Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 070 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

A CZAS PŁYNIE

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

TOM RANDDAL

kontakt:xandar67@wp.pl

O CO CI W OGÓLE CHODZI:

Nie chcę wywoływać bluźnierczych plotek. Ale myślę że Bóg ma niezdrowe poczucie humoru i kiedy umrę spodziewam się ujrzeć jak śmieje się.

Ulubione strony

2007 NOWY JORK

DLA DESPERATÓW:

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

KŁAMSTWO, WIELKIE KŁAMSTWO, STATYSTYKA:

Odwiedziny: 4643967
Wpisy
  • liczba: 1115
  • komentarze: 19320
Bloog istnieje od: 3961 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Bloog.pl

PROSZĘ SŁONIA!

wtorek, 28 kwietnia 2009 10:53
Rola słonia w składzie porcelany jest wiadoma. Serwisy Rosethala, Miśni, czy poczciwego Ćmielowa stają się niekompletne. Cóż znam to z autopsji.
Od kilku tygodni uprawiam dużo sportu - rower tak w granicach 25-40 km /dziś 42km/, wieczorem rolki, trochę ciężarków, nawet odkurzyłem przyrząd do robienia brzuszków. Kondycję mam jak dzwon, wjeżdżam już pod spore piaszczyste górki w lesie i zadyszka została prawie wyeliminowana. Wczoraj myślę sobie, nie jest jeszcze fajnie, waga oscyluje w górnych rejestrach stanów wyższych, więc wyciągnąłem elektroniczną wagę, wlazłem goły, jak Pan Bóg mnie stworzył i jakie było moje zdziwienie jak pokazały się cyferki. Było o 7 kg więcej niż myślałem, że może być. Nazwijmy rzecz po imieniu: DRAMAT.
Słoń, jak to słoń - wczoraj stłukłem najpierw szklankę - dobrze, że taką z Ikei, a nie żaden antyk, potem porcelanową podstawkę pod mydło, a wieczorem, jak wróciłem z rolek szklaną buteleczkę z jakimś cholernie śmierdzącym lakierem. Nadmienię, że nie stłukłem niczego od paru ładnych lat.
Patrzę na siebie i zastanwiam się, czy wkrótce pojawią się słoniowe uszy, zęby i co najważniejsze trąba? A w tym wszystkim jest jeszcze jakiś "myk" bo - koszule ten sam rozmiar pod szyją i nic nie ciśnie, pasek na tę samą dziurkę zapinam. Fakt kontem plując na zdjęcia, które wrzuciłem w niedzielę to jakoś mi się twarz powiększyła, ale żeby 7 kg w twarz weszło? No chyba w kły słoniowe i trąbę.
Na razie ukarałem siebie zakazem spożycia alkoholu, no może się okazać, że nie ma po co żyć właściwie. Słoń, jak słoń poskubie trochę trawy i tyle, no chciałem napisać i tyje. Żeby tylko mi się nie zaczął przyglądać bliżej radny poznański Grześ, bo zrobi się gorąco.

Podziel się
oceń
0
0

WASZE OPINIE (12) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

Kilka nowych fotek. Kazimierz. Lublin. FOTO BLOK.

niedziela, 26 kwietnia 2009 8:05
nie maj jak zapach napalmu o poranku w niedzielę, brakuje mi dziś mojego młota pneumatycznego. Wczoraj sobie poszalałem. Wykułem dwa olbrzymie stalowe parapety, drzwi, dwie poręcze zakotwione jak cholera i zrobiłem dwa podejścia do kaloryferów. Dla normalnego człowieka dwa dni roboty, wariat zrobił to przez dwie i pół godziny. A myślałem, że o 9:30 jak wróciłem z tenisa to już byłem zmęczony jak cholera.
Kaspie i Randdal koło Kebabu pod psem - Kazimierz Dolny. Ten bar to jakaś nowa sieć, bo w tamtych stronach jest kilka knajp. Nazwa dziwna, albo ktoś ma dużą wyobraźnię, albo jej brak.

John znany amerykański bloger i pisarz, Kaspie, Asia, Milla, Angel i to za dużego formatu...Mam nadzieję, że teraz jest trochę mnie mniej po 200km na rowerze i innych takich. A to w tle, to Lublin. Piękne miasto, jakoś od mojej przygody z UMCS mam do niego wielką słabość. Aaa amerykński bloger to co inego niż nasz, to zawód jest.

Milla na starówce w Lublinie. Parę godzin po wdrapaniu się na Wzgórze Zamkowe w Kazimierzu. To całkiem niezły turystyczny wyczyn, jak na pierwszą wizytę w Polsce. Kilka dni później skoczyła jeszcze na Maltę i do Rzymu. Szkoda, że w przeszłości dalekiej nie wpadłem na to, że małe dziecko to mały kłopot. Może by ze dwie, albo trzy Młode były.

uliczka w  Lublinie, tuż obok tydzień później Pailkot pił. W Lublinie pięknie sąsiadują ze sobą odnowione i nieodnowione kamienice. Troszkę to przypomina Rygę, z tym, że Ryga jest kilka...razy większa.

Zamek w Lublinie. Oho własnie dotarł komuniat, że Młodą nalezy zawieść na zajęcia z polskiego, a my w tym czasien na starocie. Tak więc podróż za chwilę się skończy. Tym bardziej, że wp.pl odmawia współpracy w załączaniu plików.



Kilka fajnych fotek Karoliny.


zupełnie nieznajomi

Dla Margo jeszcze jedna fotka: Jasiu wrzuciłeś list do skrzynki?

i jeszcze jedna fotka Karoliny:



autorka większości zdjęć...


i ANGELina w krainie kapeluszy


i Kaspie ze śladami walki ze złym Gofrem






Podziel się
oceń
0
0

WASZE OPINIE (8) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

CIASTO "ELLIZKI"!!!

piątek, 24 kwietnia 2009 19:41
OD PARU DNI PRÓBOWAŁEM WYCIĄGNĄĆ Z ELWIRKI vel ELLDINGO przepis na ciasto, które produkowała, ale to co napisała laikowi ciastkarskiemu to nic nie da. Mogą powstać różne rzeczy, ale czy ciasto to ja nie wiem. Wiem, że Ellizka to niech zostanie przy malowaniu i przy Strusiu, ale kariery jako autorka książek kucharskich to nie zrobi. Dostałem w końcu przepis, odnalazłem go w najmniej spodziewanym miejscu, co więcej w miejscu, które odwiedzam raz na kwartał! Cuda, ale tak to jest z bliźnikami, a jeszcze jak mają matkę ZAKRĘTKĘ to już koniec. Zanim podam przepis, to jeszcze podzielę się moją dociekliwością - otóż próbowaliśmy mailowo z Czyjąś żonką, coś zrobić z "przepisu" "Elizki". Prawie się udało, prawie robie wielką różnicę. Ja pędze dziś z wpisem, bo od 14:30 przecjechałem 30 km na rowerze, upiekłem ciasto, zrobiłem dziwne danie z kurczaka z cieciorką i różnymi rzeczami, szaszłyki, 2 sałatki, tzatziki, a nawet prawie nakryłem do stołu, oraz sprzątnąłem kuchnię, bo za 40 minut może się tu pojawić horda 8 osobowa. Zdradzę tylko jedną tajemnicę - od powrotu z rowerowania, łażę w spodenkach kolarskich i żółtych skarpetkach verge i koszulce kolarskiej, dobrze, że kask zdjąłem. A z grubsza jestem umyty:) żeby nie było. Ale marzę o prysznicu i czymś zimnym do picia, na początek może być bez alkoholu.
Przepis Elizki: 5 jajek strusia, utarty ogon z kangura, wyciśnięte dwa dziobaki, pióra z sześciu papug, zamieszać to wszystko lewą łapą dingo i położyć Aborygenowi na kolanach po pewnym okresie gotowe...A wygląda tak:


Dwa kubki mąki przesiać przez sitko, z 5 jajek kurzych odzielić żółtka i utrzeć z częścią cukru/pół kubka cukru używamy do całości ciasta/. Białka trzepie na sztywno Sonia, Karolina uciera żółtka.
Randdal rozpuszcza kostkę masła, którą Karolina dodaje do połączonych już wcześniej utartych żółtek i ubitych białek. Gdy powstaje masa dodajemy do niej przesianą mąkę i miksujemy, dodajemy również:
- startą skórkę z dwóch cytryn,
- pokrojone w paseczki suszone morele - jedno małe opakowanie, 
- garść rodzynek.
- pół puszki anansa pokrojonego w drobne paski,
- kieliszek rumu,
- 4 malutkie łyżeczki proszku do pieczenia,
- sok z półówki cytryny.
Pieczołowicie mieszamy, jak jest za gęste, to Ellizka każe wlać odrobinę soku z ananasów. Konsystencja taka półpłynna. Wlewamy do posmarowanej wcześniej masłem blachy i wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 185 stopni. Pieczemy około 50 minut. Posmarowałem lukrem - lukier z soku z cytryny i kilku łyżek cukru pudru. Nie wiem tylko czy się lukruje, jak ciasto jest ciepłe, czy wręcz odwrotnie. Nie wiem, czy jest dobre, tak samo jak Ellizki, ale jestem i tak dumny, że zrobiłem. To jakieś drugie-trzecie ciasto w moim życiu.
Miłego weekendu idę pod prysznic - dzinu z lodem i spritem i limonką - nikt nie słyszy:(

Podziel się
oceń
0
0

WASZE OPINIE (9) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

ŁYSY KOŃ

czwartek, 23 kwietnia 2009 8:20

Od parunastu dni w samochodzie nie było ręcznego hamulca, a po co komu ręczny, no po co? Wystarczy na biegu zostawić i tyle. Ale drugiego dnia, jak nie miałem tego cholernego hamulca wyjeżdżałem z bramy, a brama co jest kompletnym dyshonorem na mojej ulicy jest zamykana ręcznie - jedna, jedyna na całej ulicy. Zostawiłem samochód na boku ulicy, z otwartymi drzwiami i poszedłem zamknąć. W momencie, jak dotknąłem się do bramy -jakieś naczynia połączone? - drzwi samochodu się zamknęły i zaczął się staczać na płot sąsiada po przeciwległej stronie... Najpierw miałem złpać go dziada za nadkole, ale wskoczyłem zwinnie jak dziobak do środka i 2 cm przed ogrodzeniem udało mi się odnaleźć hamulec i zatrzymać.
Pojechałem przed świętami do serwisu, ale nie mieli czasu i właściciel mówi, że to do dupy robota jest i drogie te hamulce, a linka pękła na bank.

Wczoraj oddałem furę i ten sam facet mówi, że 200 zł jeden hamulec kosztuje, a dwa trzeba i że on nie ma serca ze mnie zdzierać. Ja nawet wypatrzyłem na Allegro linki do mitsubishi za 30 zł - więc wjechaliśmy na kanał żeby sprawdzić co i jak - coś tam się zablokowało jedynie, po 2-3 godzinach samochód oddali z astronimicznym rachunkiem 40zł.

Dzwonię do Angela - kochanie już odebrałem samochód, robię znaczącą przerwę - strasznie z nas zdarli, cholera, chyba będę już gdzieś indziej naprawiał samochód - a ta bezczelna MAŁPA mówi - co ze 49 zł zapłaciłeś? Nie 40zł! Wrr cholerne łyse konie.

Kończę czytać genialną książkę Szelest złotolitego brokatu - Matsubara Hisako - nie wiem czy Amelie Nothoomb czytała tę książkę, ale jest kilka podobieństw do jej Z uniżeniem i pokorą. Książka w niesamowity sposób pokazuje przemianę świata samurajów we współczesną Japonię, naiwną wiarę w cudowną moc dobrych obyczajów i kimona w kontekście dolarów leżących na ulicach USA.
"Na mlecznobiałym tle namalowane było niebieską farbą kilka gałązek bambusu, pień sosny i zupełnie wyblakła, kwitnąca gałązka śliwy. Zieleń sosnowego igliwia łączyła się z mandarynkową czerwienią kwiatów śliwy i niebieskimi odcieniami w osobliwie promieniejącą, wytworną całość"
"Matka sprawiła jej nowe kimono o starannie wycieniowanych jesiennych barwach, ochrowobrązowych i ciemnofioletowych, ale z jaskrawo żółtymi, drobnymi kwiatami chryzantem" Nie będę ściemniał - ja tych opisów nie zauważyłem, tylko zaczerpnąłem je z netu, bardziej przerażające losy  Nagayuki i jego żony zgotowane przez Hayato mnie pochłonęły. Książkę drogą kupna za 1zł nabyłem od znajomych zbieraczy makulatury posiadających swoj antykwariat.


Podziel się
oceń
0
0

WASZE OPINIE (14) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

Zamki na piasku

środa, 22 kwietnia 2009 7:05

Życie i piękniejsze i straszniejsze przy tym jest, wszystko przy nim gaśnie, gaśnie nawet sama śmierć. Trudna notka, bo właściwie dotyczyć będzie innych osób i moich uczuć i odczuć, nie do końca jestem pewien ile mogę napisać.
Budujemy swoje zamki, twierdze, czy nawet bunkry szczęścia i staramy się wierzyć w ich niezawodność. Codziennie staramy się nawet podświadomie dołożyć jakiś kamyczek lub przynajmniej nie psuć tego, co już osiągnęliśmy, ale wszystko jest bardziej kruche niż nam się wydaje. uhu za dużo słów i już widzę, że nie będę umiał napisać tego co chciałem...Może spróbuję po raz drugi, jak wczoraj Kazik na koncercie KNŻ.

Boimy się powiedzieć, że jesteśmy szczęśliwi. Wolimy ponarzekać, że jest źle lub przynajmniej, że nie jest doskonale. Blogi są tego doskonałym przykładem - widzieliście dużo blogów, gdzie ktoś szczerze pisze, że zarabia kupę kasy, jest zdrowy i szczęśliwy, podróżuje po świecie i nie marnuje życia na narzekanie??? Ja znam jeden taki blog - Lia.

Ja wychodowałem sobie taki mechanizm, że gdy jest dobrze, to na pewno zaraz coś się spieprzy. Jak wszyscy są zdrowi i na mniej wiecej wszystko jest kasa, to z ulgą przyjmuje, jak popsuje się lodówka lub telewizor, chociaż ulubiona filiżanka Rosenthala lub talerz się potłucze. Boję się doskonałego szczęścia. Boję się, że jak jest bardzo dobrze, to któreś z nas się rozchoruje i wszystko to runie.

Od kilku dni chodziłem podminowany i myślałem, że spowodowane jest to nienajlepszymi wynikami finansowymi firmy i tym, że dwa nadchodzące miesiące będą bardzo ciężkie, ale gdzieś podświadomie czułem, że dotyczy to czegoś innego. Dotyczyło. Wydało się wszystko wczoraj i przeżyłem najgorsze godziny w życiu, pewnie będą się takie jeszcze zdarzały, bo jesteśmy co raz starsi i jednak pewne rzeczy są nieuniknione te słowa doskonale się wpisują w kanon myśli przewodniej,
Miało się to wszystko odbyć poza moimi plecami w ramach oszczędzania delikatnej męskiej psychiki, nie stało się tak. Przeszliśmy razem przez to i po to są partnerzy w życiu i taki jest prawdziwy sens miłości. Byłem przez kilka godzin w firmie, ale nie mogłem znaleźć miejsca, pojechałem na grób Babci Mojej Żony, bo to jedyna osoba z tamtej strony z którą miałem szczery kontakt i strasznie oboje z Angelem płakaliśmy, jak Babcia umarła. Pojechałem porozmawiać z NIą, żeby postarała się Tam na Górze, żeby było wszystko dobrze...ale nie znalazłem tam ukojenia, spokoju. Pojechałem do domu, udając, że pomyliłem godziny, bo przyjechałem godzinę za wcześnie. Rozmawialiśmy i ja bałem się, że to moze być ostatnia rozmowa w takim normalnym i beztroskim życiu. Nie wiem ile w tym miłości, a ile egoizmu, ale nie potrafiłbym sam wychować naszej córki. Właściwie nasuwały się słowa piosenki Ciechowskiego - Odchodząc zabierz mnie.

Kobiety są mądrzejsze od facetów i nie patrzą na życie w tak niedorzeczny sposób i chyba widzą wiele więcej pozytywów, ja jestem tchórzem i rozumiem dlaczego, dzień wczorajszy miał być mi oszczędzony. Skończyło się wszystko dobrze, z łzami w oczach oboje siedzieliśmy w pobliskiej kawiarni nad late.
Życie jest strasznie kruche, a my czasami niewiele robimy, żebyśmy byli szczęśliwi, żeby szczęśliwi byli nasi najbliźsi.

Miał być jeszcze wykład z pscyhologii, ale daruję Wam.


Podziel się
oceń
0
0

WASZE OPINIE (12) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

poniedziałek, 24 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  4 643 967