Bloog Wirtualna Polska
Są 1 259 784 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

A CZAS PŁYNIE

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

TOM RANDDAL

kontakt:xandar67@wp.pl

O CO CI W OGÓLE CHODZI:

Nie chcę wywoływać bluźnierczych plotek. Ale myślę że Bóg ma niezdrowe poczucie humoru i kiedy umrę spodziewam się ujrzeć jak śmieje się.

Ulubione strony

2007 NOWY JORK

DLA DESPERATÓW:

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

KŁAMSTWO, WIELKIE KŁAMSTWO, STATYSTYKA:

Odwiedziny: 4643695
Wpisy
  • liczba: 1115
  • komentarze: 19320
Bloog istnieje od: 3959 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl

Lanta Pura Resort, czyli niech was ręka boska broni przed tym hotelem w Tajlandii

czwartek, 06 marca 2014 7:14

Przygotowywaliśmy się do wyjazdu do Tajlandii prawie pół roku i wydawało się, że prawie wszystko już wiemy. Kilka spotkań z ludźmi którzy byli tam po kilka raz, przeczytane przewodniki i całe internety. Sami wybieraliśmy trasę, hotele. Wyjazd był w pewien sposób nadzorowany przez biuro podróży, ale wycieczka była 4 osobowa. Wszędzie byliśmy sami, a rola Planet Escape sprowadzała się do tego, że mieli upusty na hotele większe niż można było uzyskać przez Booking, załatwiali nam kierowców i dzielili się swoimi doświadczeniami. Opracowali nam przewodnik z którego korzystaliśmy, mieliśmy też aparat telefoniczny do ich zaprzyjaźnionego rezydenta w Bangkoku. Podróż szyta na miarę i tak to też wyglądało.

 

Pierwsze zmiany wynikły, gdy zdecydowali się z nami jechać rodzice żony. Odrzuciliśmy wtedy malutkie wysepki i chatki z bambusa, na rzecz hoteli. Tak na wszelki wypadek, żeby mieć bliżej pomoc medyczna i zapewnić rodzicom odrobinę więcej wygody.

 

Zdobyliśmy masę doświadczeń, ale o tym będzie za kilka dni. Dziś tekst, który ma na celu uchronić następnych przed zorganizowaną działalnością przestępczą.

 

Koh Lanta była drugim miejscem naszego pobytu w Tajlnadii, wyspa z pięknymi plażami, dobry punkt wypadowy do popłynięcia na mniejsze wysepki. Wyspa inna niże pozostałe, bo w 95% procentach jej mieszkańcy wyznają islam. Dostaliśmy do wyboru kilka hoteli - nasz warunek, odrobina cywilizacji i morze za oknem. Wybraliśmy hotel, który spełniał te warunki, cena była też w porządku.

C:\fakepath\DSC_9196.jpg

hotel przy pustej plaży

Po dotarciu na miejsce zobaczyliśmy budynki w kształcie litery U, dwupiętrowe, z recepcją otwartą na zewnątrz, niewielki basen i morze. Przy meldunku wspomnieliśmy, że tuż przed wejściem na prom widzieliśmy króla Tajlandii. Była to szczera prawa, bo patrol policyjny zatrzymał naszego busa w środku buszu i kazał nam czekać na przejazd monarchy. Król wizytował pobliską szkołę i nawet przejeżdżając obok nas otworzył okno i pomachał do nas. Recepcjonistka była zachwycona, więc dostaliśmy zupełnie inny, niezgodny z rezerwacją pokój - być może zazdrość ją zżerała, bo króla nie widziała.

 

Pokoje nie były od strony morza, tak jak miały być. Za oknem widać dżunglę, na pierwsze pociągnięcie nosa, podlewaną czymś dziwnym. Po interwencji mojej wojowniczej żony dostaliśmy dwa nowe apartamenty. Jeden, przez przypadek nasz, najładniejszy w hotelu.

 C:\fakepath\DSC_8947.jpg

fajnie przeszklone ściany

Ważne dla całej opowieści jest to, że morze za oknem znikało. Raz było tak blisko, że prawie można była skoczyć do niego z naszego olbrzymiego balkonu, aby po kilkunastu godzinach do najbliższej wody iść 2.5 km. Przez przypadek, drugiego dnia o świcie, w trakcie biegania znalazłem piękną plażę Long Beach. Tam też kilka razy byliśmy. Kupiliśmy wielki parasol, matę i biwakowaliśmy na pustej prawie, przepięknej plaży. Pikanterii dodawał fakt, że musieliśmy przejść ścieżką w dżungli, uważając aby na głowę nie spadł kokos.

 

Rozkładając nasze obozowisko, przywiązałem torbę z rzeczami na plażę do masztu parasola. Drugiego dnia okazało się to zbawienne. Analizując całą sytuację, uzmysłowiłem sobie, że dwóch gości przechodziło koło naszego biwaku kilka razy. Osobno. Gdy byliśmy w wodzie, jeden z nich wyszedł z dżungli i szybkim krokiem zbliżał się do naszej maty. Wydarłem dziób w wodzie i ruszyłem pędem. Facet rzucił się na nasze rzeczy, złapał torbę, szarpnął i przewrócił się. Ja jednak miałem do niego kilkadziesiąt metrów. Podnosząc się, złapał czytnik Kindle, który leżał na wierzchu.

Goniłem go dość długo, podnosząc po drodze jakąś gałąź, która miała i pomóc w ewentualnej walce. Zniknął jednak w krzaczorach. W torbie, którą uratowaliśmy, mieliśmy masę rzeczy, w tym telefony, aparaty fotograficzne i klucz z numerem pokoju i nazwą hotelu. Niewykluczone, że przy drodze na złodzieja czekał wspólnik na skuterze. Na pewno byliby pierwsi w naszym pokoju.

 

Od tej pory wszystko trzymaliśmy w pokojowym sejfie. Oczywiście ponieśliśmy tego konsekwencje już za dwa dni.

C:\fakepath\DSC_9049.jpg

widok z okna

 

Przypływ oddał nam morze i pływaliśmy pod oknem hotelu, po godzinie nieobecności w pokoju, przyszedłem żeby wziąć coś do picia. Pokój był posprzątany, pokojówka była dwa pokoje obok. Zajrzałem do sejfu, gdzie godzinę wcześniej wkładałem iPhone i Ipada. Nie było ich. Sejf był zamknięty. Pobiegłem po żonę, po drodze wezwaliśmy obsługę hotelu. Łaskawy złodziej nie wziął 600 dolarów, 4000 Bathów, dwóch aparatów fotograficznych, iPoda, karty kredytowej, paszportów i telefonu Sony.

 C:\fakepath\DSC_9189.jpg

sejf pokojowy, z dużym dość wyświetlaczem

Obsługa nie chciała wezwać Policji. Skontaktowaliśmy się z Planet Escape i powiedzieli nam co mamy zrobić. Po 30 minutach z rzeczami spakowanymi w torbie dotarliśmy na Policję. Spędziliśmy tam 4 godziny, odsyłani od lasa do Sasa. Udało się sporządzić protokół po angielsku i po tajsku. Strasznie dziwne rozmowy się tam toczyły. Policjanci wyglądali w dużej części przedziwnie. Obwieszeni bronią, bez zębów, trochę wyglądali niektórzy jak gang Olsena. W końcu pojechaliśmy do Lanta Pura Resort. Weszli nawet do naszego pokoju. Obejrzeli sejf i wyszli. Agnieszka siedziała z nimi w recepcji, a ja całą drogę kombinowałem jakim cudem znali hasło do sejfu. W końcu znalazłem nad sejfem, w panelu sufitowym wywierconą dziurę. Tam prawdopodobnie była zamontowana kamera internetowa i doskonale wiedzieli, jak wbijamy 4 cyfrowy numer. Policja pofatygowała się na górę i przyznali mi rację. Potem jeszcze raz pojechaliśmy na komisariat.

 C:\fakepath\DSC_9188.jpg

dziura w kasetonie sufitowym nad sejfem

Dyrektor hotelu umywał ręce. Nie był niczym zainteresowany, gdy zobaczył, że zapłaciliśmy wcześniej. Na następny dzień umówiliśmy się z właścicielem hotelu. Po 2 godzinach i tak nic nie wskóraliśmy. Oczywiście zupełnie przez przypadek kamery monitoringu zepsuły się dwa dni wcześniej. Żądaliśmy zwrotu 1.5 tys dolarów, ale na koniec nawet za wodę z lodówki musieliśmy zapłacić. Teksty: przecież zgłosiliście to Policji, co nie wierzycie w Policję?

Zdarzyło się to wszystko w naszą 24 rocznicę ślubu, ot taki prezencik od losu.

Czas na podsumowanie. Ipohone ma lokalizację, tak ale musi być włączony do sieci i mieć dostęp do WiFi. Ja zadzwoniłem do biura, aby zablokowali mój numer. Znacie swój numer IMEI? Nie? Ja też nie znałem. A co do zablokowania telefonu. Czas Polska - Tajlandia to - 6 godzin. Biuro obsługi Orange czynne jest od 7 rano. Numer IMEI jest o tyle ważny, bo gdy macie potwierdzenie z Policji, operator zablokuje sam aparat i nie da użyć się go w żadnej sieci. Sam duplikat waszej SIM karty załatwia się w 5 minut.

 

Karty kredytowe - pewnie macie numer do banku wpisany do komórki, ale co jeśli ukradną wam komórkę i kartę? A jeśli ukradną wszystkie telefony jakie macie? Zdajecie sobie sprawę, że nie wszędzie jest dostępny internet i nie może nie udać się połączyć z bankiem.

Zmieniłem PIN do karty na wszelki wypadek, ale dopiero drugiego dnia wpadłem na to, żeby podać nowy numer telefonu do banku. Banki na szczęście pracują 24 na dobę.

A co jeśli zginie paszport? Otóż warto mieć ksero paszportu w walizce, na jego podstawie konsulat RP wyda wam jednorazowy paszport, dzięki czemu znajdziecie się w domu.

Oczywiście wniosek jest jeden, brać ze sobą jak najmniej rzeczy, tyle tylko, że na kolejnym etapie naszej podróży na Patongu, taki sprzęt jak nam ukradziono leżał tonami na leżakach, a jego właściciele byli w morzu.

My poinformowaliśmy pozostałych gości hotelu o naszym zdarzeniu, może popsuliśmy im wakacje, a może uchroniliśmy od strat. Po 24 godzinach dziurę w suficie zaklejono taśmą, a nawet spełniło się kolejne nasze życzenie - zmieniono zamek w drzwiach.

Kwestie ubezpieczenia - na pewno macie na wszystko rachunki? My na przykłada iPada dostaliśmy. Wysokości ubezpieczeń turystycznych nie są oszałamiające, ale ja jakoś nigdy tego nie sprawdzałem, bo przecież zawsze wszystko dobrze się kończyło.

Tajlandia to piękny kraj, ludzie są zwykle bardzo mili, ale odnieśliśmy wrażenie, że w tym hotelu obsługa wymyśliła sobie dodatkowy sposób na życie. Mam dziwne przeczucie, że pokojówka była w ten proceder zamieszana, podobnie jak recepcjonistki, koło których było jedyne wejście do hotelu. Pani dyrektorka hotelu, też miała swoje za uszami.

 

Mamy nadzieję, że nasza historia uchroni kilka osób przed podobnymi przygodami. Nauczyliśmy się sporo. Oczywiście rzeczy nie są specjalnie istotne, ale szkoda byłoby utracić zdjęcia z połowy wyjazdu razem z aparatem. Wiecie jak dużo danych przechowujemy w urządzeniach, które wozimy ze sobą? Przekonała się o tym moja siostra z Nowego Jorku, poprzednia właścicielka iPada, gdy rozdzwoniły się telefony z banków, z prośbą o potwierdzenie kredytu.

 

C:\fakepath\DSCN0406.jpg

Ale Tajlandia jest w dużej części taka


Podziel się
oceń
30
0

WASZE OPINIE (45) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

piątek, 21 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  4 643 695