Bloog Wirtualna Polska
Są 1 259 784 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

A CZAS PŁYNIE

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728   

TOM RANDDAL

kontakt:xandar67@wp.pl

O CO CI W OGÓLE CHODZI:

Nie chcę wywoływać bluźnierczych plotek. Ale myślę że Bóg ma niezdrowe poczucie humoru i kiedy umrę spodziewam się ujrzeć jak śmieje się.

Ulubione strony

2007 NOWY JORK

DLA DESPERATÓW:

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

KŁAMSTWO, WIELKIE KŁAMSTWO, STATYSTYKA:

Odwiedziny: 4643698
Wpisy
  • liczba: 1115
  • komentarze: 19320
Bloog istnieje od: 3959 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl

Było miło

czwartek, 21 lutego 2013 7:43

Jak większość zauważy tekst trochę odleżakował, żeby nabarać mocy. Może jeszcze dziś pojawi się w nim trochę zdjęć.

Tego jeszcze nie grali – ludzkość pisze, żebym nie wygłupiał się i pisał. Piszę więc, a co mi tam. Urlop był genialny, jeden z najfajniejszych na jakim byliśmy – nie wiedzieć dlaczego. W tym roku palec wylądował na małej plamce, na globusie - Lanzarote. Ostatnia z większych Wysp Kanaryjskich na której nie byliśmy. Legenda mówi, że najcieplejsza. Coś w tym jest. Wyspa księżycowo dzika. Wszędzie pozostałości lawy. Na wyspie 300 wulkanów z którymi nie ma żartów, ale można za to usmażyć nad lawą kurczaka, albo kiełbaskę. Na jednym z kraterów w parku Timanfaya jest knajpa, gdzie wielki ruszt znajduje się nad dziurą w ziemi, a na nim pieką się różne mięcha. Krajobraz przedziwny. Na całej wyspie nie ma trawników, a przestrzenie pomiędzy roślinami wysypane są czarnym żużlem. Oczywiście bywają na nich tabliczki NIE DEPTAĆ!

Wyspa mała i dość płaska z pięknymi plażami. Najładniejsze były w naszym miasteczku Puerto del Carmen. Duża złota plaża wzdłuż głównej promenady - Grande i pobliska Matagorde mają kilka ładnych kilometrów. Pomiędzy nimi są małe plaże zatokowe. Duże różnice w szerokości plaży pomiędzy przypływem, a odpływem, tak do 100 metrów. Plaże na szczęście nie są tak szerokie, jak na Gran Canarii /nawet kilka kilometrów/. Tysiące knajpek. Śniadania  1.5-2.5 euro, Cava 1.8-5.5 euro. Obiady w niezłych knajpach od kilku euro. Ceny wody, soków podobne jak u nas.

Oczywiście jak na całych Kanarach kosmetyki kosztuję około 30% tego co u nas. Na Lanzarote mniej sklepów z ubraniami niż na Teneryfie i Gran Canarii, trochę podobnie, jak na Fuerte, ale knajp zdecydowanie najwięcej.

Ceny drinków 5-8 euro, ale porządne piwo od 1.75 do 3.5 w zależności od miejsca. Dzbanek Sangrii od 8 euro. Niezłe tapasy od 1 euro sztuka, półmisek na jedną osobę w 16 wiecznym zamku 15 euro. Duża część miejscowych win powyżej 15 euro, ale wina Tores od 4 euro. Dobre miejscowe sery, ale  drogie 15-20 euro za taką bryłkę, czy jak to nazwać.

 

Pogoda w styczniu? Przeważnie upalnie. Słońce od 8:30 do 17:30. Nie codziennie, ale zdarzało się nam leżeć nad oceanem do tej godziny. Widno od 8 do 19. W naszej miejscowości prawie same apartamentowce i 3 hotele. Przynajmniej w pobliżu plaż. Nasz apartament duży, balkon z widokiem na ocean /nie należał się nam/, salon z kuchnią, łazienka, sypialnia – niestety z oknem na ścianę korytarza. Dużo miejsca, bez luksusów. Nie było nawet klimatyzacji, ale poza ostatnim dniem, gdy byliśmy w innym pokoju, nie była potrzebna. Latem jednak nie wyobrażam sobie tu pobytu. Miejsce nazywało się Los Hibiskus – o ironio, żaden hibiskus tam nie rósł, same palmy.

Po wizytach w Barcelo, Be Live gdzie było co jeść i pić, Hibiskusowa stołówka trochę nas zaskoczyła. Skromnie i czasami monotonnie. Ale dało się żyć. Na szczęście do kolacji napoje i alkohole za free. Te obiady udowodniły mi, że hiszpańscy kucharze nie radzą sobie za dobrze ani z mięsem, ani z owocami morza. Mają niewątpliwy problem z uzyskaniem odpowiedniej miękkości mięsa, a czasami i ziemniaków.

Wszystko nadrabiała miła obsługa. Może dlatego, że byliśmy chyba jedynymi Polakami w mieście, a już na 100% w hotelu, byli mili niezwykle. Nawet za darmo dostaliśmy pokój ostatniego dnia, gdy o 12 skończyła się opłacona doba hotelowa. Miał kosztować 23 euro przedłużony pobyt, ale machnęli ręką.

Drugie dnia zaprzyjaźniliśmy się z panem technikiem. Gdy próbowałem przygotować lunch wybuchła elektryczna kuchnia. Ogień zajął wnętrze szafki, ale po kilkunastu  sekundach zgasł. Zgłosiliśmy to w recepcji, pani pokiwała z politowaniem głową i wyczytałem z jej miny, że idioci nie potrafią włączyć bezpieczników. Przyszedł po chwili miły pan, oświadczając, że nie mówi w żadnych języku oprócz  swojego ojczystego. Agnieszka pokazała mu kuchenkę i powiedziała BUM, ja dodałem FUEGO. Pan popatrzył jak na idiotów, postukał w kuchenkę, włączył bezpieczniki, włączył jeden palnik – ja pokiwałem głową, że nie ten i schowałem się za blat barku. Możecie sobie wyobrazić jak po przekręceniu kurka pieprznęło. Pan pogubił kapcie w ucieczce. On będzie lekceważył Polaka, który sam potrafi zrobić wszystko… Kuchenkę wymienili, a Pan technik uśmiechał się do nas codziennie.

Jak ktoś zapędzi się w te okolice polecamy przede wszystkim nasz ulubiony bar Ruta66 z Hareyami wiszącymi pod sufitem.

Wiele restauracji orientalnych, meksykańskich, włoskich. Codziennie wracaliśmy późną nocą.

Zdarzało się nam leżeć nocą na leżakach na plaży. Piliśmy Cavę, Mateusa, oglądaliśmy gwiazdy i ocean, a potem koło 22 docieraliśmy do naszego stolika w Rucie. Oczywiście po kilku dniach zaczęliśmy dostawać darowe drinki i słuchając i oglądając muzykę z lat 80-90 siedzieliśmy do późnej nocy. Były też nocne wizyty w irlandzkich knajpach z muzykę i zupełnie nieudany rejs po klubach dyskotekowych, gdzie świeciło pustką.

Tradycyjnie zima na Kanarach to inwazja Niemców i Anglików. Trudno wyobrazić sobie, że tam jeszcze ktoś został w domach.

Wypożyczenie auta od 25 euro za dzień, paliwo 0,90 euro litr. Fotoradarów nie ma, ale niekończące się jednokierunkowe ulice.

Oczywiście przez te 15 dni wydarzyło się trochę śmiesznych rzeczy. Jednego wieczoru siedzieliśmy przy promenadzie w Rucie i piliśmy piwo. Obok siedziała 50 letnia Angielka z mężem i dwóch facetów. Byli potwornie głośni. Małżeństwo piło piwo, panowie wino. Byli na tyle głośni, że już miałem zaproponować, że przesiądziemy się i wtedy oczywiście się zaczęło. Zapragnęli zrobić sobie zdjęcie i przebiegli na drugą stronę ulicy, aby obok kiczowatej palmy trzasnąć fotkę z zachodzącym słońcem. Gdy wstawali pani rzuciła nam na stół otwartą torebkę i powiedziała, żebyśmy popilnowali. Po powrocie oczywiście już kumplowaliśmy. Okazało się, że poznali się przed chwilą, że dwaj panowie mały, ciemnoskóry Athony i Martin są gejami, do tego cudownie miłymi facetami. Anthony siedział jej na kolanach i opowiedział całą skomplikowaną historię ich związku, bo Martin jest szefem w dużej firmie, był przez parę lat w związku z dziewczyną, ale nie był szczęśliwy. Dodam, że Anthony nastukany był jak meserschmit. Gdy udał się do WC, Martin wyjął torbę z ich zakupami. Pani dopadła do butów, które koniecznie chciała założyć, gdy spojrzałem na czystość jej stup, wiedziałem, że nie skończy się to dobrze. Wyszarpała jeden but, ale drugiego Martin bronił jak niepodległości. Aby odwrócić jej uwagę, pokazał jej bluzkę Anthonego rozmiar Xs i wtedy zaczęło się. Założyła tę bluzkę szydząc ze szkockiej kraty, ale jak wciągnęła ją na swoje XXXL, przestała oddychać, co nie przeszkadzało jej chichotać, gdy zobaczyła, że bluzka ma naszyte łaty na rękawach.

Po chwili zauważyła, że takie same łaty ja mam na swojej koszuli… Anthony wrócił po jakichś 10 minutach, dostał zawału widząc swoją bluzkę rozciągniętą do XXXL. Potem mizdrzył się do mojej żony, mówiąc jej że jest zjawiskowo piękna, co bardziej wkurzyło Martina, niż mnie. Inna sprawa, że zajady od śmiechu mieli wszyscy.


Podziel się
oceń
17
0

WASZE OPINIE (12) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

Ciężka choroba

środa, 13 lutego 2013 17:40

Różne bywają ciężkie choroby. Tyfus, czarna ospa /chciałem napisać czarna owca/, cholera, a tuż obok mnie leży na szafce nocnej Dżuma z Upadkiem. Jednak the winner is ... katar.

 


Cały ubiegły tydzień bohatersko walczyłem, nie poddawałem się dreszczom, kichaniu, bolącemu gardłu, uszom, skrzypiącym kolanom, jednak przybył na konicu on KATAR. Nie jakiś straszny, nawet nie umiarkowany, dość słaby powiedziałbym, ale pokonał mnie. Padłem jak Gołota i Saleta od obopólnego nokautu, poddałem się jak BXVI, chociaż powinnienem trwać jak Wanda Nowicka, być twardym jak Roman Bratny.

 

Najpierw miałem posuchać się okiemjadwigi.pl i uciąć górę cebuli i nabić ją widelecem, a następnie położyć obok Dżumy. Jednak moja żona patrzyła na mnie z wyjątkowym politowaniem, więc cebula powędrowała do haburgerów. Potem pomyślałem, że jakem stary marynarz, wyleczę się rumem. A jak stare porzekadło mówi: poproszę herbatę z rumem, a jak jest rum to bez herbaty, już sięgałem ręką, ale doszedłem do rozumu, że może się okazać, że nagle będę musiał pojawić się w pracy, a po rumie to się nie da. Więc pozostałem przy witaminie C, aspirynie, herbacie z miodem. Właśnie herbata z miodem. Wiem, że robie głupio dodając miód do zbyt ciepłej herbaty, bo wtedy wszystko co dobre zabija się w niej. Powinniśmy pić wodę miodową. Łyżka miodu rozpuszczona wieczorem w szklance ciepłej wody, pozostawiona do rana i wtedy wypita. Ewentualnie rano zozpuszczona, a wypita wieczorem. To działa - podobnież, bo mnie nie wystarczyło nigdy zapału. W kwestii miodu. Najlepszy miód jest z Miodowej Doliny, czyli pasieki w Dolinie Grabii, nie ma lepszego. Tuż obok plasuje się EkoMiodek teresy Gierculi z okolic Bieszczadów, ale Młoda twierdzi, że Miodowa Dolina jest najlepsza. Może ma rację. Obecnie dostępny jest u nich jedynie Malinowo-Akacjowy, a najlepszy jest z facelli. To już tak jest, że czym roślina bardziej licha, to pożytki z niej większe.

 

Rodzina twierdzi, że z moją głową jest nie tęgo, bo czytałem węgierską książkę Rodzina Totów i Gloria. W piwnicach mam masę dziwnych książek, ta zaliczała się do nich z całą pewnością. Pierwsza część o majorze przebywającym na urlopie u rodziny swgo podkomendnego i robiącego z nimi tekturowe pudełka, druga mini powieść o zakonnicy ze zlikwidowanego zakonu. Mam wrażenie, że teraz taka literatura nie powstaje. 

 

Mam wielką nadzieję, że 100 litrów herbaty w połączeniu z dwoma słoikami miodu i 5 kg cytryn sprawi, że jutro będę mógł oddać się pracy. Bo dziś wyrzuty sumienia mam straszne, że jedynie telefon i internet dawał mi łączność z rzeczywistością.


Podziel się
oceń
21
1

WASZE OPINIE (24) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

Nowy wpis

poniedziałek, 11 lutego 2013 20:18

Tak długo jeszcze nie milczałem w ciągu mojego grafomańskiego życia. Nie wiem co stało się, ale przecież nawet chiński długopis czasami wypisuje się, atrament symatycznie kończy się, a z klawiatury jak z fotepianu Szopena wypadają klawisze. Salomon z pustego nie naleje w próżne, a milczenie jest złotem. Rozglądam się więc dookoła widzę, że nic nie widzę. No jakieś dwa złote drobnymi. To przeliczając to przez 3 tygodnie, dniówka wychodzi, jak z tajlandzkiej fabryki Ajfona.

 

Wróciłem z urlopu i było za dobrze. Mam to opisane nawet, ale nie mam  serca Was denerwować. No dobra bądźmy szczerzy, właśnie że chcę Was zdenerwować, ale wpis wyszedł jakiś taki mało radosny i czeka na poprawę. Było dużo wina, masę słońca - opalony jestem tak, jak nigdy w życiu. Była cava na plaży i gapienie się na fale - a fale były zakochane i łapały się za rączki. Były gwiazdy i kiczowate zachody słońca, palmy, tapasy, darmowe drinki, zgubione dwie czapki, XVI wieczny pałac gdzie ukrywali się ludzie przed piratami. Przemili ludzie, kilometry plaż. Najcudowniejsze miejsce na zimowy urlop i świadomość jak niewiele potrzeba do szczęścia.

 

Powrót to pogrzeb 100 letniego dziadka Angela, o czym dowiedzieliśmy się 30 minut przed wylotem z Arcife, jej katar drugiego dnia, a mój od soboty. Czy ktoś wie jaką katar jest śmiertelną chorobą przenoszoną drogą płciową dla dużego faceta?

 

Najgorsze, że nie mogę chorować, bo koleżanka zza biurka jest teraz na urlopie. Dziś powiedziałem swojej sekretarce, że nie wykluczone, że firma spocznie na jej barkach. Przyjęła to godnie, ale oczywiście nie da się tak.

 

Życie nawet z katarem jest piękne. Ja nie chcę tu być, wolę być tam. Mam kilka absurdalnych pomysłów, ale wszystkie rozbiają się o herendalnie drogie bilety lotnicze. Biura podróży płacą za czarter na Wyspy Kanaryjskie 1980zł. Jakby nie kombinować to sporo kasy i co z tego, że można tam kupić apartament za 40 tys. euro, a dom z basenem za 80 tys.

 

Czytałem kilka niezłych książek Ivanhoe Scotta, Rodzinę Karnowski - Singera, ale Izaaka i najsłabszą biografię Kifa Richardsa, oczywiście tradycyjnie Absolomie, Absolomie Faulknera, której - przysięgam nie wkładałem do walizki.

Wiecie co to Spanish Triathlon?


Podziel się
oceń
3
1

WASZE OPINIE (10) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

piątek, 21 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  4 643 698