Bloog Wirtualna Polska
Są 1 259 784 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

A CZAS PŁYNIE

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

TOM RANDDAL

kontakt:xandar67@wp.pl

O CO CI W OGÓLE CHODZI:

Nie chcę wywoływać bluźnierczych plotek. Ale myślę że Bóg ma niezdrowe poczucie humoru i kiedy umrę spodziewam się ujrzeć jak śmieje się.

Ulubione strony

2007 NOWY JORK

DLA DESPERATÓW:

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

KŁAMSTWO, WIELKIE KŁAMSTWO, STATYSTYKA:

Odwiedziny: 4643747
Wpisy
  • liczba: 1115
  • komentarze: 19320
Bloog istnieje od: 3959 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl

GRONA GNIEWU

poniedziałek, 30 listopada 2009 8:57
Dziecko zakomunikowało nam wczoraj: od tygodnia mówię Wam coś między wierszami, a Wy nic nie łapiecie. Informacja ta o 23:30 wczoraj wywołała lekką panikę osób nazywanych potocznie rodzicami. Angel zaczął drążyć temat, a ja leżałem w sypialni wczytany w pierwsze strony książki Steibecka, którą od zamierzchłych czasów miałem przeczytać, Trochę męczyły mnie opisy kłosów owsa i galopującego poboczem żółwia, a gdzieś w mrocznych zakamarkach mózgu wierciła mnie fraza: kurde, może w końcu jakiegoś chłopaka ma, no tylko pewnie łobuz i nie chce się przyznać, no nie, to nie chłopak, bo od dwóch tygodni grają Zmierzch, a ona nie ma czasu iść do kina. W tym czasie Joad wypił już pół butelki whisky z klechą i przejechał pół Pensylwanii. Angel dalej prowdził tortury, a dobiegające odgłosy śmiechu i żółw sprawiły, że zpadłem w sen zimowy.

5 minut temu okazało się, że dziecko znowu bierze udział w konkursie NANO?, czyli przez miesiąc ma napisać książkę, potem chyba do czerwca ją poprawić... zarzekała się, że ten rok poświęcony będzie szkole, napisanie ksiązki przez miesiąc nieuchronnie wpłynie na oceny - wiem co mówię, bo odzywa się autopsja. Na szczęście podejście moje do Cervantesa diametralnie się zmieniło i Młoda ma wolną rękę, a ja złośliwie liczę, że zabraknie punkcików do Oxfordu i studia odbędą się w pewnym pięknym, acz niezbyt ciepłym kraju w Europie środkowowschodniej. Właściwie zawód Młoda już ma, a może jej coś wyjdzie z pisania - luzik. Filologię angielską może robić już, a ja ewentualnie mogę zainwestować w oddział zamiescowy szkoły Angela, choć i na miejscu jest co robić, jednak wskazana jest segmentacja rynku.

Jefs - porażka. Obiad w Jefs - knajpa na polach mokotowskich, amerykańskie klimaty, bardziej amerykańska knajpa, niż amerykańskie knajpy. Jednak jedna różnica, o ile w USA rzadko w dinersach są obrusy na stołach i tak perfekcyjnie dopracowane wnętrza, a kelenerki są raczej starszymi paniami, to jedzenie choć zwykle niezbyt zdrowe jest przeważnie pyszne i w dużych ilościach, za nie dużą kasę.
U nas odwrotnie, obiad dla 3 osób, bez zup i prawie bez przystawek 220zł. Smażone krążki cebuli - okropne, kurczakowa pierś z serem kozim i bazylią, okazała się spaloną na wiór i niejadalaną breją powstałą z pacnięcia łyżką sera i liściem bazyli. Na talerzach piętrzyły się obrzydliwe frytki i jeszcze bardziej obrzydliwa kapusta, jeszcze bardziej się piętrząca. Ja widziałem oczami wyobraźni 10 kg wiadro i kucharza, który ładuję kilo tego specjału na talerz. Żeberka - wielka porcja, ale takich żeberek to w USA nie dają ludziom!!! Stek - taki sobie. Mus czekoladowy, nie miał konsystencji i struktury musu, sernik - breja z grudami! 
Jak ktoś przyjdzie tam na piwo OK, kelenerki z szortami prawie zakrywającymi majtki, średni zainteresowane klientami. Aha - nie byliśmy sami niezadowoleni - za nami rodzina dostała też coś spalonego, a drugi kawałek mięsa zimny, bo nawet masło czosnkowe się na nim nie roztopiło - oni byli bardziej empatyczni i dostali desery za darmo: ciekawe, czy mus, czy szaroltkę.

Idę do lasu nordickować. Chyba dość ciężki tydzień mnie czeka, a miesiąc nie łatwiejszy - zamknięcie budżetu rocznego, a pod dużym ? stoją premie dla pracowników na koniec roku. Grypa dość destrukcyjnie wpływa na frekwencje w ośrodkach sportowych.

Podziel się
oceń
0
0

WASZE OPINIE (8) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

SOBOTA SKOŃCZONA ROBOTA?

sobota, 28 listopada 2009 8:14
Będzie plan, na sto lat, na tysiąc lat, na milion lat ... Plan był niezwykle przejrzysty, krótkofalowy, dobrze sprecyzowany - istny wzorzec z NLP. O programowaniu neurolingwistycznym naczytałem się przy okazji moich wykładów, od których zdaje się, że minęło pół wieku. Plany właśnie wtedy są bodźcami do działania, gdy są zamknięte, czyli możliwe do zrealizowania, wtedy istniej szansa, że nasz mózg nawet podświadomie będzie szukał okazji do ich realizacji.
Ja zaplanowałem bierny odpoczynek, taki, że aż dostanę bąbli na tyłku od leżenia w łóżku, próba generalna odbyła się wczoraj. Po powrocie z pracy, zaległem na kanapie, zamknąłem oczy i po jakichś 11 minutach rozległ się w mojej podświadomości dzwonek telefonu, po omacku dotarłem do słuchawki, a tam już był mój pracownik, który w dość zawiły sposób, ale z sensem relacjonował, to co miał zrobić. To było małe preludium, po którym wylądowałem jeszczew firmie 3 razy.
Ktoś mówił, że praca w budżetówce, to taki luzik i nicnierobienie - zostawię to bez komentarza.

Całe szczęście, że udaje mi się naładować baterie przy pomocy nordic walking, okazało się, że te dwa kije są dla mnie stworzone, zupełnie, tak jak w sezonie, gdy termometr pokazuje okolice 20C - rower.
Wczoraj kolejne mam nadzieję kilkanaście kilometrów, do zestawu dorzuciłem ipoda i bardzo przyjemnie się maszeruje. Bolą nogi, bolą ręce - jak bolą znaczy, że posiadacz żyje. Jedna z gwiazd rosyjskiej trenerki mówiła, że jak bolą mięśnie to dobrze, jak bardzo bolą, to bardzo dobrze.
Barnabo polecam stnowczo te dwa patyki, nawet nie każdy mijany przechodzień dwunożny patrzy się na tego czterośladowego, jak idiotę. Dziś mam zamiar pochodzić trochę w lesie. Moja nieskomplikowana konstrukcja psychiczna wymaga na starość ruchu, jak kania dżdżu. Bardzo dobrze robi mi wysiłek, który mam nadzię, że sprawi, że uniknę - tu dygresja malutka: przeprowadzam nabór na stanowisko związane z obsługą klienta, jest dość duże zainteresowanie, więc rozmowy z kandydatami wpisały się mocno w kalendarz zajęć. Mam na razie jedną faworytkę, ale złożyło się, tak, że 80% to były panie z rocznika 1968, o na wygląd trzeba sobie zapracować. Rocznik tylko o jedną cyferkę młodszy ode mnie, ale dla większości Matka Natura nie była zbyt łaskawa.

Przypominam, 3 tygodnie do Świąt - moje plany kulinarne są niesprecyzowane, plany towarzyskie i owszem, a do tego prawie jestem zatowarowany prezentowo. Kilka rzeczy ma przyjść z Allegro, coś tam zza oceanu, jakieś drobiazgi poupychane są po szafach i po piwnicach. Mam nadzieję, że stan posiadania po weekendzie znacznie ulegnie zmianie:).
Zastanawiam się nad poruszonym tematem kuchni świątecznej - dość trywialnie jest u mnie w tej materii, jak wiecie lubię gotować i niezły jestem w te kolocki: wczoraj na pieczarkach upieczonych był zgrilowany kawałek schabu obłożony oscypkiem i żurawiną, gdzieś tam obok poniewierały się pomidory czereśniowe z Sycylii i do tego smażone ziemniaki.
Święta: pierogi z kapustą i grzybami, dość często kupowane jednak. Kapusta z grzybami, osobiście wolę bigos, który robi się na fajerce obok. Bigos z dużą ilością różnych wędlin, jałowcowa kiełbasa, szynka, jakieś skwarki z boczku, kawałki mięsa wołowego, grzyby suszone, konfitura śliwkowa, parę kropli alko. Dobra musi być kapusta, ale tu ekspertem jest nos Angela. Drugim punktem programu są kaczki i gęsi, na obiad muszą być koniecznie, oczywiście z buraczkami, pieczony schab i boczek.
Nie widać żadnej ryby? No własnie, z przykrością powiem, że karpia to ja lubię na płycie Programu III. Myślę nad łososiem w jakiejś maladze może, może jajka faszerowane łososiem z odrobiną kawioru i jajkami przepiórczymi/wiecie, że jajka przepiórcze po 2-3 minutach gotowania należy wrzucić do wody z lodem?/. Właściwie wieczerza wigilijna to mogą być tylko pierogi.
Najbardziej lubię śniadanie pierwszego dnia Świąt u nas w domu, z takimi róznościami kulinarnymi, ewentualnie obiad. Mam nadzieję, że znajdę trochę czasu na przewertowanie książek kucharskich i coś rewelacyjnego pojawi się na stole ku ogólnej radości. A oczywiście jeszcze śledzie, ale zwykłe matiasy Lisnera z cebulką i dobry chleb.
Oki już prawie 9 idę do pracy...

Podziel się
oceń
0
0

WASZE OPINIE (10) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

JAK NIE KIJEM TO PAŁĄ

środa, 25 listopada 2009 19:12
STAŁY TYDZIEŃ KIJE DO NORDICA I SIĘ DOCZEKAŁY - mój przyjaciel zdrajca, słysząc, że od października zbieram się do zakupu, w ubiegły wtorek wszedł do mnie do biura i połozył je beztrosko na biurku. Dziś po ostatnich zawodowych zajęciach, pożegnałem towarzystwo vipów po angielsku i dotarłem do domu. Od rana obiecywałem sobie bez wiary, że to dziś, ale w końcu ile można się oczukiwać - można próbować. Wchodzę do domu, a te cholerne nordicki stoją przy drzwiach i patrzą na mnie z wyrzutem. Twardym trzeba być, nie dam się, a może jednak? Nawet odebrałem od innego przyjaciela bluzę i rękawice, jednak Opatrzność czuwa - nie mogłem znaleźć butów. Skapitulowałem, wziąłem takie niewygodne HD i poszedłem.

Zrobiłem kilkanaście kilometrów, gdy chodziłem bardziej bolały mnie ręce niż nogi. Ale czuję, że dostałem nieźle w kość.

To nie ważne jakie kije, do amatorskiego chodzenia mogą być ciężkie nawet, powinny być nieskładane, dobrane do wzrostu. Mam wrażenie, że takie ucięte z leszczyny też by się nadały. Pewnie w zawodowym nordickowaniu, to te parę deko się liczy. Buty powinny być wygodne, a pewnie i spodnie odpowiednie na śnieg

Idę umierać w wannie, w samotności.

Po pewnym czasie popełniłem: kurczaka w sosie sezamowym, ze smażony ryżem, groszkiem, jajkiem, kiełkami, grzybami mun i kiełkami. Nałogowo codziennie piję sok z 4 grapefruitów.

Podziel się
oceń
0
0

WASZE OPINIE (9) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

MARINA

wtorek, 24 listopada 2009 19:14
OBY TO NIE OKAZAŁ SIĘ TAKIM COHELO, mam sporą słabość do Zafona, a Marinę kupiłem sobie w Sopocie, gdy przedłużyłem moim kursantom przerwę obiadową. Klient nasz pan, więc w ubiegły wtorek /wydaje się, że to 100 lat temu było/ o 16 zaczynałem secik popołudniowy, a miał być to czas, gdy zajęcia się miały skończyć.
Marina jest bajkowa, zacząłem czytać wczoraj, może dziś skończę - Barcelona, tajemnicza i niezwykła, przygody Óskara i Mariny niezwykłe, mam wrażenie, że widzę koniec.
Wczoraj robiliśmy imprezę sportową dla Rosjan, potem ich karmiliśmy - okazało się, że dałem ciała z kawą, której sam nie piję, a oni piją tylko sypaną. Ale jedzenie było pyszne i niezwykle efektownie moje pracownice wszystko zrobiły. Dziś zakomunikowałem im, że w ramach nagrody, będą przygotowywały zamiast cateringu Wigilię firmową.
Kije do nordicka patrzą na mnie spod miski, ale chyba będę odoporny, bo jakieś lekkie przeziębienie trafiło.


dnia nastepnego:
Marina to jednak czytadło, takie dla zabicia czasu, bardzo szybko połyka się kartki, jednak cała historia jest mocno wydumana i mogłaby spokojnie stanowić prolog do Zmierzchu. Zafon ma dar do pisania, ale tak książka mnie bardzo rozczarowała:(.

Podziel się
oceń
0
0

WASZE OPINIE (7) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

BĘDĘ SIĘ PODOBAŁ!

sobota, 21 listopada 2009 9:28
Takie jest tłumacznie PLACEBO z łaciny. Koncert był spektakularny, zapierający dech w piersiach, wielka muzyka i niesamowity kontakt z publicznością.
Zespół jest wielki. Braian Molko, Stefan Olsdal i od niedawna Steve Forest grają niesmawicie - są muzycznymi zwierzętami.
Gdy po 3 godzinach czekania pojawił się suportujący Expatriate wydawało się, że grają całkiem nieźle, ale gdy po 40 minutowym koncercie opadła kurtyna i pojawiło się Placebo okazało się, że Bóg XXI wieku nazywa się Braian Molko. 
Genialna muzyka, profesjonalizm - do każdego utworu Braian i Stefan dostawali nowe nastrojone gitary. Oprócz podstawowego składu był oczywiście laska grająca na klawiszach i bardzo dziwnych skrzypcach, oraz Bill Loyd i Alex Lee, czyli gitara i klawisze.

Był to jeden z lepszych koncertów na jakim byłem w życiu, a tym razem dała mi się Młoda wyciągnąć, cały czas byliśmy 6-7 metrów od sceny. Wiele można by mówić o Placebo, o tym, że 50% składu jest homo lub bi, że w 2008 odszedł perkusista, który nie wytrzymał seksu wszystkich, ze wszystkimi, ale również o niezwykłym początku kariery. David Bowie zaprosił ich jako support na swoją trasę koncertową, gdy jeszcze nie nagrali żadnej płyty.
Polecam płytę, polecam nagrania z koncertu, które ojawią się niebawem na youtube. Polecam również Placebo short films - zestaw etiud filmowych, niektóre bardzo zaskakujące, szczególnie underground i metro, aaa oczywiście Maestro. Kawałaczki dobrego kina - bez związku żadnego z muzyką.

Wróciłem jak widać ze szkolenia, bardzo mocno podbudowany, co nie zabije, to wzmocni. Słuchacze byli bardzo wymagający, a trafili się najciężcy, gdyż w dużej mierze menagerowie warszawskich ośrodków sportowych. Gadałem przez 16 godzin, mocno ucierpiało moje gardło. Poznałem kilka ciekawych osób, na pewno nieźle wypromowałem się w branży.
Dostałem temat na doroczną konferencję - tym razem na 1 godzinę i o zarządzaniu personelem. Nie wiem, czy w następnym roku poprowadzę kolejne szkolenie 3 dniowe, mam pewne obiekcje, ale zobaczymy, czas goi rany.
Bardzo ciężki kilka dni mnie czeka. Dziś i jutro dwie duże imprezy ogólnopolskie, w nadchodzącym tygodniu dwa mecze międzypaństwowe.

Lecę do pracy.

Podziel się
oceń
0
0

WASZE OPINIE (9) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

piątek, 21 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  4 643 747