tekst poświęcam tym 5 osobom, które jeszcze czasami tu wchodzą.
Od dłuższego czasu myślałem o przelaniu swoich mądrości na papier, czyli raz na tysiąc lat najpierw pomyslałem, a dopiero potem usiadłem do komputera. Skłoniło mnie do tego kilka okoliczności, które ułożyły się w solidną grundlage tego tekstu. Tytuł jest jak najbardziej poważny, gdyby Stwórca obdarzył mnie wiedzą, umiejętnościami i większą cierpliwością być może powstałaby jakaś wersja papierowa tego wszystkiego. W ciągu ostatnich dni kilka słów z różnych rozmów i tekstów stworzyło całkiem realny obraz teraźniejszości w mojej głowie i chciałbym się z wami tym wszystkim podzielić. Odnajdą tu bliższe lub dalsze aluzje ludzie z internetu, ale w większej części dotyczyć będzie to tych, którzy są na moje wyciągnięcie ręki. Z tym, że tekst nie dotyczy ludzi, on ma być poświęconym nam. Własnemu egoistycznemu korzystania z tego co nas otacza.
let's play
Mamy wielkie przekonanie o swojej wyjątkowości, nawet jeśli nie mówimy, bo to nie wypada w społeczeństwie środkowoeuropejskim, to w głebi duszy uważamy, że przy pewnych drobnych mankamentach jesteśmy mądrzejsi, ładniejsi, lepiej ubrani od innych. Ba jeśli nie jesteśmy, to tylko dlatego, że nam się nie chce, jeśli nie jesteśmy najlepsi, to tylko dlatego, że nie zaczeliśmy z lenistwa tego robić, a wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Kiedyś oglądając mecze piłki nożnej patrzyłem - o taki koleś to ma 25 lat, ja mam 18, to jakbym chciał, to też bym tak mógł... Odnosiło się to do wielu kwestii, z których nie zawsze byłem kompletną nogą, ale z większości tak: koszykówka, teatr, pisanie, zarabianie pieniędzy i podrywanie lasek. Przeważnie się nie chciało, a co tam - trzeba przecież mieć coś na później, nie można wszystkiego zrobić teraz. Teraz - to teraz w niektórych chwilach przesunęło się do 40 lat bez żadnego rezultatu.
Zabawa w życie? Nie brak jej! Mojej serdecznej przyjaciółki umarła mama. Tworzyli z jej ojcem niezwykłą parę, wykształceni, uśmiechnięci, zarabiający pieniądze jeżdżący po świecie i to chyba oni nauczyli nas czerpać radość z chodzenia cotygodniowego na Koło w poszukiwaniu różnych staroci. Kilka dni temu, moja przyjaciółka mówi: że jej ojciec po śmierci swojej ukochanej żony radykalnie się i delektuje się każdą chwilą. Jeszcze bardziej niż wcześniej z żoną, bo okazało się, że mógł jeszcze bardziej skorzystać z tego co dostał od losu.
Kilka dni później romzawiałem z moim przyjacielem, że obaj w życiu trochę dostaliśmy w kość, a on po mimo, że znamy się od wielu lat, dowiedział się, że 10 lat temu miałem depresję, tak głeboką, że przez kilka miesięcy nie wychodziłem z domu. Popatrzył na mnie i powiedział, wiesz ale takim ludziom jak ty łatwiej się żyje, bo wiesz, że może być czasami strasznie, boleśnie źle. Co nas nie zabije to wzmocni - trywializm, no ale coś w tym jest. Ja od tamtej pory, zaszczepiłem w sobie taki poranne zastanowienie się co przyjemnego dziś sobię zrobię - kupię, obejrzę, posłucham, przeczytam, zjem. To drobiazgi, ale to one tworzą nasze życie. Tak proporcje złych i dobrych chwil zależą często w dużej mierze od nas.
dalsza część tekstu uległa skasowaniu podczas publikowania - szczerze? nigdy się nie zdobędę na to żeby drugi raz to co zniknęło napisać.
Traktujemy życie zbyt poważnie, ciągle się nam wydaje, że na wszystko mamy czas, ale może jutra nie ma, może wszystko należy powiedzieć i zrobić teraz. Świeczki gasną na wietrze, a przecież nasze życie nie jest tak trwałe, jak udajemy. Ciągle wierzymy w to, że jesteśmy wieczni i śmierć nas niedotyczy, a przecież rodzimy się z jej piętnem i każdego dnia jesteśmy o krok bliżej.
Werka pisze niebieski blog i niech to na jakiś czas wystarczy. Może i lepiej, że 3/4 się skasowało..
WASZE OPINIE (15) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD