Bloog Wirtualna Polska
Są 1 259 784 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

A CZAS PŁYNIE

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

TOM RANDDAL

kontakt:xandar67@wp.pl

O CO CI W OGÓLE CHODZI:

Nie chcę wywoływać bluźnierczych plotek. Ale myślę że Bóg ma niezdrowe poczucie humoru i kiedy umrę spodziewam się ujrzeć jak śmieje się.

Ulubione strony

2007 NOWY JORK

DLA DESPERATÓW:

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

KŁAMSTWO, WIELKIE KŁAMSTWO, STATYSTYKA:

Odwiedziny: 4643763
Wpisy
  • liczba: 1115
  • komentarze: 19320
Bloog istnieje od: 3959 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl

NIE JEDZCIE PREZERWATYW

wtorek, 30 listopada 2010 20:53

Przełączając kanały w tv znalazłem się nagle wczoraj kilkaset lat przed naszą erą, nie był to żaden program archologiczny, fim dokumentalny, a nawet reklama sieci telefonicznej, tylko współczesna publicystyka u Tomasza Lisa. Nigdy nie wiemy, co może nas spotkać, mnie szczęka opadła, ciekawe jak będzie z wami za chwilę.

 

W jednej z części swojego programu Lis “rozmawiał” z K. Szczuką, Tomaszem Terlikowskim i księdzem – obecną gwiazdą mediów, Markiem Puryzgałą /nawracającym przydrożne prostytutki/.  Rozmowa związana była z wypowiedzią Benedykta XVI dotyczącą stosowania prezerwatyw, zakazu antykoncepcji i woni siarki piekielnej.

 

Papież dopuścił w pewnych szczególnych przypadkach stosowanie prezerwatyw, zaliczył do nich między innymi męską prostytucję. Wypowiedź została zamieszczona w L’Osservatore Romano. Nie będę drążył dlaczego, akurat to jest ten przypadek…

 

Dalej zaczęła się wojna. Pan redaktor Terlikowski rocznik 1974, zdecydowanie lepiej prezentowałby się w szeregach Świętej Inkwizycji niż, jako szef Frondy, bo z telewizora poczułem woń siarki, przypalanej pochodnią skóry i krzyki nieszczęśników dogorywających w piekielnej smole.

 

Antykoncepcja to ciężki grzech, używanie prezerwatyw tym samym też, prezerwatywy nie chronią przed HIV, gdyż najlepszą ochroną jest wierność i wstrzemięźliwość seksualna - to według niego wytyczne Kościoła, którym wierny, powinien być wierny. 

Za chwilę nie popisała się Szczuka, gdyż wspomniała o gwałcie, co było nienajlepszym przykładem, bo trudno wybrazić sobie gwałciciela, wyjmującego prezerwatywę z kieszonki. Jednak intencje Szczuki były jak najbardziej jasne i mnie bliskie. Chodziło jej o zmniejszenie przyrostu naturalnego w biednych afrykańskich krajach, edukacji seksualnej, gdyż tam AIDS zbiera olbrzymie żniwo.

 

A pan redaktor Terlikowski poszalał, bo po stwierdzeniu, że prezerwatywa nie leczy /prawda/ zapytał, czy widział ktoś, aby wyzdrowiało dziecko po łyknięciu prezerwatywy /głupota/ lub czy dziecko najadło się jedząc gumę /jeszcze większa głupota/. Do mnie ta erystyka nie przemawia chociaż szanuje poglądy w/w redaktora, jeśli wierzy, że po założeniu gumy na instrument /Big Cyc/ pójdzie do piekła, to ma problem.

Pan redaktor wierzy w szklankę wody /zamiast/ ja nie, zdecydowanie opowiadam się za antykoncepcją i edukacją seksualną. Popieram Szczukę, że edukcja seksualna powinna dotrzeć do Afryki, Azji i tam gdzie jeszcze trzeba, aby ograniczyć rozmiary pandemii, ale powinna też gościć w paru europejskich krajach.

Jeśli Terlikowski wierzy w moc sprawczą swoich poglądów, to zróbmy zbiórkę na bilet lotniczy powiedzmy do RPA i niech stamtąd zacznie swoją edukacyjną krucjatę, kraj po kraju, osada po osadzie, miasto po mieści, a bilet powrotny możemy zostawić mu gdzieś w Kairze.

Tylko niech pan nie głosi, że prezerwatywy należy łykać, bo po pierwsze które z partnerów ma to robić? po drugie lateks jest mało strawny prawdopodobnie, chociaż nie próbowałem sam...

 

Skąd ten Kair? Bo 1350 p.n.e. Egipcjanie wynaleźli pierwszą prezerwatywę. W XVIII wieku była już ona popularnym środkiem antykoncepcyjnym, a przed HIV broni nas w 80-95%.

Bo przecież dobrze mówi, że wstrzemięźliwość i wierność najważniejsza, ale gdyby tak przenieść to na inne grzechy – morderstwo, kradzież, które są jeszcze gorsze. A może wystarczy wytłumaczyć ludziom, że tak nie godzi się postępować, bo spotka ich kara i pójdą do piekła, a my oszczędzimy na sądownictwie, Policji. Będziemy szczęśliwi i bogaci.

A odnośnie nauk Kościoła mnie one nie dotyczą, ale uważam, że więcej dobrego dla krzewienia wiary robi Szymon Hołownia, który potrafi tezy prezentowane przez Terlikowskiego przedstawić w atrakcyjny sposób. Ale to będzie tematem innego wpisu.

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

WASZE OPINIE (400) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

TE DWA SŁOWA: KRAKÓW I CZĘSTOCHOWA...

niedziela, 28 listopada 2010 13:36

Czytając biografię Grabaża, wyszukiwałem różne smaczki związane z jego tekstami z Pidżamy Porno i Strachów na Lachy. Sama książka, którą bardzo mocno rekomendował mi znajomy najpierw zachwyciła mnie, ale po dłuższej lekturze nastąpiła irytacja. Bo niby chronologia zachowana, ale jednak nie wszędzie, poza tym znalazłem kilka wersów identycznych mówiących o tym samym, taksamo.

Jakby autorowi i bohaterowi książki zabrakło czasu na przeczytanie przed publikacją. Żeby było jasne, niezykle cenię Grabaża, mam prawie wszystkie jego płyty, a zagwostki z tekstów są fajnymi rebusami do rozwiązania.


Kraków i Częstochowa, to oczywiście nie chodzi o geografię, tylko o dwie literki "K" i "C", które będą sponsorować dzisiejszy tekst. Tekst poświęcony, temu co najwazniejsze w naszym życiu. Proszę oceniać intencje, a nie nieporadność piszącego.

 

Wczoraj na spotkaniu z grupą przyjaciół, przy kuchni w której strzelały palące się gałązki, ze śniegiem na otaczających dom sosnach, z ucztą kulinarną rozmawialiśmy na przeróżne tematy, ale ja wysypałem gospodarza przed jego żoną. Zdziwliśmy wszystkich, że bezduszni faceci rozmawiają o "takich sprawach". 

Otóż mój przyjaciel opowiadając o chorobie swojej żony, która na szczęście zakończyła się powrotem do zdrowia, powiedział, że nie wyobraża sobie życia bez niej i gdyby umarła, to wziąłby garść prochów i umarłby z nią - opowiadając o tym, wywołałem ogólne wzruszenie.

 

Dwa dni temu, moja żona stwierdziła, że chciałaby żeby nasza córka spotkała takiego faceta, jak ja... Na co jej odpowiedziałem, że to bez sensu przywiązywać się do drugiej osoby, bo to tylko problemy, co było oczywiście żartem.

 

Czasami w jakiś tajemniczy sposób dobieramy się, jak dwie łyżeczki, jak dwie połówki jabłka, jak Bolek i Lolek, jak czerwień i biel, jak Wars i Sawa. Pewnie w naszym przypadku tak jest, że to że nam dobrze ze sobą nie wymaga jakiegoś nadzwyczajnego wysiłku, tak jest po prostu.  Nie trzeba budować teorii do tego co jest proste i przejrzyste. Często boimy się stwierdzić, że jest nam po prostu dobrze ze sobą, niepotrzebnie mącimy błękit jakimiś bezsensownymi, wydumanymi problemami. 

 

aaa Kraków i Częstochowa, to rozwinięcie skrótu sms-owego KC, czyli kocham cię. Za oknem śnieg, idziemy z Angelem wypróbować jej nowe buty do nordicowania. 

 



Podziel się
oceń
0
0

WASZE OPINIE (14) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

DOROSŁE DZIECI ALKOHOLIKÓW

piątek, 26 listopada 2010 0:31

Dziś wpadł mi w ręce tekst w GW dotyczących DDA, nawet nie wiedziałem, że istnieje takie określenie - DOROSŁE DZIECI ALKOHOLIKÓW - czyli osoby, które nabyły zespół cech nabytych w dzieciństwie w ramach dostosowania się dziecka do dysfunkcji w rodzinie.

 

Czytałem i przecierałem oczy ze zdumienia, dorośli ludzie tłumaczyli różne "mankamenty" swojego dorosłego życia, tym że w dzieciństwie ich rodzice dotknięci byli alkoholizmem.

 

Cudowne wytłumaczenie zdrad niewiernego męża, nadmiernej pobudliwości prowadzącej do rękoczynów, pieklenie się podczas stania w korkach, przejawy mega pedantyzmu, upodlanie się w celu zdobycia ochłapów miłości, niedowartościowanie, wreszcie sięganie do kieliszka, jako choroba przenoszona drogą płciową, mówienia nieprawdy.

 

To dopiero znaleźli panceum. Wgłębiłem się w lekturę, przejrzałem forum DDA, wątki grup dyskusyjnych - ludzie znaleźli lekarstwo na wszystkie niepowodzenia w dorosłym życiu. Odbiło się na nich, to że nie byli kochani, że byli świadkami awantur, libacji i towarzyszącej często temu biedy.

 

Pewnie, ci którzy mnie nie znają powiedzą, że kolejny grafoman mądrzy się na temat o którym nie ma pojęcia, że brak mi empatii. Tu ukłon do dzisiejszych komentarzy, że tyje się to po 20 kanpakch zjadanych dziennie - otóż moi przyjaciele z bloga, wiedzą, że mam taką dziwną konstrukcję, że zjedzenie dziennie jednej bułki, nieważne, czy to kajzerka, grahmaka, czy Bóg wie co jest dla mnie zabójcza.

 

Tak też z DDA - dorosłe dzieci mają żal, że ktoś im tyle życia skradł - ja nie mam tego problemu. Chociaż znam picie od podszewki. Nie uwierzę, że normalny człowiek, który przeszedł przez podobną traumę w dzieciństwie jest w stanie zafundować swoim bliskim podobną gehennę. Dla mnie moje bolesne przeżycia to drogowskaz na całe życie, jak nie spieprzyć swojego życia.

 

Dzięki temu, że czasami ojcu kończyły się pieniądze po wypłacie w kilka godzin, gdy nie trafił do domu zbyt szybko, bo zaliczył jakąś okoliczną knajpę, a nie dopadła go matka pod bramą zakładu pracy w tym magicznym dniu, bywało biednie.

 

Pamiętam też noce spędzone na progu domu, gdy matka zapowiedziała, że właśnie ze sobą skończy, a ja pochowałem wszystkie ostre przedmioty, więc zapowiedziała, że utopi się w pobliskiej rzece.

 

Bywało ciężko, bardzo ciężko, a czasami boleśnie, gdy ojciec po pijanemu łapał za kabel od prodiża i próbowałe mnie wychowywać. Ale było też wiele miłych chwil, wiedziałem, że mnie kochają, a ten alkohol to ucieczka przed bylejakością życia.

 

Chyba posypało się wszystko kiedy wyjechałem z rodzinnego miasta, gdy założyłem swoją rodzinę. Może nie mieli dla kogo żyć, może nie było osoby, która robiłaby im awanturę po każdej imprezie alkoholowej, może zbrakło reżimu codziennej pracy, bo przeszli na emerytury. Było źle, tragicznie. Bolało, że nie można w żaden sposób pomóc.

 

Okoliczności sprawiły, że na 6 lat nasze drogi rozeszły się, potem było odrobinę lepiej, a w styczniu umarła matka. Rozmawialiśmy w święta... Pewnie alkohol miał w tym swój udział, a może nie.

Uświadomił mi dopiero mój przyjeciel, że teraz jestem półsierotą. Człowiek łapie się na głupstwach, na tym, że nie wiem, czy matka kiedykolwiek widziała morze...

 

Z ojcem nie potrafię rozmawiać, nie chcę on ma swój świat, pełen gorzały. Nic tego nie zmieni i ja nie chcę tego zmieniać. Może jednak mam jakiś syndrom DDA.

 

Jestem cholernie twardy, osiągam prawie zawsze to co chcę. Skończyłem parę szkół, zarządzam firmą, czasami uczę ludzi, czasami piszę artykuły w prasie fachowej, a czasami bajki /ups o tym nikt nie wie:)/.

Rodzina którą stworzyłem jest najważniejsza, boję się wyjazdu Młodej za rok na studia do Anglii, może dla zabicia czasu zrobię doktorat, mam nawet pomysł, może będę uczestniczył w realizacji dużego projektu unijnego.

 

Zbieram płyty, książki, wspomnienia z różnych podróży. Ostatnio dorosłem, rzadko się denerwuję, sporo uprawiam sport. Mam jednego przyjaciela, który miał podobne życie, ale nigdy nie rozmawialiśmy o tym. Może dlatego, że on Poznaniak, ja Warszawiak - czyli co Poznaniak musi zrobić w życiu: spłodzić syna, zabić Warszawiaka i zabić wiewiórkę...

 

Wiem dokładnie, jak chcę żyć, może dzięki DDA, o którym nigdy wcześniej nie słyszałem, a może ot tak sobie. Żyć dobrze dla innych, dla siebie, bez alibii na schrzanienie tego wszystkiego.

 

Bo może jutra już nie będzie.


Podziel się
oceń
0
0

WASZE OPINIE (16) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

Odchudzanie

środa, 24 listopada 2010 21:20

 

Weekend spędziliśmy z moim przyjacielem w Poznaniu wędrując od jednego baru, do baru – także dalej mogliśmy zanucić Kazika: natomiast zupełnym rankiem, wychylam patrząc tempo ostatnią bez gazu szklankę – oczywiście, aż tak źle nie było, bo przecież pod koniec listopada to jeszcze o 7 rano jest ciemno, jak w środku nocy. Ale w jednej z poznańskich, rewelacyjnych knajp, gdzie utknęliśmy na jakieś 6 godzin, tuż obok ze znajomymi siedział prezydent Poznania Grobelny, no być może, gdyby parę rąk uścisnął, skończyłoby się na pierwszej turze, dla niego. Knajpa była o tyle fajna, że produkowała 4 własne gatunki piwa, miała kilkanaście własnych rodzajów szkła i baardzo dobre żarcie.

 

Obaj z moim przyjacielem pracujemy i czasami jeszcze prowadzimy wykłady związane z zarządzaniem branżą sportowo-rekreacyjną, ale mój Poznaniak jest również zajadłym zawodnikiem kilku dyscyplin od sztuki walki, poprzez ekstremalne jeżdżenie na rowerze, po codzienne bieganie.

 

Ja z moimi 3-5 miesięcznymi okresami super aktywności fizycznej polegającej na jeździe na rowerze lub nordicowaniu, do pięt mu nie dorastam. W moim przypadku zawsze przyplącze się w trakcie jakieś choróbsko, które eliminuje mnie na miesiąc, a potem miesiąc zbieram się do uprawiania sportu i diet.

 

Mój przyjaciel, podobnie jak moja żona nie ma problemów z wagą – oboje uwielbiają jeść i jedzą – słodycze, masło łyżkami, ziemniaki, ryże, makarony itp. Jedno spala uprawiając sport, drugie przy użyciu wysiłku umysłowego.

 

Wędrując po Poznaniu w poszukiwaniu książek: Auto-bio-grabaż i Ostatni romantyk, w każdej z księgarń na wejściu wchodziłem na stosy książek dotyczących diet i odchudzania. Przez chwilę przeglądałem tytuły, a to dieta owocowa, a to dieta południowa, północna, a to nie mogę schudnąć, a to jakaś gwiazda mówi jak schudnąć, a to jakaś „gwiazda” mówi to samo … koszmar. Może superantybotoksniania coś napisze również - sorry, ale ta "gwiazda" szczególnie mnie irytuje.

 

Przyznam na marginesie, że nigdy w życiu nie czytałem niczego co dotyczy materii pdchudzania, nawet w sytuacji, w jakiej się teraz znajduję, czyli w okresie intensywnego gubienia kg. Ruch fizyczny – rozsądny, czyli w moim przypadku 7 dni po 10 km z kijami do nordica w tygodniu, sporo warzyw, ograniczone owoce, woda mineralna zamiast soków i coli, brak ziemniaków, pieczywa, ryżu, makaronów i sporo nabiału oraz różnych orzechów /brazylijskie mają selen/.

 

Po dwóch miesiącach 19 cm w pasie mniej i pierwsze od wielu lat logowane dżinsy. Bez żadnego bólu, włączone tylko myślenie, a z tym bywa najgorzej.

 

Właśnie i tu kilka przemyśleń mojego kolegi – to najbardziej radykalne – w Auschwiz nie było grubasów… Nie wmawiajmy sobie, że mało jemy i tyjemy, to nie prawda. Trochę nie na temat, ale kupujemy takie góry jedzenia, że 20% z tego wyrzucamy jako zepsute, a nawet nieotworzyliśmy opakowania.

 

Drugie porównanie też przemawia do mojej wyobraźni – jeśli mamy mały samochód, to lejemy mało paliwa aby pojeździć, jeśli mamy duży to więcej, ale przecież żeby dolać do zbiornika, jednego, czy drugiego, najpierw musimy wyjeździć, to co wlaliśmy.

Bo jak nie, to trzeba wlewać paliwo do kanistra, potem gdzieś go upychać w kufrze, potem mamy kufer pełen zapasowych kanistrów i brakuje nam miejsca…

 

Kilka tygodni temu byłem na niezwykle interesującym wykładzie dotyczącym odżywiania, łamania legend, typu NIE WOLNO JEŚĆ PO 19, NIE WOLNO JEŚĆ MASŁA, WYSTARCZY JEŚĆ POŁOWĘ…

 

To wszystko bajki, mamy różne organizmy, które mają różne potrzeby. To co jest dobre dla jednego, nie musi być dobre dla drugiej osoby. Uwielbiam nordic i rowery, a nienawidzę biegania, wystarczy, że przez jakiś czas będę włączał do jadłospisu pieczywo JAKIEKOLWIEK, w minimalnej ilości, będzie źle z moją wagą.

 

Ostatnio też doszedłem do wniosku, że chcę być szczupły i mieć płaski brzuch, bez ważenia się, nie interesuje mnie waga, tylko wygląd i samopoczucie. Pamiętam, że kiedyś przez dość krótki okres czasu udało mi się zrzucić 20-25 kg, waga pokazywała z tygodnia na tydzień mniej, a że poszło tak szybko, to powróciły nie najciekawsze nawyki żywieniowe.

Fajnie jest być zadowolonym ze swojej sylwetki, co tam waga - aaa jeszcze jedno przypomniało mi się, żeby rozpatrywać sposób żywienia należy myśleć o tym w kontekście tygodnia całego, a nie od poniedziałku do soboty...:).

 


Podziel się
oceń
0
0
Tagi: dieta

WASZE OPINIE (19) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

po wyborach

poniedziałek, 22 listopada 2010 10:19

Wyborcy podziękowali burmistrzowi mojego miasta, a moja praca w sztabie wyborczym być może w niewielkim stopniu sprawiła, że zwycięstwo było spektakularne.

 

Burmistrz wygrał, trudno spekulować w jakim stosunku, bo nie ze wszystkich obwodów dotarły precyzyjne informacje, myślę, że otrzymał 65-70%. To byłem dziwnie spokojny, ale lekko obawiałem się o ekipę radnych, bowiem 4 lata temu wprowadziliśmy 5 osób, a koalicja rozsądku pozwoliła ukształtować 10 osobową większość w 15 osobowej Radzie Miasta.

 

Tym razem na 13 naszych kandydatów weszło 10 osób, a z poległej  trójki, żal mi dwóch osób, które sporo pracy włożyły w swoją i burmistrza promocję.

 

Najlepszą niespodzianką była porażka w moim obwodzie, kandydata na burmistrza z PiS, który startował również na radnego z moim sąsiadem, a i rozmiar porażki był bardzo spektakularny. 

 

Odzyskałem wiarę w ludzi, w to, że opłaca się pracować dla lokalnego społeczeństwa, bo ludzie to docenią.


Podziel się
oceń
0
0

WASZE OPINIE (9) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

piątek, 21 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  4 643 763