Bloog Wirtualna Polska
Są 1 259 784 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

A CZAS PŁYNIE

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28      

TOM RANDDAL

kontakt:xandar67@wp.pl

O CO CI W OGÓLE CHODZI:

Nie chcę wywoływać bluźnierczych plotek. Ale myślę że Bóg ma niezdrowe poczucie humoru i kiedy umrę spodziewam się ujrzeć jak śmieje się.

Ulubione strony

2007 NOWY JORK

DLA DESPERATÓW:

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

KŁAMSTWO, WIELKIE KŁAMSTWO, STATYSTYKA:

Odwiedziny: 4643762
Wpisy
  • liczba: 1115
  • komentarze: 19320
Bloog istnieje od: 3959 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl

GRAN CANARIA, czyli jak przyjemnie się nudzić!!!

niedziela, 27 lutego 2011 16:09

A o to kilka słów o urlopie. Pewnie bez ładu i składu, bo notatki powstawały przez całe dwa tygodnie i nie chce mi się ich porządkować:

Słonecznie, zielono i kwiatkowo to najważniejsze. Pierwsze wrażenia – umiarkowany zachwyt i tej wersji się trzymajmy. Hotel Barcelo Margarithas koszmarnie daleko od plaży – Playa del Inglese /oficjalna wersja 1.5km/. Dwa budynki 8-9 piętrowe, nasz to jest gorszy, do lepszego chodzimy na obiady, śniadania i różne takie, nasz ma jednak lepiej nasłoneczniony ogród, bo w drugim budynku ogród i baseny znajdują się w takiej studni zasłoniętej dwoma hotelami.


Olbrzymie pokoje, funkcjonalne, osobna sypialnia i bardzo duży balkon – kilkanaście metrów z widokiem na ocean. Mamy też własną kuchnię wyposażoną lodówkę, kuchenkę – przy formule all inclusive to lekka przesada. Nie wiem narazie jak się nazywa miasto…być może San Augustin, a może jednak Maspalomas - okazało się, że Playa del Inglese.

 


Są tu setki hoteli i knajp,  problem jest  taki, że czasami idzie się kilometrami wzdłuż ogrodzenia hotelu żeby gdzieś dojść. Gdy już dojdzie się w pobliże oceanu to dopiero zaczynają się schody i wcale to nie jest przenośnia.  Wszędzie ciągną się wydmy – bardzo wysokie, o szerokość od 2km. Przez wydmy nie można przechodzić, ale ludzie chodzą, tylko że wejść z miasta na plażę, ja widziałem narazie 2.

 

Przechodziliśmy przez wydmę, niesamowite ważenie, twardy piach i kilkudziesięcio /no powyżej 10m/ gory. Widok zapiera dech w piersiach, bo z jednej strony widać ocean, a z drugiej gory.

Temperatura w lutym od 16.5-18C w nocy, a w dzień do 28C w cieniu, a w słońcu ponad 35C, ale gdy pojawiają się chmury robi się jednak chłodno – Furetaventura zdecydowanie cieplejsza i nie ma na niej aż tylu hoteli i ludzi. Cieplej jednak na Gran Canarii i o wiele wcześniej pojawia się słońce.

 

Pamiętam, że po ubiegłorocznych wakacjach włączyło mi się pragnienia osiedlenia się tam na emeryturze, na pewno nie dotyczy to GC. Oddać jednak należy Canarii, że jest ciepło bardzo od 8:30-9:00 do 18:30, a słońce w lutym zachodzi gdzieś koło 19:15.

 

Spod hotelu jeżdżą co chwilę Yojobusy na plażę, ja wsiadłem do pierwszego lepszego co spowodowało, że wylądowałem w Dunas of Maspalomas – koniec świata. Ładniejsze hotele, bardziej eleganckie i markowe sklepy, porządniejsze restauracje, deptak nad oceanem, ale plaża kamienista.


Wędrowałem plażą do naszego hotelu 2,5 godziny. Wzdłuż brzegu spaceruje setki osób, trochę parasoli i grajdołów w których leżą głównie podstarzałe golasy. W jednym miejscu pod 100-150 parasolami znajdowało się zagłębie gejów. Widok cokolowiek wstrząsający, jak panowie w różnym wieku smarują sobie nawzajem tyłeczki… Nie jest to przejaw homofobii, ale dlaczego wchodzą nam tekstylnym w kadr na golasa? A może jednak jestem nietolerancyjny? Myślę, że nie jest to odpowiedni widok dla małych dzieci, młodzieży która chodzi po plaży.


 

Hiszpanie marnie gotują. Natura ich rozpieszcza, pełno owoców, warzyw, ryb, a oni z tego nie bardzo potrafią skorzystać. Dotychczas nic mnie nie rzuciło na kolana, ryby bez smaku, a robione na różne sposoby – smażone, pieczona, z grilla, z orzechami i rodzynkami, w panierce lub bez, a wszystkie mają tę samą cechę – brak smaku.

Mięso za to bez względu na rodzaj jest twarde i łykowate, słodyczy nie jem, warzywa i melony są pyszne.


Na wakacje przyjechała z nami waga elektorniczna, tak na wszelki wypadek, dość trudno skomponować posiłek jak wszystkiego jest dużo. Staram się jeść warzywa w dużych ilościach oraz kawałek mięsa na obiad i kolację, a rano owoce i płatki. Niestety tendencja z ostatniego miesiąca, czyli – 8kg nie utrzymuje się, a co gorsze nawet jest odrobinę gorzej /5 dzień/.Wagę udało się utrzymać, czyli - 14kg jest nadal.


Myślę, że przyczyną jest alkohol, nie duże ilości, bo to już nie te lata i rozum większy, ale kieliszek lub dwa cavy wieczorem, trochę rumu, jakiś irish cream a jednak to też musi zniknąć z mojego jadłospisu.

Nuda przeokropna, w następnym tygodniu pojeździmy po wyspie, w tym jedynie drobne zakupy. Okulary, trochę kosmetyków, bo pełno tu sklepów tych branży i ceny bardzo zachęcające. Chociaż wydaje mi się, że drożej niż na Fuerte.


 

Ludzie… jedyna rozrywka, oprócz książek i słuchania muzyki to ich obserwowanie. Koszmarnie brzydkie Niemki, ubrane tak że oczy bolą, fryzury z gatunku krótko z przodu, długo z tyłu, kozaki latem. Polki wyglądają lepiej, ale za to jak ich posłuchać, to uszy więdną. Ciągłe narzekanie, wszystko złe, niedobre, obrzydliwe oraz historie różnych chorób. My to jesteśmy specyficzni.

 

Minęło kilka dni…

 

Objeździliśmy wyspę, samochody dość tanie w wypożyczlaniach, ale my oczywiście na wyjazd zdecydowaliśmy się po śniadaniu. Ciężko było coś znaleźć za rozsądną cenę. W najbliższej wypożyczlani – najtańszej samochody od 24 euro/doba, ale na kilka dni rezerwacje. Znaleźliśmy w końcu renówkę za 40 euro+depozyt 50 /w Portugalii płaciłem 600 euro depozytu/. Dwuletni samochód, fajnie się prowadził  w górach prawie 2 tys. metrów wysokości.

 


Wysoko, strome podjazdy, wąskie drogi, ale widoki rewelacyjne. Nie udało się nam znaleźć doliny 1000 palm, ale i tak było rewelacyjnie. Raz nie zmieściłem się do końca w zakręt i musiałem użyć hamulcaJ, ale droga przebiegła spokojnie. Magiczne chwile gdy wjeżdżaliśmy ponad chmury, gdy nagle chmury pojawiały się na jezdni, a potem pod kołami.

 


Najwredniej jeździło się po stolicy Las Palmas. Nie mogliśmy znaleźć centrum – starówki. Kilka razy przejeżdżaliśmy przez miasto i lądowaliśmy na wylotowych autostradach. Żadnych oznaczeń, generalnie dwa razy na wyspie widziałem znaki z podanymi odległościami!!!

 

Najpierw w Las Palmas zacumowaliśmy w porcie, w dużym centrum handlowym, ale tam nie mieli planu miasta, a zakupy też raczej nieudane.


W końcu wyjeżdżając znaleźliśmy starówkę Vegeta, museum Kolumba, stare kamieniczki, katedra, kilka knajp i sklepów ładnie, pusto, cicho. Parkowaliśmy w płatnym podziemnym parkingu, dziwny cennik, trochę baliśmy się, że jak wrócimy, to będzie trzeba zapłacić ze 100 euro.


 

Samochodem zmierzyliśmy też odległości w mieście – do plaży 2200m, do latarni morskiej, czyli bardziej ekskluzywnej części miasta 6500m.

Objechaliśmy pobliskie miejscowości – marne, małe, kamieniste plaże, chociaż może same miejscowości, choćby takie Puerto Rico ładniejsze.


 

Nie  nawiązaliśmy żadnych kontaktów, kilka rozmów z ludźmi. Tu jednak włącza się jakaś blokada, nie lubię się uzależniać od innych.

Wczoraj wędrując plażą – w sumie 12km – w połowie drogi zrobiliśmy sobie postój. Wyjąłem na wydmie z torby, portugalskiego Mateusa, kiełbasę chorizo, dwa kieliszki które nabyliśmy po drodze, korkociąg, który też musieliśmy kupić, bo własny został w hotelu. Z kamieni zrobiliśmy podręczny stolik. Odkorkowałem wino i posiedzieliśmy z półtorej godziny gapiąc się na ocean, pobliskie golasy. Generalnie wzbudzilismy sporą zazdrość, szczególnie kieliszkami. Takie chwile odkładają się na długo w pamięci, zostają w przeciwieństwie do opalenizny do następnych wyjazdów. Dużo nagromadziliśmy takich wspomnień z Polski też, nie muszą być palmy aby było inaczej…


 

Ciągle nie mogę przyzwyczaić się, że nie ma Młodej, że uczy się do matury w zimnej Polsce. My tęsknimy, ona też – chyba odrobinę żałuje, że nie przyjechała. Chociaż ona to wmawia sobie, że my wolimy tę rocznicę ślubu, która za kilka dni spędzić sami. Głupota jedna. Ale dzielnie walczy ze śniegiem, z lektorem który prowadzi zajęcia, gotuje dobre rzeczy i mam nadzieję, że z Sonią nie opróżnią wina z piwniczki.


Pewnie przez te wspólne wyjazdy będą następowały rzadziej, ale mam nadzieję, że jednak będą. Z podziwem patrzyłem na niemieckich rodziców, gdzie 18-19 para była z nimi i najwyraźniej mieli osobny apartament. Zastanawiałem się czy też bym tak mógł i chociaż Angel nie wierzy, to tak.

W basenie /naszym/ chmary maluchów w kółkach, swojego już tam nie widzę, może wnuczkę…ale jeszcze trochę, jeszcze nie teraz.

 

Można żyć bez netu, tv, prasy, pracy. Wszystko wymazane gumką myszką, tylko sporadycznie telefon dzwoni, ale on też leży w hotelu, nie noszę go ze sobą, a gdyby Młoda była tu wyłączyłbym go na amen.

Sporo książek przyleciało – każdy swoje wziął. Ja a począku miałem blokadę, ale potem przeczytałem Narodziny dnia Colette, Miriam – Trumana Capote, Pracowników morza Hugo, Ojczenaszka oraz rewelacyjną książkę Richarda Buchamna Tak daleko do nieba, lekturę zakończyłem Czerwone i czarnym. 

 

Najwięcej mam muzyki. Odrobinę przekonałem się do wersji elektronicznych utworów. Wgrałem 1.5 tys utworów, ale najbardziej lubię mieć w ręku płytę, no może być cd, ale vinyl jest magiczny.


 

Jak tu właściwe jest? Słonecznie, od 9 do 17:30 dziś leżeliśmy na plaży basenowej, zjechaliśmy też z filtrem do Nr 6. Na pewno dużo tańsze są kosmetyki – kremy, perfumy, ale za filter zapłaciłem 20 euro, a to chyba sporo. Tanie są alkohole, ale nam wystarczają właściwie hotelowe, ponadto wyjątkowo nie przewiduję przywiezienia do domu żadnych tutejszych trunków, np. Taki rum miele ich lokalny produkt jest okropny.

Dla jednego zboczeńca przywiozę trochę cygar, niech ma, jest ich tu dużo i są tanie. Podejrzanie tanie są niektóre markowe alkohole, nawet w 2 l butelkach… Ja miałem w planie okulary Ray B. i stałem się ich zadowolonym posiadaczem. Młoda stanie się właścicielką między innymi torebki Juicy Cuture…

 

Szybko minęło, trochę powłóczyliśmy się jeszcze po knajpkach, strzaskałem się na brąz. Minęło 14 dni. Jak przenieść się w ciepłe miejsce na zawsze? nie mam pomysłu jeszcze...



Podziel się
oceń
0
0

WASZE OPINIE (12) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

SKĄD WYSKOCZY KUBICA?

czwartek, 10 lutego 2011 20:07

Kubica połknął Egip i Smoleńsk oraz wpadki rządu. Ostatni news o tym, że Jarosław Kaczyński jako jego fan wysłał mu życzenia szybkiego powrotu do zdrowia powalił mnie na łopatki. Ja mam dość - pakuję walizkę i uciekam z tego domu wariatów.

 

Życzę Kubicy powrotu do zdrowia, powrotu do F1 i tamże sukcesów, ale dość mam już informacji o tym, gdzie leży, jak długo leżeć będzie, ile przejdzie operacji, kto go odwiedził, co napisał ktoś na facebooku, a co na jakimiś samochodzie. Wszędzie Kubica, ale kto to jest tak naprawdę, co osiągnął jako sportowiec? Czy gdyby wypadek dotknął Massę, Alonzo, Schumachera to zachowując proporcję ich dokonań i popularności, co powinno stać się w ich krajach? Dzieci nie powinny iść do szkoły, samoloty powinny przestać latać?

 

Mamy wielki "dar" do wmawiania sobie, że jesteśmy pępkiem świata, że niezwykle liczymy się wszędzie - takim leczeniem kompleksów jest Robert Kubica, który doszedł do wszystkiego sam - bez związków atomoblizmu, działaczy, klubów sportowych, tylko dzięki rodzicom, ciężkiej pracy i umiejętnościom oraz masie szczęścia. Jego dokonania w F1 są nad wyraz  skromne, jedno pierwsze miejsce, kilka razy na podium, co to jest w 61 historii F1? Niewiele, jest oczywiście pierwszym Polakiem w tym cyrku, ale jakie to ma znaczenie?

 

Nie zdobył tytułu i szanse są na to co raz mniejsze. Jego były szef z BMW zadał pytanie, jaki sens ma wprowadzanie udosonaleń bezpieczeństwa w bolidach, skoro kierowca wsiada do auta rajdowego i rozbija się. Niweczy tym samym pracę olbrzymiego zespołu, dziesiątek, a może setek milionów euro, które zostały wpompowane w zespół.

 

Bajki o benzynie w krwii i konieczności podbijania adrenaliny odłóżmy na bok. To brak profesjonalizmu zarówno ze strony szefowsta zespołu, jak samego kierowcy. Brak wyobraźni. Dlatego też choćby BMW Sauber wprowadzał ograniczenia dla swoich kierowców i tam Kubica nie mógł jeździć w wyścigach.

 

Weźmy pod uwagę jeszcze jedną kwestię - Kubica pojechał w wyścigu amatorskim, którego nie było i nie ma w rozkładzie wyścigów, dlatego też wyścig nie był odpowiednio przygotowany, dlatego nie było straży pożarnej. Zabrakło rozwagi, Opatrzność przestała czuwać.

 

Powrotu do zdrowia życzę i zdrowego rozsądku. Mnie przypomina się historia piłkarza Marka Saganowskiego, który miał świat u stóp, a potem przekreślił wszystko wypadek na motocyklu. Saganowski zrobił jeszcze karierę po wypadku, ale jak potoczyłoby się to wszystko gdyby był zdrowy. Może po powrocie do zdrowia Kubicy może zabraknie zdrowia na zostanie mistrzem świata f1...

 

A może ja to tylko czarno widzę?


Podziel się
oceń
0
0

WASZE OPINIE (16) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

KOCIOŁ I GARNEK

wtorek, 08 lutego 2011 17:54

Od kilku dni trwa odbijanie piłeczki pomiędzy Marylą Rodowicz, a Zbyszkiem Hołdysem - kto kogo wyrzucił, dlaczego, kto pił, a kto nie. Wydaje się, że doświadczone i z dorobkiem gwiazdy boją się pogrążenia w cieniu, brakuje im blasku fleszów i szeptów za plecami na których malują sobie plakatówkami czaszki w koronie. Dla mnie przyganiał kocioł garnkowi, a dla was?

 

Rodowicz powiedziała, że wyrzuciła Hołdysa, który na początku swojej kariery pogrywał na gitarze w jej zespole. Hołdys odpowiedział, że Maryla jest stara i pomieszało się jej w głowie.

 

Rodowicz rocznik 1945, niekwestionowana gwiazda polskiej estrady, kochana przez pokolenia, nie kochana przez piszącego. Najbardziej znany jej szlagwort ... białe koszule na sznurze szły... - to żart taki. Jej przeboje tworzyli najwięksi - Osiecka, Gaertner, Kofta. Występowała z Niemenem, Grechutą, Stańko i z ... Dodą. Z roku na rok młodsza i w nowszym porche. Ja nie lubię tego rodzaju muzyki, jest dla mnie dość biesiadna, ludyczna. Ale szacunek należy się wielki, bo takiej gwiazdy długo nie dochowamy się. Czy wyrzuciła Hołdysa? Być może, ale alkohol pili, piją i pić będą wszyscy artyści - muzycy, aktorzy, malarze. Trzeba w jakiś sposób odreagować stresy, coś zrobić z czasem poza domem.

 

Hołdys - 6 lat młodszy od Rodowicz, skończy w tym roku 60 lat, więc spokojnie mógłby darować sobie wycieczki w kwestii jej wieku. Taki młodzieniaszek, to Pan, Panie Zbyszku już nie jest. Gdy pracował u Rodowicz miał 16 lat - to ile - pytam się, ile mógł wypić? Przemilczę początek jego kariery, ale potem był Perfekt, Iching, MWNH, Świnie, Hołdys - solo, Kosmos.

 

To guru naszej muzyki rokowej, chociaż ten Perfekt to rock and roll, lajcik taki,dorabiają sobie chlopcy historie przeróżne, pamiętajmy, że tak jak Maanam, Lady Pank to oni nie byli żadną opozycją. Byli grani w radio i tv, wydawali płyty. Zdecydowanie bliżej mi do jego twóczości jednak, ale rock, punk to moja młodość i nie dam sobie oczu mydlić facetowi z kolorową brodą i w kapeluszu.

 

Może jego teksty zdeterminowała chęć ogrzania się w świetle Rodowicz? a może i nie, bo w końcu pełno go w telewizji, gdzie występuje jako sumienie Narodu, pitbul Platformy. Ostatnio wystąpił na dwóch koncertach w Stodole, które sprzedały się, ale wielkiej muzyki nie było. Dzieciaki kupują wszystko, więc trudno żeby jurrora kolejnej produkcji telewizyjnej nie zobaczyć, a do tego ta dziwna sytuacja z Perfektem, której oni zupełnie nie rozumieją.

 

A wódeczka? Że Hołdys nie pił? No pił przecież i to tak na poważnie - w muzyce też pełno odnośników - Pepe wróć, Biała mysz, Autobiografia.

Tak wyglądają wojny gwiezdne z pewnego dystansu - chciałby się rzec, jakie gwiazdy, takie wojny, ale to i tak lepiej niż wojna Dody z Feelem, prawda?


Podziel się
oceń
0
0

WASZE OPINIE (70) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

ORBITOWANIE BEZ CUKRU

czwartek, 03 lutego 2011 13:39

Dopadło mnie jakieś wredne choróbsko - coś jakby alergia na pył, albo klej do płytek. Spałem 36 godzin. Koszmarny sen, pełen jakiś upiorów i lęków. Czułem, że pomogłby mi wapno musujące, ale nie miałem siły wyartykułować z siebie prośby do okolicznej ludzkości. Po pewnym czasie wapno faktycznie przyniosło ulgę, zacząłem oddychać - dziwny, głupi nawyk jakiś. Katar bez kataru, kaszel bez kaszlu.

 

Ulgę dziś przyniósł mi sok z grapefruita. Patrzę przez okno na padający śnieg i poszedłbym pobiegać do lasu, tam pewnie nie czai się nigdzie wredny kurz.

 

Za tydzień wakacje, tym razem Gran Canaria + buty do biegania i sprzęt na siłownię. Odbiję to co rok temu przywiozłem z Fuerteventury. Na froncie odchudzania jest całkiem pozytywnie - przez 3 tygodnie 6 kg. Bez żadnych wyrzeczeń, głodzenia - siłą woli i wysiłkiem fizycznym.

 

Przespałem drugie podium Stocha, właściwie nawet nie wiedziałem, że była środa. Zawaliłem też termin złożenia artykułu, nie lubię nawalać, ale będą musieli żyć beze mnie. Nie mam siły pisać, chyba pójdę spać...


Podziel się
oceń
0
0

WASZE OPINIE (10) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

piątek, 21 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  4 643 762