Bloog Wirtualna Polska
Są 1 259 784 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

A CZAS PŁYNIE

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

TOM RANDDAL

kontakt:xandar67@wp.pl

O CO CI W OGÓLE CHODZI:

Nie chcę wywoływać bluźnierczych plotek. Ale myślę że Bóg ma niezdrowe poczucie humoru i kiedy umrę spodziewam się ujrzeć jak śmieje się.

Ulubione strony

2007 NOWY JORK

DLA DESPERATÓW:

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

KŁAMSTWO, WIELKIE KŁAMSTWO, STATYSTYKA:

Odwiedziny: 4643679
Wpisy
  • liczba: 1115
  • komentarze: 19320
Bloog istnieje od: 3959 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl

ŁZY

sobota, 28 marca 2009 17:35
Faceci nie płaczą, a GRAN TORINO spowodowało, że łyz jak groch leciały mi przez policzki i utworzyły wielką kałużę pod stopami. Czekałem na ten film i z wielką radością i podziwem oglądałem. Clint Eastwood jak wino, czym starszy tym lepszy, a ma już przecież 79 lat. Genialny film, genialna rola. Wolt Kowalski wzrusza i śmieszy. Ma już, a może tylko 4 oskary, oba za reżyserię i film, mowa o Bez przebaczenia i Za wszelką cenę. Ma też zeszłoroczną Złotą Palmę za  Oszukaną, ma Złote lwy, Złote globy i bez liku nominacji i nagród. Debiutował, gdy większości z nas nie było na świecie w 1955 roku we Franku Marynarzu.

Tak wygląda dziś:

A tak wyglądał w 1971 jako Brudny Harry:


Nie zdradzę szczegółów filmu. Idźcie do kina, a jak wam się nie spodoba oddam za bilet/taka ściema/. Oglądaliśmy film w olbrzymiej, przepięknej sali premierowej Multikina w Złotych Tarasach - kto nie był też niech idzie, ja byłem pierwszy raz i mnie zatkało. Olbrzymia sala, wielkie fotele i hektary miejsca na nogi. Rzędy od A do końca alfabetu i coś z 50 miejsc w rzędzie. Szczęka opada.
Po filmie lekko zainspirowani wylądowaliśmy w knajpie Pekin na Senatorskiej - przez pomyłkę, bo chcieliśmy do Cesarskiego Pałacu.

Amerykanie dziś w Krakowie, wsiedli w pociąg i stadem 8 osób pojechali, jutro mają być tu, bo przecież chrzciny Milli. Kaspie jest przeuroczy. Jak będą fotki jakieś to wrzucę.

Rytualnie byliśmy na makulaturze po książki, dziś tylko 11 szt, czyli 11zł. Od wczoraj słuchamy niewiadomego pochodzenia płyty mojego ulubionego zespołu, która ma się ukazać chyba za 2 miesiące, płytę kupię, ale jest marna strasznie, mam nadzieję, że na koncercie będą grali 89% starego materiału i ze 4 wersje Wrong. 

Żyję trochę - jeździłem dziś na rolkach, wczoraj na rowerze. Za parę dni wracam do tenisa i squasha.

Podziel się
oceń
0
0

WASZE OPINIE (9) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

DZIEŃ W KTÓRYM NAWET czESZĄ ANIOŁY

czwartek, 26 marca 2009 19:11
Egzystencjalnie będzie. Milczałem dni kilka i tak lepiej jest niż produkować głupoty, a w głowie miałem kilka kwestii, które mnie dręczyły. 

Bo bywa dziwnie, spotykamy się z ludźmi bliskim i z niektórymi nie możemy się nagadać, nabyć razem, nacieszyć sobą, chociaż dzielą nas tysiące długości, różnic kulturowych języków, wieku, doświadczeń życiowych. Po pierwszym słowie wiemy, że będzie dobrze, że nadajemy na tej samej częstotliwości, po mimo skrajnych różnic. Czujemy że zachowaliśmy dystans, próbujemy rozumieć niezrozumiałe, ponieważ  nie ma co wierzyć w idealne związki, ale nawet z garścią piasku w trybach wszystko funkcjonuje. Rzadko można się bezinteresownie pośmiać, nawet z siebie. Dlatego powinniśmy pielęgnować przyjaźnie, nie wspominając o miłościach.


Bywają też chwile jak kamienie, odciskające w nas piętno i przygniatające nas, powodujące myśli, które wypalają mózg i ściskają serce. Niechęć, strach przed rykoszetem odbicia w lustrze i dostrzeżenia jakiegoś podobieństwa, gestu który upodabnia nas do ludzi bliskich, ale odległych, utraconych. Bez drogi powrotu, pozostają puste słowa, które bolą jeszcze bardziej, pozy, udawanie, że jest prawie dobrze. Obawa, że gdzieś w DNA jest jakiś chromosom, który jest wspólny, który może przypomnieć o sobie. Najgorzej jak nie można spojrzeć w oczy i wie się, że tak już zostanie, że nic tego nie zmieni. Po ostatnim uścisku i zdawkowym pożegnaniu gaz w samochodzie naciśnięty do podłogi, uchylone okno, piekące oczy i gula w przełyku. Nic tego nie zmieni. Nic nawet śmierć, nie przyniesie zapomnienia, ukojenia, niczego dobrego.
Przeklęte miasta, które powinny zapaść się pod ziemię, takie Maine, które jednoczy całe zło opisywane przez S.Kinga, coś co wypełza z mroku i nawet jak się odwracamy to nie do końca chce zniknąć. Wampiry, upiory naszej pamięci, przeszłości, teraźniejszości, przyszłości. Fizyczne rany szybciej się goją, nawet blizny nie przypominają tego co tkwi w pamięci. W zamkniętych zakamarkach. W takich którzy nieco słabsi próbują zabić alkoholem lub narkotykami, a inni żyją z tym.


Ale mamy jeszcze inną rzeczywistość i innych ludzi. Tacy jak z pierwszego akapitu, ale będący prawie na wyciągnięcie ręki, pojawiający się po wciśnięciu zielonego znaczka słuchawki, a właściwie tacy, którzy powinni się pojawić. Mamy wielką umiejętność trwonienia przyjaźni, marnowania tego, że los zetknął nas z dobrymi, przyjaznymi nam ludźmi. W rzeczywistości i nawet w necie. Okłamujemy się, że nie mamy na nic czasu, że zadzwonimy jutro, że jesteśmy tacy zmęczeni, że to jeszcze nie ten weekend, ale następny to już na pewno. To tak jak z odchudzaniem od jutra, z fitnesem, jazdą na rowerze - dziś nie, ale w poniedziałek na pewno. Nie dbamy o przyjaciół, wpadamy na siebie przez przypadek i nie możemy się nagadać, ale brakuje tego, że powiemy słuchaj - a może jutro pojdziemy do kina, teatru, na piwo. Nie będziemy młodsi, wszystko może się zdarzyć, przecież może być randdalowe: jutra może nie być.

Dominują jednak bezinteresowni złośnicy, lenie. Tacy którzy pochłaniają nasz czas i energię, udający, że nie ma żadnego problemu, że wszystko jest dobrze. Nasze oczekiwania są na wyrost, jesteśmy popierdolonymi idealistami. Dlaczego nie można dbać o coś, co nie jest nasze, dlaczego nie można wykonywać uczciwie swojej pracy, dlaczego...Można mnożyć. Ale w jakim celu, to nic nie zmieni.

Dlaczego tak trudno być rodzicem, nie wybuchać, nie kierować się podrzędnymi emocjami, chorymi ambicjami. Dlaczego umiemy ranić bezinteresownie własne dzieci. Dlaczego tak trudno powiedzieć, że nie ważne, że nauczyciel cię znienawidzi, jeśli po raz 100tny zwrócisz mu uwagę, ale jak się zasklepisz w sobie, to wychodujesz konformizm na całe życie, a to ważniejsze jest niż cenzurka. Nie wiem czy jest autoautorytet, ale niewiel jest cenniejszych rzeczy niż odbicie w lustrze, patrzące prosto w oczy. Bez niechęci.

To wszystko powoduje, że są dni w których nawet grzeszą anioły.

Trzymajcie się - spróbujcie na te komunały i banialuki popatrzeć z boku. Kilka z nich dotyczy mnie bardzo, a kilka jest wydumanych, albo raczej przywołanych z przeszłości. Ważne są opoki na których budujemy swoje związki, relacje z innymi. Nie wiem, czy imiona często determinują swoich nosicieli, ale do mnie lepszego wymyślić nie było można. Ja naprawdę jestem jakaś pieprzona opoka. Facet który musi bezinteresownie dzwigać świat, Syzyf, dobra pani i ściana szklanego domu.
Nara idę czytać o tygodniu nienawiści. Bo łypie ten Orwell spod miski.


Podziel się
oceń
0
0

WASZE OPINIE (17) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

LEKTOR I INNI

wtorek, 24 marca 2009 8:13

Kate Winslet, Ralfh Fiennes, romansy historyczne to nie jest to co lubię najbardziej, tak więc udałem się na film, na który w życiu bym nie poszedł. Dlaczego tak się stało? Nasza przyjaciółka wyznaczała kierunek kinowy i niestety nie chciała iść na Zapaśnika. Film S. Daldry był dokładnie taki, jak myślałem, że będzie czyli płytki i schematyczny. Szumne zapowiedzi medialne, że będzie to "głęboko poruszająca, sugestywna i pełna nadziei opowieść o sile miłości, której akcja toczy się w targanych wojną i powojennych Niemczech" włóżmy między bajki, mają tyle samo wspólnego z rzeczywistością, co przeprosiny Figurskiego w stosunku do Prezydenta ze szczerością. Nadziei w tym filmie nie ma ani grama, więcej jest powojennych Niemiec.
Dwa główne zastrzeżenia - będę musiał zdradzć odrobinę fabuły, więc niektórzy niech przeskoczą ten wątek - podczas filmu nasunął mi się pewien wniosek: dlaczego zbrodniarze wojenni są sądzeni przez sąd niemiecki i dlaczego dzieje się to tyle lat po wojnie. Nie do końca sensowny jest wątek z analfabetyzmem głównej bohaterki, gdyż jednak powinna jakieś dokumenty w swoim życiu wypełniać, a już na pewno nic wspólnego z rzeczywistością nie ma nauka czytania i liczenie w tytule do 8 sylab. Analfabeta nie może znać samogłosek, a co za tym idzie sylab, mogła w tytule książki Winslet liczyć słowa do 6 byłoby to bardziej logiczne.
Na dodatek ja uważam, że ona nie miała żadnych dylematów moralnych, ani w kwestiach seksu z 15 latkiem, ani w kwestiach mordowania ludzi, gdyż była bardzo prostej i nieskomlikowanej konstrukcji moralnej i skazywanie ludzi na śmierć było taką samą pracą, jak kasowane biletów w tramwaju.
Na szczęscie ten tydzień to kilka dobrych premier i jeden rarytas:Gran Torino - Estwooda, a pakiet dopełniają Zapowiedź z Cagem, Miasto ślepców z Julianne Moore oraz International z Owenem i Watts. Będzie co oglądać.
Po filmie, a właściwie przed wpadliśmy na drinka do Pixela dość obskurnego, ale w Bordo było nadymione i brak miejsc, a potem posiedzeliśmy i popiliśmy w polecanej przez znaną blogerkę kawiarni You And Me - co ja również polecam. Fajnie z przyjaciółmi spędzić te kilka godzin, rzadko się nam zdarza ostatnio, a jeszcze wracać do domu autobusem to jeszcze rzadziej.
Drugi wątek to chyba sobie daruję...


Podziel się
oceń
0
0

WASZE OPINIE (9) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

DUŻY GŁUPI BRZYDKI CZŁOWIEK i inni.

sobota, 21 marca 2009 14:30
Radio Eska Rock przeprosiło Prezydenta za impertynecję Wojewódzkiego i Figurskiego. Właściwie to Figurski robił sobie jaja z Prezydenta. Mnie już wcześniej nie podobał się hepening Wojewódzkiego i Raczkowskiego z flagami w psich kupach - co nie powinno moim zdaniem skończyć się tak, jak skończyło. Nie mam problemu z obrazoburczymi treściami pod warunkiem, że są zasadne. Młodość upłynęła mi trochę na punkowaniu i wtedy odwagą było walczenie z ustrojem, reżimem. A teraz panowie próbują kontrowersyjnością podnieść retingi. Prezydent jaki jest, to jest - wybrany jednak w demokratycznych wyborach i póki istnieją demokratyczne narzędzia kontroli nad urzędem, nie łamane jest prawo, prawa człowieka i różne takie, to cóż jest jak jest. Krytykować owszem, ale po co obrażać.
Figurski brnie szlakami przetartymi przez Wojewódzkiego, zrobił kalkę jego programu w tv, cóż póki jest zainteresowanie tego typu działalnością ok.
Zeby było jasne - lubię poczucie humoru zwykle stosowane przez w/w, mam ich antyradiowe płyty i uważam, że M.F. jako dyrektor Antyradia był naprawdę niezłym menadzerem i wypromował stację i siebie. Teraz  brnie w dziwne rozmowy z Jolą Rutowicz, która na szczęscie ma zamiar opuścić łamy pop kultury i udać się na dawno zasłużoną emigrację. Oby tylko Figurski nie musiał podążyć jej śladem.

Jakoś ostatni duż mówią ci co nie powinni - Pawlaki i inne Misiaki, a milczą ci co powinni gadać. W kwestii ciszy słucham płyty Kazika śpiewającego Kurta Waila, którą kupiłem parę lat temu i nie słuchałem i powiem szczerze, że czasami cisza bywa najlepszym produktem.

Nie podejmę żadnej dyskusji w kwestii podobieństwa z Ellizką, bo każdy wie, że jesteśmy tacy sami, ocean między nami.

Małyszami i spółką, Sikorą i mam nadzieję Kowalczyk zajmie się za pewne Barnaba, więc nie będę w tej kwestii też gadał.

Dla nielicznych ostatnie dwa posty były walką z podłymi kalumniami, że nie umiem pisać o ptaszkach i chmurkach - nie były to broń Boże żadne opowiadania do czegkolwiek. Na szczęście znikną w otchłani internetu.



Podziel się
oceń
0
0

WASZE OPINIE (9) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

o ptaszkach

czwartek, 19 marca 2009 17:08

Lubię swoją pracę, ale jeszcze bardziej lubię wracać do domu i oddać się błogiemu nicnierobieniu. Oczywiście każdy ma swoją teorię, ba nawet religię odpoczynku. W moim przypadku to wyrzucenie do kąta garnituru, koszuli, krawata, nie mówiąc o butach i teczce, które gubię gdzieś ukradkiem na półpiętrze.
Zwykle wracam do domu pierwszy, więc wpadam do łazienki i moczę się przez pół godziny pod natryskiem myśląc, czy zacznę leżenie na kanapie z lampką czerwonego wina, czy może z nalewką lub po prostu z wodą mineralną z lodem, co też często w brew wielu krzywdzącym opiniom mi się zdaża.
Nie lubię się wycierać, więc na pokryte kropelkami wody ciało zakładam jakąś koszulkę bez rękawów, bluzę z kapturem i dół od dresów i z gołymi stopami, zostawiając mokre ślady na terakocie i parkiecie łażę po domu.
Wszędzie stoją jakieś urządzenia do grania więc zaraz pojawia się muzyka.
Faza wstępna zakończona. Leżę cudownie nicnierobiąc i nicniemyśląc na kanapie i patrzę się niefrasobliwie na swoją stopę lewą. Światło jakieś marne, ale mój mózg niezkażony jeszcze promilami zanotował coś dziwnego. Koło kostki przyczepiło mi się szare piórko, ech życie. Zbyt leniwy jestem, żeby dokonać ekwilibrystycznej czynności i zgiąć się w pałąk i zdjąć je.
Pojawają się inni członkowie rodziny, jemy kolację, gadamy a ja czuję jak lewa stopa swędzi mnie jak cholera. Jako przykładny ojciec, tłumaczący dziecku, że prz stole nie dotykamy się do twarzy, a co dopiero do stóp cierpię sobie w milczeniu.
Zjadłem jak zwykle pierwszy i pobiegłem z pustym talerzem i szklanką do kuchni, włożyłem naczynia do zmywarki i postawiłem stopę na krześle, aby przystąpić do rytualnego drapania. Uwielbam drrapać. Jednak tego dnia było inaczej. Pod palce zamiast skóry trafiłą dziwnie śliska powierzchnia, nie dająca krótkim paznokciom rozkoszować się rozorywanej prawie do krwii skórą. TO PIÓRA, nie jedno, nie pięć, nie nawet dwadzieścia. Moja noga pokryła się od kolana do kostki jednobarwnym szarym upierzeniem.. Dość miłym w dotyku, nie była to chropowata w dotyku gęś, było to coś aksamitnego, jak pióra młodych łabędzi. Kolor może mało szlachetny, ale również przypominał łabędzie.
Cóż przyjąłem tę nowość ze spokojem, w końcu człowiekowi pod koniec tygodnia pracy różne rzeczy wydawać się mogą. Jednak zlekceważenie nie rozwiązało problemu.
Po kilku godzinach, gdy już 1/3 rodziny spała, a pozostałą część obejrzała wszelkie możliwe wiadomości i filmy, poszedłem do łazienki przebrać się w pidżamę. Zdejmuję spodnie, a moja prawa noga jest już identycznie ślcznie opierzona jak lewa. Cóż może uniknę kłopotliwych pytań żony z tą myślą udałem się do sypialni i opatuliłem kołdrą. Bóg wiara, sen mara - jutro będzie normalnie.
W nocy miałem sen, że wraz z kluczem żurawi startowałem do lotu z nadwiślańskich łąk i całą moją głowę zaprzątało pytanie: czy będę pamiętał swoje miejsce w kluczu i dlaczego jestem kilkakrotnie większy niż pozostali członkowie stada.
Zerwałem się skoro świt przypomniawszy sobie niedorzeczności wczorajszego wieczora spotęgowane dziwacznym snem.
Poszedłem do łazienki i ...zdejmując pidżamę zobaczyłem obrośniętego pierzem od kostek dłoni do stóp faceta, który wyglądał jak przebrany Dany Glover z III części zabójczej broni, z tym, że on był atrakcyjnie żółty, ja natomiast szary. cholera dobrze mam pióra, ale nie mógłbym być bardziej strusiowaty, pawiowaty, chociaż srokowaty - nie jestem szary.
Zlustrowałem całe ciało, cóż zmieszczę się jeszcze do granituru i nie będzie nic widać. Na śniadanie podziobałem trochę suchego musli i czesrtwego chleba.
Pojechałem do pracy...Później jeszcze pamiętam, jak na siedząc na parapecie, na 10 piętrze mojego biura szykowałem się do lotu, dziobiąc swieżo nabytym dziobem w futrynę z mahoniu. Mahoń smakował trochę jak przypieczony na grllu kotlet z karkówki. Rozległy się jakieś krzyki zarówno z dołu, jak i za moimi plecami. Cóż jeszcze tylko szpony muszą puścić krawędź parapetu, rozłożyłem skrzydła i zacząłem moje nowe życie.


Podziel się
oceń
0
0

WASZE OPINIE (12) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

piątek, 21 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  4 643 679