolf/, dziura w brodzie, ale za to wszystkie zęby całe, cała głowa. Noga dość porządnie starta, trochę naciągnięć. Nikt, nikt z 5-6 samochodów stojących nie wyszedł, żeby zapytać czy pomóc. A podnosiłem się ze dwie minuty. Chyba tylko ciężkiej pracy na siłowni zawdzięczam, że nie złamałem niczego. Dotarłem do domu – miałem jeszcze ze 4 km – wlazłem do wanny, przyłożyłem lód wszędzie gdzie się dało. Wyglądam jak skrzyżowanie zombie z bokserem wagi ciężkiej po 10 rundzie.

 

Tak też udałem się na wykłady, całe w pozycji siedząc. Dodam, że dopiero 4 komputer współpracował z projektorem, a i tak udało mi się dokonać „zamiany ekranów” i na ekranie było widać, to co na pulpicie i na odwrót. Nie pomogła interwencja informatyków.

Ale wykłady odbyły się.


Podziel się
oceń
15
13

WASZE OPINIE (38) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

piątek, 21 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  4 643 724