Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 798 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

A CZAS PŁYNIE

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

TOM RANDDAL

kontakt:xandar67@wp.pl

O CO CI W OGÓLE CHODZI:

Nie chcę wywoływać bluźnierczych plotek. Ale myślę że Bóg ma niezdrowe poczucie humoru i kiedy umrę spodziewam się ujrzeć jak śmieje się.

Ulubione strony

2007 NOWY JORK

DLA DESPERATÓW:

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

KŁAMSTWO, WIELKIE KŁAMSTWO, STATYSTYKA:

Odwiedziny: 4701870
Wpisy
  • liczba: 1115
  • komentarze: 19337
Bloog istnieje od: 4048 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Pytamy.pl

#2013

poniedziałek, 31 grudnia 2012 20:26

Bez podsumowań, bez planów. Koniec roku za kilka chwil. Na wszelki wypadek skrzynka Cavy mrozi się w lodówce i dwie butelki whisky. Impreza w knajpie 100 metrów od domu. Zupełnie nieznani ludzie, którzy może będą równie zabawni jak @premiertusk dziś w rozmowie na Twitterze.

 

To był dobry rock, a następny przy odrobinie wysiłku może być lepszy. Bez żadnego sentymentalnego przynudzania - bawcie się dobrze. Oby nam się blogowało dobrze w 2013.


Podziel się
oceń
10
8
Tagi: #2013

WASZE OPINIE (12) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

daleka droga do świąt

poniedziałek, 24 grudnia 2012 9:55

 

Uwielbiam Boże Narodzenie. Chociaż właściwie powinienem napisać uwielbiam Święta, albo jeszcze bardziej radykalnie te dwa dni wolne od pracy, które umieścił ktoś w kalendarzu pod koniec grudnia. U mnie z tym katolickim wymiarem świąt jest pewien problem, jak wie większość z osób, które zaglądały tu w ciągu ostatnich 6 lat, moja wiara pozostawia wiele do życzenia.

Sama geneza nazwy bloga mówi prawie wszystko, chociaż Depeche Mode w jakiegoś Boga jednak wierzy.

Szesnastolatka, na którą czekało całe życie
Podcięła sobie żyły, gdyż miała dość
Jednak uratowano ją
Dzięki Bogu za odrobinę miłosierdzia
Walcząc ze łzami, jej matka czyta pozostawiony list
Oczyma wyobraźni widzi już szesnaście świec
Bierze winę na siebie, zawsze tak jest
Klęka i modli się

Osiemnastolatka zapałała miłością do świata
Znalazła nowe życie w Jezusie
Potrącona przez samochód
Skończyła na reanimacji
Gdy umierała tego letniego dnia
Śpiew ptaków rozbrzmiewał pod słonecznym niebem
A potem spadł deszcz
I jeszcze jedna łza
Spłynęła z oka jej matki

Nie zamierzam wywoływać bluźnierczych plotek
Uważam jednak, że Bóg ma niezdrowe poczucie humoru
A kiedy umrę, na pewno będzie się śmiał

 

 

 

 

Jednak święta sprawiają, że bardzo bym chciał, żeby było coś dalej, więcej, potem. Wczoraj słuchając w trakcie sprzątania co wygadują goście Piotra Najsztuba w TV, to nawet we mnie obudził się obrońca wiary. Myślą przewodnią było stwierdzenie, że Boże Narodzenie to właściwie święto pogańskie, które znajduje swoje źródło w wierzeniach praprzodków ganiających diniozaury po jurze karkowsko-częstochowskiej.

W całej otoczce świąt nie lubię składania życzeń. Najbardziej żenujące jest znalezienie się w grupie osób, które znamy słabo, albo wcale i trzeba wyklepać te banały: zdrowia, szczęścia, spełniania marzeń i braku inwazji kosmitów. Być może moja dolegliwość jest zaraźliwa i tylko ja tak mam. Ale naprawdę tego nie lubię.

Nienawidzę również życzeń wysyłanych sms. Sam nie wysyłam tego ścierwa, jeśli chcę komuś złożyć życzenia to dzwonię i rozmawiam z delikwentem. Ale żadnych internetowych wierszyków i 100 rozesłanych wiadomości według książki adresowej. Z sympatią przyjmuję życzenia w postaci kart pocztowych, pod warunkiem, że nie są one od instytucji rządowych, bądź samorządowych. To jest dla mnie marnowanie środków na które wszyscy składamy się. Nie bardzo rozumiem po jaką cholerę życzenia składa mi prezes miejskich wodociągów, na konto których moja firma wpłaca rocznie 400 tysięcy złotych, a prywatnie z domowego budżetu płacimy pewnie 6 tysięcy. Być może źle rozumiem oszczędność środków publicznych, ale moja firma nie wysyła tony życzeń.

Inaczej wygląda sprawa w kwestii życzeń przesyłanych przez Internet. Te toleruję, pod warunkiem, że nie wyświetla mi się lista adresowa 500 osób. Można kliknąć do kogoś w realnym czasie na FB, czy Twitterze i przekazać kilka słów od siebie. Jednak najważniejsze są spotkania twarzą w twarz. Albo przynajmniej telefonicznie. Naprawdę można zaleźć 5 minut, aby porozmawiać z tymi których lubimy! Nawet jeśli zadzwonimy do osobnika o 0:19 w Wigilię i ten przekręca się na drugi bok i wyrywamy go z głębokiego snu. Trudno, wstajemy i lepimy pierogi, wydłubujemy ości z karpia, śpiewamy kolędy, albo przynajmniej przebój Wham!

Uwielbiam święta za zapach choinki, błysk światełek, dekoracje świąteczne w domu. Lubię to przedświąteczne krzątanie. Zakupy. Zapach pieczonego mięsa, pasztetów, klopsów, ciast.  Pomarańcze i powtykane w nie goździki. Kulinarnie jestem raczej leszczem, niż karpiem świątecznym. Bo moje menu będzie raczej niewyszukane i bez fajerwerków. Pieczony schab, wykorzystany częściowo do schabu po warszawsku, trochę według www.okiemjadwigi.pl, ale trochę według mnie ?nadzienie z smażonych pieczarek, pora, jajka na twardo i odrobiny majonezu/

pieczony boczek, klops z indyka oraz pasztet. Pasztet który powstaje według starej receptury z rodziny mojej żony. Gotowane  około 0.5 kg wołowego, kurczaka, szynki wieprzowej, po 0,3 wątróbki wieprzowej i podgardla. Potem do dwukrotnie przemielonego ostudzonego mięsa dodajemy 2-3 jajka, 4 kajzerki wysuszone i namoczone w wywarze z gotowanego mięsa, pieprz, sól, gałka muszkatołowa niewielkich ilościach, dwie nieduże cebule, które gotowały się z mięsem. Do gotującego się mięsa dodaję listek laurowy, ziele angielskie i pieprz w ziarenkach. Blaszkę smaruję masłem, wysypuję bułką tartą, na wierzchu włożonego do pieczenia mięsa sypię również bułkę tartą i dokładamy dwa plasterki masła. Aby pasztet był kremowy osobno dodajemy żółt i białko. Z tą różnicą, że żółtka na początku mieszania, a białko ubite na sztywno na sam koniec i po jego dodaniu mięso jeno gładzimy delikatnie.

Będzie ryba po grecku, śledzie w oleju, pewnie coś w galarecie, jakiś łosoś być może w cieście francuskim, pierogi, barszcz czerwony z kołdunami z baraniny, kapusta z grzybami i bigos, jakieś sałatki. Chrzan, ćwikła, żurawina. Do tego wina białe i czerwone, nalewka z pigwowca, cava.

Lubię Wigilię późnym wieczorem, gdy po rodzinnej kolacji wracamy do domu i rozpakowujemy prezenty. Gdzieś z boku stoją kieliszki z cavą, jakieś świąteczne ciasto. Gra świąteczna muzyka, z tym że raczej z rodzaju Słuchaj jazzu, mały Jezu, niże kolędy wykonywane przez kogokolwiek.

Cudowne są też spotkania z przyjaciółmi i znajomymi. Od zawsze w drugi dzień świąt spotyka się w naszym domu grupa ludzi, siedzimy gadając, obżerając się i słuchając muzyki. Ten rok jest szczególny, bo będzie u nas dwójka naszych najserdeczniejszych przyjaciół z dziećmi, z tym że są to ich pierwsze święta spędzane osobno, tuż przed rozwodem. Tym bardziej cieszę się, że uda się ich ściągnąć do nas i być może nie wyląduje nikt pod stołem z nożem do krojenia indyka.

Pewnie znajdę wczesnym rankiem po 1.5 godziny żeby pobiegać po lesie. A tak poza tym lenistwo. Jakiś serial świąteczny np. 3 sezon The Walking Dead, książki, muzyka, gadanie, picie wina, spacer po warszawskiej starówce. Jak można nie lubić takich chwil?

 

Ten wpis tkwił w komputerze od 3 dni. Bo nie jest taki jaki być powinien. Kilka tygodni temu powiedziałem wszem i wobec, że blog już nie będzie taki szmirowaty jak kiedyś, tylko bardziej kolorowy i osobisty. Brakowało mi w tym tekście tego, co siedzi gdzieś daleko z tyłu głowy. Czegoś co staram wyprzeć z pamięci. Udać przed samym sobą, że to nie prawda, że to nigdy nie miało miejsca.

Moja droga do świąt, w obecnym od prawie ćwierć wieku wymiaru była długa i trudna. Nie wszystkie święta lubię wspominać. Było trochę takich, które wymazałem odbywając sam ze sobą długie rozmowy na psychoanalitycznej kanapce. To nawet nie ćwierć wieku, bo jeszcze później demony przeszłości zabłądziły do mojego życia.

To co złe często nie zależy od nas. Tak było i w moim przypadku. Święta w moim dziecinnym wydaniu, to zawsze była ruletka. Albo przyjdzie ojciec trzeźwy, albo pijany. Będzie przy stole, a może nie będzie w stanie usiąść. Zwykle dawał radę, ale to nie jego brak był najgorszy, tylko lęk przed awanturami, krzykiem. Nie lubiłem tych świąt. Szybko nauczyłem się spędzać je z kumplami. Potem była jeszcze jedna przeklęta Wigilia, po której nie rozmawiałem z rodzicami przez 5-6 lat. Przyjechaliśmy do nich na święta, jednak nie udało się nam wejść do domu. Wygrał alkohol. Czasami mam wyrzuty, że to być może moją winą jest, że Młoda ma tylko jednych dziadków.

Długą drogę przeszedłem dotego miejsca w którym obecnie jestem, dlatego też bawmy się i radujmy sobą, tak jakby jutra miało nie być.

 

wasz Tom Randdal

Drogą blogową: Jadziu, Barnabo, Kuzynko Netko, Madzialeno, Mazureczka, Margo, Helen, Tomek, Łukasz, Kolorowa Szmira wszystkiego najlepszego, kliknę enter bo będę musiał skasować wpis.

 


Podziel się
oceń
9
4

WASZE OPINIE (13) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

Prawie Czarna Helen pyta

wtorek, 11 grudnia 2012 21:32

Kilka miesięcy temu na Blog Forum w Gdańsku poznałem blogową Helen, dzięki Łukaszowi, trochę dzięki ekipie z wp.pl, która coś tam miłego o mnie ponoć powiedziała. Gdybym wiedział, że Helen jest szpiegiem i do tego bez zdjęć z gołą klatą i walizką mamony, to zepchnąłbym ją ze schodów na imprezie integracyjnej. Byłoby na Smolika, albo Kominka - że zgładził konkurencję, która też wydaje książki. Nie wykazałem się refleksem i teraz muszę cierpieć. Helen wywołała mnie do jakiegoś łańcuszka /NIENAWIDZĘ/, na dodatek mam wrażenie, że to ona jest autorem. Ale z uwagi na zbliżający się koniec świata ogłaszam dla łańcuszkowców amnestię. Dobra, odpowiem, ale najpierw Artur Andrus:

Chociaż już dawno skończone żniwa
Choć odleciały żurawie,
Czarna Helena nadal przebywa
Na Myśliwieckiej w Warszawie.
Hoduje sobie kwiatki w pokoju,
Interesuje się dżinsem,
I nagle... Bach! Na liście przebojów

Wygrywa z Philem Collinsem.
Sukces nie zepsuł jej ani deczko
I nie zmieniła się ona,
Nadal brutalnie, twardom piąsteczkom,
Trzyma jednego Barona.
I wielka sława też jej nie kusi,
Choć świat się o niej dowiedział,
Bo wie, że przecież pilnować musi
Transcendentnego Niedźwiedzia".

 

1. Czy czujesz czasem przymus związany z blogowaniem?

Ty pytasz się na serio? Ja generalnie źle znoszę wszelkie przymusowe rzeczy. Na szczęście życie układa się tak, że tego przymusu niewiele jest wokół mnie. Do blogowania zmusiła mnie Margo z którą od paru lat z niewiadomej przyczyny nienawidzimy sie siarczyście. Piszę bo lubię - to niezłe hasło reklamowe, prawie takie jak Ryśka z Klanu. Sorry, ale powinno być piszę bo kurwa lubię. Widzieliście to o czym mówię? Jak będzie mi się chciało to wrzucę linka.


 
2. Szczera przyjaźń w internecie... Ja mam od 25 lat jednego przyjaciela. To słowo jest wyświechtane jak stara marynarka na łokciach - długo myślałem, co może być wyświechtane. Nie wykluczam, kilka osób poznałem, z kilkoma wymieniam maile, z kilkoma piłem wino, jeździłem na rowerze, dostawałem prezenty. W jednym przypadku to oscyluje w okolicach przyjaźni, ale jak pisałem na początku...

 
3. Czy lubisz polskie kino? Helen ale które? Kino dzieli się na dobre lub złe. Polskie w dużej części jest złe. Nie cierpię produkcji typu bajdy Wajdy i pokłony do ziemi z uwagi na zasługi. Bolą mnie od tego lukru zęby, tak jak od oglądania Jolanty Kwaśniewskiej u Lisa redaktora. Baza ludzi umarłych, Nóż w wodzie, Edi, niektóre filmy Koterskiego, Pamiętnik znaleziony w Saragossie, niektóre filmy Lubaszenki, Sala samobójców, filmy Smarzowskiego. Nie lubię modnych komedii i seriali polskich.

 
4. Święta - radosne wydarzenie czy coroczna tortura? Ja nie uznaję przymusu /było o tym/ robię to co lubię i z tymi których kocham, albo przynajmniej lubię. Uwielbiam. Ten rok będzie szczególny bo będzie  u nas trochę znajomych /cienka linia dzieli od przyjaźni tych ludzi/. Kocham dawać prezenty. Jestem w tym mistrzem świata.

 
5. Prezent - wybierasz sam(a) czy wolisz niespodziankę, nawet jeśli będzie nietrafiona?

Ale tu jest błąd semantyczny. 


6. Idealne wakacje - wygodny czysty hotel czy namiot i ognisko?

Nie będę ściemniał, bo wypada. Nie mam obrzydzenia na 5 gwiazdek. Przez kilkanaście lat nie jeździłem na porządne wakacje bo nie miałem kasy. Teraz jeżdżę. Często. Hotele bywają różne. Pamiętam taki jeden w Maroku Royal Atlas, który był zbyt doskonały, to przez pierwsze dni przeszkadzało mi. Spałem w różnych miejscach, w różnych warunkach. Nawet na plaży na piachu, przy ognisku, w hotelach bez gwiazdek. Ale to mam za sobą.


7. Weekend - kino i kawa z przyjaciółmi, czy grzebanie w ziemi i rąbanie drzewa na działce? 

W większość weekendów pracuję. Grzebię w ziemi, tak aby było ładnie wokół domu. Robię to nieźle, ale raczej na koniec dnia powinna być jakaś nagroda. Kawy nie piję. Nie lubię chodzić z ludźmi do kina. Rozpraszają mnie. Kino to dla mnie przeżycie intymne.



8. Dla "urodzonych morderców" - kara śmierci czy szpital psychiatryczny?

Uwielbiam Woody Harrelsona i Juliette Lewis - genialny był w 7 Psychopatach, czy jak wolał Hołdys w 8. Jak mógłbym ich zabić. Tu znowu jest błąd Helen. Bo każdy kto zabija jest mordercą, czyli ten co naciska guzik powinien zasiąść również na krześle w następnej kolejce. Ludzkości by zabrakło. Ale są ludzie którzy powinni zostać odosobnieni, a tak na serio na pewno są tacy którzy nie powinni żyć.


9. Czy należy karać kobiety w ciąży używające papierosów i alkoholu?

Nie zawuważyliście, że często idioci rodzą idiotów? Nie wszyscy muszą być mądrzy. Co do alkoholu to różne jest podejście na świecie i gdzie niegdzie nie jest to nic złego. Oczywiście proporcje ważne są. Ja wierzę w ludzi. Taką szkołę wczesną młodością odebrałem od Stachury. Ludzie mają sumienie. Heleno są gorsze rzeczy w ciąży od tego co wymieniłaś. A kobieta zgwałcona, której nie chcą usunąć ciąży może zajarać i napić się?

 
10. Akcje humanitarne w Afryce - więcej zła czy pożytku?

Trzeba pomagać. Nawet jak za milion dolarów dostanie ktoś butelkę wody. Świat jest okropny i niesprawiedliwy, ale ja nie będę go naprawiał. Są ludzie którzy mają do tego powołanie. Oni nazywają się Tusk, Kaczyński, Obama, Putin.

 
11. Czy Sylwester ma dla ciebie znaczenie?

Żadnego. Mogę iść spać o 20:30. No dobra nigdy tak nie chodzę spać. Ale nie muszę gdzieś wyjść. Ja często dość wychodzę i nie muszę mieć do tego gwizdka. Czy pisałem, że nie lubię czuć przymusu?


12. Coś było o gotowaniu.

Uwielbiam ludzi karmić. Codziennie. Dla mnie wejście do kuchni to święto i specjalne wydarzenie. Serio. To magia. Przecież dlatego nazywam się Tom Randdal.


Podziel się
oceń
9
8

WASZE OPINIE (28) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

Wieczne odchudzanie racz nam dać panie

wtorek, 04 grudnia 2012 20:47

 

Gdyby ktoś powiedział mi 25 lat temu, że będę kiedyś odchudzał się, to popukał bym go w czoło. Byłem generalnie przykładem typowego patyczaka. Urosłem wcześnie, zawsze byłem najwyższy i bardzo niekomfortowo czuję się, gdy ktoś ma więcej niż te moje 191 cm, ale masa mięśniowa, a tym bardziej tłuszczowa, to były nieznane i całkowicie abstrakcyjne dla mnie terminy.


Kiedy to zmieniło się? Nie pamiętam. Apogeum nastąpiło 10 lat temu i trochę potrwało, od tamtej pory ciągle coś ze sobą próbuję zrobić. Nie lubię nie jeść, prawie tak samo jak nie lubię nie pić. Ale z poświęcenia dla idealnej, wymarzonej sylwetki mogę zrobić dużo. Nie zawsze są to działania mądre, ale to zupełnie inna sprawa.

Kiedyś przez rok jadłem granulowany serek wiejski ze szczypiorkiem i rzodkiewką. Jak szybko schudłem, tak szybko wróciłem do wagi. Od tamtego czasu nie patrzę nigdy na ten wycinek półki z nabiałem, gdzie TO może znajdować się. Być może wielę tracę, bo jego smak uległ niepowtarzalnej metamorfozie, ale do ust go już nigdy nie wezmę.


 

Teraz od paru lat jem głównie płatki zbożowe, takie które stoją na najniższych półkach w eleganckich sklepach. Owies, żyto i coś jeszcze. Do tego dorzucam łuskanego słonecznika, orzechy, rodzynki i płatki migdałów. Niepostrzeżenie stałem się jednym z bardziej znaczących w moim rejonie producentów musli. Jednak i w tym szaleństwie nastąpiła chwila opamiętania i przez ostatnie dwa miesiące nieco bardziej oszczędnie racjonuje sobie porcję płatków.


 

Do tej drakońskiej diety doszedł jeszcze wysiłek fizyczny. Pierwszą jego fazą jest to, że do domu naszego z jakiegoś niezrozumiałego względu wchodzi się na piętro. Jest wejście na parter, ale nikt z domowników z niego nie korzysta. Za punkt honoru wziąłem sobie również kwestię automatu do bramy. Jestem, mam wrażenie, ostatnią osobą w 20 tysięcznym mieście, która nie ma bramy automatycznie otwieranej. Nie wiem, czy wkrótce sąsiedzi nie złożą się i nie zamontują nam takiego urządzenia bez naszej wiedzy, bo chyba przez nas willowa dzielnica schodzi na psy. Ale codziennie przechodzę przynajmniej 2 razy te 30 metrów podjazdu i wszystko dla zdrowia.

 

 

A zupełnie na serio, nie wyobrażam sobie życia bez roweru i kijków do nordica. Oczywiście nie łącznie, bo to wyobrażam sobie doskonale. Rowerem jeździłem w sezonie 50 km dziennie, nordicuję nieco mniej. Nie mierzę tego co nordicuję, bo wmawiam sobie, że jest tego sporo. Jest pewnie z 8 km, ale ja twierdzę, że tych kilometrów jest 10. To brzmi zdecydowanie lepiej.

Listopad i grudzień, bez śniegu dla nordicowców jest najgorszy, bo nawet jeśli uda się wyjść o przyzwoitej godzinie z pracy, to końcówka tych 10 km to jest środek ciemnej nocy. Przeszedłem tę trasę jakieś 1400 razy, więc z każdym drzewem jestem na ty i jakoś trafiam do domu. Nie noszę latarki czołowej, bo boję się, że światło może zwabić do mnie jakieś groźne zwierzęta. Wszędzie przecież pałętają się jakieś pumy, wilki i łosie. Wczoraj – mam na to świadka, własnego, niezależnego i w stanie niewskazującym, przeleciały nas dwie sarny. Duże z białymi tyłkami.


No właśnie, ale dlaczego te cierpienia? No po to żeby seksownie wyglądać na plaży, a na to zostało mi 7 tygodni. Pewnie nie uda się i zamiast kaloryfera będzie jednak boljer, ale próbuję za żarcie, walczyć z żarciem. Niedawno współorganizowałem występ Ani Mru Mru i Marcin Wójcik mówił, że najważniejsze, to nie ustawiać się profilem do nowopoznanej osoby. Żeby nie było widać opływowej sylwetki. Tego należy się trzymać. Aaa i pomaga jeszcze wysunięta do przodu klatka piersiowa, a tyłek do tyłu. Nie jest to pozycja wygodna, ale wygląda się znacznie szczuplej.


Podziel się
oceń
7
5

WASZE OPINIE (21) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

Nazywam się Randdal, Tom Randdal

poniedziałek, 03 grudnia 2012 8:31

Nazywam się Randdal, Tom Randdal, jestem blogerę. W Polsce jest dużo blogerów, ale w większości ich blogi są kiepskie. Opcje są dwie, albo ktoś nie ma nic do powiedzenia, albo nie umie wyrazić tego co ma w głowie. Wiele blogów umiera w dniu założenia, bo fajnie jest mieć bloga, ale pisać na nim to już gorzej. Blogi w większości są brzydkie i nie widać na nich żadnych emocji.

 

Kilka miesięcy temu Kolorowa Szmira przeprowadziła ze mną blogowy wywiad, bo strasznie ją wkurzałem. Gdy zobaczyłem 160 pytań pod swoim adresem pomyślałem, że Bóg ją opuścił, ale odpowiedziałem. Dzięki jej pytaniom doszedłem do wniosku, że to moje blogowanie nie ma żadnego sensu.

 

Gdy wp.pl robiło ze mną i Hefajstosem wywiad, była mowa o niezależności i opiniotwórczości naszych blogów. Przepraszam Łukasz, ale myślę, że TY myślisz podobnie - to nas w tej chwili nie dotyczy. Hefajstos.bloog.pl to ładny i mądry blog, który powinien mieć 1000 czytelników dziennie. Nie takich z pierwszej strony wp.pl, tylko swoich własnych. Bo facet pisze dobrze, mądrze i o sensownych rzeczach, tyle że robi to na portalu, a nie u siebie. Czy ktoś zna jakiś blog, który jest na wp.pl i ma 50-100 sensownych komentarzy pod każdym wpisem, takich związanych z treścią?

 

Jakiś czas temu Barnaba - Echa wydarzeń, pisał że czytało mnie kilka milionów osób. Przyjacielu, to nie jest prawdą, oni czytali tytuł z głównej wp.pl.

 

Nie lubię obecnego Randdala i mam wrażenie, że piszę na blogowym trupie. Teksty które pojawiają się w ciągu ostatnich dwóch lat są w większości kiepskie i dotyczą spraw, które w rzeczywistości mnie nie dotyczą. Ja sam nie polubiłbym obecnego Toma Randdala. Nie ma tu nic co mogłoby stanowić zalążek zainteresowania tym blogiem i tą osobą. Powiem szczerze, że oddałbym te 4-5 mln wejść, aby wrócić do stanu, który był przed 10 kwietnia 2010 roku.

 

Bo generalnie to Tom Randdal to fajny facet jest, ale tego nie widać na tym blogu i to powoduje jego agonię. Teraz idę pobiegać do ośnieżonego lasu, a potem postaram się poprawić.



Podziel się
oceń
5
3

WASZE OPINIE (18) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

czwartek, 19 października 2017

Licznik odwiedzin:  4 701 870