Już kiedyś pisałem, że ze zwierząt to lubię: świnki, cielątka, rybki, krówki, czasami jakieś inne kangury, renifery, dziki, jelenie i takie tam. Oczywiście wszystkie po odpowiedniej obróbce cieplnej w jakimś miłym towarzystwie: buraczków, pomidorów, rucoli. Zupełnie nie rozczulają mnie pieski, kotki itp. Nie lubię zapachu zwierząt, kudłów wszechobecnych, brudzenia w szerokim kontekście.
Dlaczego o tym pisze? Otóż za dni kilka wprowadza się do mnie pies, no właściwie czwórka moich przyjaciół z psem. Oni spędzą sobie wakacje w podmiejskim kurorcie:), a mój dom nie będzie samotny i smutny. Psa - Pestkę też jakoś przeżyję. To pierwszy taki przypadek, że ktoś będzie u nas mieszkał - pewnie tak samo dziwnie dla nich, jak i dla nas.
Nie lubię tej atmosfery z przed wyjazdu, pakowania i myślenia czy wszystko się spakowało, czy 16 koszulek to akurat, czy wcale nie, czy 48 majtek w paski wystarczy? czy walizka nie rozpadnie się przy kolejnym przerzucaniu, czy poznamy jakąś fajną bakterię przewodu pokarmowego, albo przynajmniej jakieś małe uczulenie? Czy 5 gwiazdek, to naprawdę będzie komfort, czy 3-4 gwiazdki na objeździe, pozwolą zregenerować siły miedzy kolejnymi etapami trasy, czy nie trafi się nam wariat kierowca, albo wariatka pilotka. A może kilku fajnych rodaków z którymi przyjdzie dzielić przez kilka dni, kilka środków transportu. Pytania się mnożą! Nie lubię! Że niby nie tak dużo? No dobra, to jeszcze kilka: czy lepiej wziąć euro, czy dolary, czy wziąć wodę na lotnisku, czy od razu uda się coś kupić na miejscu, jak przeżyjemy mieszkanie we trójkę, czy nikt się nie poparzy na słońcu, a jednocześnie ładnie czy się opalimy? czy ilość książek w walizce jest odpowiednia, czy pękające płetwy pękną ostatniego dnia, czy koszula z długim rękawem się przyda, czy spodnie długie to patrzebne są, czy naprawdę pitolą na harfie do śniadania, czy w oceanie da się pływać, czy jakieś fajne rzeczy będzie można kupić, czy sam chłam. Czy zdążymy na lotnisko?
No dobra, wystarczy może. Najważniejsze, żeby nie było "międzylądowań" i nikt nie musiał szukać czarnej skrzynki. Drogi ewakuacyjne już mam opatentowane - z Rabatu codziennie jedzie pociąg przez Barcelonę, Paryż do Norymbergi 150 dolarów. Jak mnie wkurzą to się pakuję, z resztą jak mnie wkurzą to ja na piechotę przez pustynię przelezę jak stary wielbłąd w paski.
Oczywiście przesunęli nam wylot już o 6 godzin, ale w tę lepszą stronę. Taa może zrobię kilka zdjęć, to coś wam pokaże. Może.
Macie być grzeczni, nie rozmnażać się pochopnie, nie chorować, grzecznie pracować i czasami odpoczywać. Nienadużywać alko i innych środkó odurzających, pisać dużo - to jak wrócę przeczytam.
Buziaki - Wasz Prezes
Remontem zamęczam rodzinę i wszystkich znajomych, a nawet czasami pracowników, więc Wam odpuszczę. Przerzuciłem się z roweru na kielnię i chyba tak jak na rowerze w ubiegłym miesiącu, tak w tym po drabinie i wałkiem po ścianie - zrobiłem już z 1000km. Lubię taką robotę raz na jakiś czas, ale tym razem ten czas wyniesie coś koło 2 miesięcy i to za długo. the end.
Słyszeliście co ta myśląca inaczej Nely Maria Rokita powiedziała u Olejnik? pewnie tak, jeśli nie to zobaczcie na tvn24, pewnie i na youtube też jest. Rozumiem, że są mądrzy i głupi, że głupi bywają posłami, ale aż tak? Biedny ten Jan Maria nie dość, że Lufthansa go bije to jeszcze TO! Ja proszę wszystkich Niemców nie bijcie Rokity, on i tak już od życia łomot dostał. No gdzie on miał oczy? Czy ona coś potrafi zrobić, żeby te swoje ćwierć inteligencji zrekompensować? Niemcy jej nie chcą, Ukraina, za jakie grzechy To się nam trafiło. Jak można być tak bezdennie głupim? the end.
W nowym tomie opowiadań, trochę już o tym pisałem, Kinga jest kilka perełek. Facet ma niesamowite pomysły - opowiadanie Willa niesamowicie mnie zaskoczyło. Właśnie jakie książki oprócz przewodników do Maroka? no jakie? Aha jak ktoś chce kartkę z Maroka /Ellizka już ma/ to możecie przesyłać na maila adresy - pierwszy tysiąc zostanie nagrodzony. the end.
No i będzie teraz podrozdział z życia pierdoły:
Ja wiedziałem, że tak bedzie, ja wiedziałem. I nie zabrałem śpiworka. Zgubiłem kartę kredytową. Ta dam. Akurat tę co miałem wziąć na wyjazd. Ostatni raz widziałem ją, jak pojechałem do tego właśnie banku spłacić debet. Kamfora. Złośliwa kamfora. Bo jadać z Angelem - ona za coś tam miała sporo zapłacić, a ja jej - kochanie zapłać gotówką, nie ruszajmy karty, bo bedzie na wyjazd. No i jest, z tym, że jej nie ma. Czy Wy wszyscy pamiętacie o swoich TePinach? No ja rozumiem - telefon do banku, nr klienta, ale ten cholerny TePin? Dzwonię do banku o 21 wczora żeby zablokować, to co jeszcze mogło zostać. Laska mnie weryfikuje, gada 30 minut, ja jej żeby mi powiedziała, czy coś tam jest, a ona za chwilę...i jak doszło do czegoś, to ona: proszę wklepać tepin i właczyć kratkę! Że kur.. co? Ja nie mam, no to nadamy i znowu 15 minut. Zablokowałem kartę. Chodzę na rzęsach przez ten remont bo wstaje o 5:30 i w kólko coś robię. Nie mam pojęcia gdzie ten plastik wrzuciłem, nawet kreski nie dzieliłem. A jeszcze lepiej to kasę, którą wyjmowałem z portfela razem z kartą - to lezy tam gdzie położyłem, ale bez karty. Akcja trwała coś ze 3 godziny: praca, samochód, granitury i ... nic.
Po 3 godzinach znalazłem kartę w spodniach, ktore miałem na sobie przez 4 minuty, jak szedłem do sklepu po olej. Ale ja do sklepu wziałem kasę, po jaką cholerę jeszcze kartę??? Do tylniej kieszeni???? W życiu nic do tylnej kieszeni nie wkładałem.
Ale karta zablokowana i się nie da odblokować. Buu. Jakie oszczędności w Maroku w tym roku. the end.
A generalnie Pikuś, Pan Pikuś... the end.
niedziela, 21 marca 2010
Licznik odwiedzin: 289419
| « czerwiec » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 |
| 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 |
| 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 |
| 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 |
| 29 | 30 | |||||

raz, dwa, trzy próba klawiatury.
i tylko bla, bla, bla bo tym sensu brak
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: