Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 798 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

A CZAS PŁYNIE

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

TOM RANDDAL

kontakt:xandar67@wp.pl

O CO CI W OGÓLE CHODZI:

Nie chcę wywoływać bluźnierczych plotek. Ale myślę że Bóg ma niezdrowe poczucie humoru i kiedy umrę spodziewam się ujrzeć jak śmieje się.

Ulubione strony

2007 NOWY JORK

DLA DESPERATÓW:

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

KŁAMSTWO, WIELKIE KŁAMSTWO, STATYSTYKA:

Odwiedziny: 4701874
Wpisy
  • liczba: 1115
  • komentarze: 19337
Bloog istnieje od: 4048 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Pytamy.pl

Jak królik

poniedziałek, 14 października 2013 18:59

Skoro świt poszedłem do pracy, mógłbym napisać, że poszłem bo było blisko, ale w związku z tym, że poważni poloniści czasami czytają, to poszedłem. Po mniej więcej 15 minutach, gdy zapoznałem się z tym co działo się przez weekend w firmie, poszedłem do łazienki żeby poprawić fryzurę. Jakie było moje  zaskoczenie, gdyż to co zobaczyłem w lustrze nie przypominało mi tego, co zwykle widzę.

Kompletnie skróliczałem. Żeby to jeszcze były zęby imponujące, albo uszy, albo futro na zimę - oczy. A właściwie oko - czerwone królicze.

Wiecie jak facet reaguje na takie coś? Robię rachunek sumienia, czy wczoraj nie uczestniczyłem w jakiejś strzelaninie i nie ma kuli karabinowej w mózgu, a może to sarin, ewentualnie pierwsze objawy jakiejś niezwykle rzadkiej i poważnej choroby.

 

Po paru minutach dostałem kilka lekarstw, rokowania nie są całkiem beznadziejne, tyle tylko, że to jakiś wirus, co z nosa przeskoczył do oka i tyle go widać. Ale w związku z tym, że sam jestem na placu boju, to dzielenie pracuję, zarażając wszystkich dookoła. Pierwsza zareagowała księgowa, która wrzuciła wrzut z kasą do mojego biura przez ledwo uchylone drzwi.

 

Generalnie ze zdrowiem i pieniędzmi nie jest najlepiej. Bo żona wpadła w piątek na stół nogą i wylądowała po 6 godzinach na ostrym dyżurze. Stało się to oczywiście w momencie, gdy sędzia rozpoczął mecz Polska-Ukraina w piłkę. Zawiozłem więc ją i wróciłem do domu, ale właśnie skończyła się pierwsza połowa. Zwykle na ostrym dyżurze moja żona spędza 4 godziny, jak było w piątek?

Telefon, że mam po nią przyjechać rozległ się w momencie, gdy Artur Boruc wyjmował piłkę z bramki SŁOWO!

Zapytałem tylko troskliwie, czy nie muszą jej zrobić jeszcze serii badań i nie powinna dla swojego dobra zostać kilka dni w szpitalu. No wiecie - fachowa opieka, te sprawy.

 

Co do królika, to jak już to poszedłem na całość. Właśnie w piekarniku dochodzi poćwiartowana na 8 części bestia w szalotce, prawdziwku - jednego znalazłem w sobotę i paru podgrzybkach. Jest tam jeszcze marchewka, papryka, pieprz, sól, oregano, tymianek i białe wino. Być może ofiara z królika zabije resztki mojego skróliczenia.

 

A ja zamiast kończyć artykuł dla Hal sportowych i stadionów, piszę te głupoty. Muzycznie genialne dwie winylowe niedoceniane płyty, dwóch niedocenianych zespołów The Waterboys The best of 81-90 i spear of destiny One eyed jacks.

ps. Miałem napisać, że spis sponsoruje krakowsko-kazimierzowska knajpa Królicze oczy, ale skoro ostatnio wszyscy blogerzy to prostytutki zarabiający po 500 tys. rocznie, to ja nie chcę.

 


Podziel się
oceń
11
2

WASZE OPINIE (24) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

Ogier znany powszechnie na mieście

czwartek, 10 października 2013 10:31

Wracałem wczoraj późnym popołudniem z pracy. Zatrzymałem się przy bramie i spostrzegłem idącą chodnikiem sąsiadkę z dwójką dzieci, która wyraźnie miała problem z zachowaniem należytej powagi.

 

Wjechałem pod dom, wychodzę z samochodu i słyszę:

- no ty to jesteś niezły ogier, tak wszystkie mówią na mieście!

- że co? Robię szybko rachunek sumienia, ale niczego nie pamiętam ... Widocznie ktoś działa na moje konto - myślę. Ale po chwili zrozumiałem - bardzo śmieszne - odpowiadam i wybucham śmiechem.

- widzisz Sąsiadka, straciliśmy bezpowrotnie swoją szansę, bo teraz króluje elektronika i czujność mojej żony.

 

O czym mówię? Trzeba wrócić do ostatniego piątku, gdzie zrobiono ze mnie totalnego idiotę, na szczęście w dobrym towarzystwie, a to liczy się najbardziej.

Wróciłem z pracy i miałem masę różnych rzeczy do zrobienia w domu. Po dwóch godzinach, gdy ręce miałem urobione po łokcie, chałupa lśniła, pokarm dla kobiet moich bulgotał w garnkach, pasztet piekł się. Złapałem więc w dłoń ostatnie dzieł Kinga i zaległem w nowej sypialni. Sypialnia znajduje się na piętrze, na parterze jest szkoła języków obcych. Wejść do domu jest dwa, a dół połączony jest schodami z górą. Chyba na chwilę usnąłem, ale obudziły mnie otwierane drzwi.

- o przepraszam, szukałam sekretariatu - powiedziała pani, w wieku 50 parę lat.

Niechętnie zwlokłem się z łóżka i zaprowadziłem ją na dół. Był to właściwie pierwszy taki przypadek od kilkunastu lat.

Kobieta była niezadbana, śmierdząca papierosami, no ale klient nasz pan i będzie pan zaadowolony. W duchu śmiałem się, że żona mogłaby przysyłać mi do sypialni trochę bardziej wyjściowe laski.

 

Po godzinie, wróciłem do wykonywania domowych prac i poszedłem wystawić przed bramę worki z posegregowanymi śmieciami. W trakcie wystawiania 58 worka, pani z sypialni z papierosem w zębach wyrosła jak spod ziemi, minęła mnie otworzyła furtkę i po chwili dolnym wejściem weszła do domu. Pomyślałem, że może od razu przyprowadziła dziecko na zajęcia i przyszła je odebrać.

Skończyłem pracę, wszedłem do domu tzw. domowym wejściem, po drodze, w doniczce z pelargoniami zobaczyłem niedopałek, który jeszcze przed chwilą mijał mnie w paszczy śmierdzącej 50 latki.

 

Wieczorem pośmiałem się z żony, że jej pozycja w moim życiu seksualnym jest zagrożona i że obce kobiety same włażą mi do łóżka.

 

Następnego dnia rano wybuchła sensacja. Okradziony został nasz kuzyn dentysta. To 4 dom na tym samym placu, podzielonym jedynie żywopłotami. Gdy wyszedł zaprosić nowego pacjenta, tylnym wejściem weszła 50 letnia, śmierdząca kobieta, wyciągnęła mu portfel z biurka i oczyściła z pieniędzy. Najlepsze jest to, że widział ją chwilę wcześniej pod tylnym wejściem - powiedziała, że czeka w kolejce i wyszła zapalić, bo się denerwuje. Po tych rewelacjach, okazał się, że złodziejka za pierwszym podejściem weszła do pokoju Młodej i wyczyściła go z kasy.

 

Nasza sypialnia była kolejnym etapem zwiedzania domu. Nie była zainteresowana biżuterią, telefonami, zegarkami, bo wszystko to też mogła wziąć. Nie mówiąc o dentystycznym fotelu. Najlepsze, że gdy zobaczyła mnie na ulicy z tymi workami ze śmieciami, chciała zrobić drugie podejście.

 

Cały weekend mieliśmy popsuty. Koszmarne odczucie - że ktoś łaził po całym twoim domu i okradł cię jak ostatniego kretyna.

 

W domu pojawił się alarm kurtynowy, czujki w drzwiach i kamera, znalazły się klucze do sypialni. Nic już nie będzie tak samo. Najbardziej żałuję, że sąsiadka nie kradnie się do mojej sypialni, jak w końcu po tych 25 latach dogadamy się. Ech życie.


Podziel się
oceń
8
1

WASZE OPINIE (10) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

Hydroizolacja – trudne słowo

środa, 02 października 2013 18:54

 

Wróciliśmy z jakiegoś krótkiego wyjazdu urlopowego, a może to był długi wyjazd z moją żoną na zakupy, pojęcia nie mam. Aby to umiejscowić w kalendarzu dokonałem nie lada wysiłku.

Tak, już wiem druga połowa sierpnia, bo Młoda lampartowała się na Lazurowym Wybrzeżu. Wchodzę do domu i wali trupem. Jakbym w piwnicach poćwiartował pół mojego miasteczka i zapomniał upchnąć towaru w pobliskich lasach i rzekach.

 

Cóż tak koszmarnie śmierdzi. Najdziwniejsze, że najbardziej czuć jest na półpiętrze. Stoi tam szafka z butami. Obwąchałem buty, szafkę i nic. Wyszorowaliśmy schody. Wlazłem na drabinę pożyczoną od sąsiada, aby otworzyć okno. Ale po 2-3 godzinach nic nie zmieniło się. Zacząłem przeglądać dom.

 

Góra w porządku, parter też ale tu przecież szkoła jest i wakacje, no chyba, że jakiś klient Angela podrzucił zdechłego szczura. Schodzę do piwnicy. Nic nie czuć. Wchodzę do odpicowanego pomieszczenia przy piecu, jedynego posiadającego okno.

 

Czuć stokrotki, albo inne róże rosnące pod domem. Z lekkim niepokojem wchodzę do kolejnego odgruzowanego pomieszczenia. Tam coś jakby nie tak, ale przechodziłem obok ostatniej części stajni Augiasza. To tu.

 

Przedarłem się przez dziesiątki rowerów, pudeł z glazurą, terakotą i widać, że ściana jest zamoczona. Ściana w której kiedyś, z 10 lat temu było okno. Okno bezsensowne, bo kończące się 20 cm poniżej gruntu. Kiedyś zaprzyjaźniona ekipa budowlana zdemontowała dwa takie okna i zamurowała dziury.

Potem inna ekipa położyła styropian, tynk, kamień. Po dwóch latach położona została kostka brukowa ślicznej urody i wszystko wyglądało naprawdę porządnie.

 

Ściana mokra, widać obrysy tego okna, w drugim pomieszczeniu trochę lepiej, ale też podobnie. Skułem tynk, włączyłem wszystkie posiadane dmuchawy elektryczne i wtedy dopiero zaczęło śmierdzieć w całym domu. Chyba przez najbliższe dwa tygodnie. Wszystkie okna były otwarte całą dobę, 3 sztuki drzwi wejściowych. Lepiej niech przyjdą nas wymordują w nocy złodzieje, niże udusić się w tym sztynku.

 

Wykupiłem TKMaaxie wszystkie świeczki zapachowe i kadzidełka, ale nic to nie dało.

 

Najpierw dopadłem pana szefa od kostki brukowej. Bo przecież wcześniej było wszystko w porządku. On powiedział, że może zdjąć kostkę i  coś tam poprawić, ale za miesiąc.

Jak Helen wspomniała Zoś Samoś. Suszę dalej, ponawiercałem otwory w ścianie, żeby ciepło penetrowało głębiej. Wyrzuciliśmy masę całkiem potrzebnych rzeczy i trochę niepotrzebnych też. Resztkę książek, która była tam suszyliśmy przez miesiąc na powietrzu. Wszystkie papierowe opakowania wylądowały na śmietniku. Pomalowałem ściany, sufit, położyłem gres na podłodze. Było lepiej. Skończył się ten przeraźliwy smród.

 

Ale zacząłem szukać fachowca, który to jakoś ogarnie. Mniej więcej w tym samym czasie po ulewie okazało się, że w części piwnicy z piecem jest kałuża. Dlaczego? Bo jakiś fachowiec nie obrobił rury od kanalizacji i dookoła niej była ziemia z korzeniami. Kupiłem hydrocement, jakąś folię w płynie i to zamurowałem od środka. Oczywiście przesuwając wcześniej sześć szaf, żeby dostać się do dziury.

 

Na zewnątrz domu też walczyłem z wodą, wpadłem na genialny pomysł, że zafuguję kostki dochodzące do domu. Nie mam pojęcia, czy ktoś tak ma na świecie, ja mam.

 

W końcu znalazłem fachowca od hydroizolacji. Przyjechał obejrzał i powiedział, że trzeba skuć pół metra kamienia ze ściany, zdjąć kostkę, wkopać się pod okno i uszczelnić to. Koszt 800zł jedno okno i oczywiście + pozostałe prace.

Gdy doszedł do bramy, to ja już nożem kuchennym wyrwałem 4 – 5 metrów kostki brukowej wzdłuż domu. Nie będzie mi fachowiec mówił, co ja mam robić.

 

Aaa, jeszcze jedno. To było w trakcie walki mojej z kominem. Nie z kominkiem, nawet nie z Kominkiem /Helen/. Bo woda nam ciekła również z komina do łazienki i to nie do wanny, tylko tak bezsensownie na środku pomieszczenia. Inny fachowiec powiedział, że złe kratki wentylacyjne w kominie i za głęboka fuga. Ale powiedział, że on teraz to nie ma czasu.

No to co lina z wiadrem, fuga, kielnia i do roboty. Ci co nie byli u mnie, nie wiedzą, że na dach wchodzi się z półpiętra – naprawdę wysokiego, stając  na poręczy schodów, a potem to już po wmurowanej drabinie w górę. Dość wysoko, nie bardzo stromo, ale dla mnie to koszmar. Nie cierpię łażenia po dachu. Zajęło mi fugowanie 3 dni. Przeżyłem jedną ulewę i wichurę na dachu. Ale naprawiłem i jest git.

 

Wracając na parter. Gdy zdjąłem kostkę i wydrapałem piach, okazało się, że pomiędzy pionem ściany, a poziomem ziemi są wielkie dziury, dokładnie na wysokości przecieku. Co niżej? Nie wiadomo, bo beton pod kostką w poziomie.

Zakleiłem to przez jeden dzień, ale wtedy skończyło się lato i zaczęły się opady. A mnie potrzeba było 7 dni aby ściana wyschła i żeby można rozprowadzić folię w płynie. Czym ja tej ściany nie zabezpieczałem. Rolki gumy, folia, płyty wiórowe, płyty PCV z reklamą burmistrza z poprzednich wyborów. Tak, to był najlepszy produkt, tyle tylko, że burmistrz patrzył na sąsiadów, właściwe dziewięciu burmistrzów.

Nastąpił dzień malowani folią. Potem folia wyschła. A potem spadł deszcz i jedna z piwnic mokra jak było to przedtem.

Telefon do fachowca. Przyjedzie. Rozwali ścianę i jakimś cudem techniki ją zabezpieczy. Naprawdę porządny i miły fachowiec. Tyle tylko, że drogi.

Wykuł kamień ze ściany. Prawie płakałem, prawie jak bóbr. Dopiero z miesiąc temu kredyt spłaciliśmy za remont domu. Gdy zniszczył elewację, kostkę dotarł do bloczków, którymi zamurowano ścianę. Bloczki jak gąbka mokre i miękkie. Ale najlepsze było pod spodem. Pod dwoma warstwami bloczków była 20 cm przestrzeń zasypana gruzem i ziemią. Czarna dziura. Czarna dziura z ramką, bo ekipa nie wyjęła ram okna. Spływała do niej woda z połowy dachu i podjazdu. Gdy wybrał te śmieci i puknął takim małym młoteczkiem w ścianę, bloczki się rozleciały.

 

Z uwagi na deszcz i proces technologiczny naprawa po kilka godzin dziennie trwała przez 10 dni do wczoraj. Teraz tylko Zoś Samoś przyklei nowy kamień i zrobi fugę, a fachowiec od bruku przyjdzie i w sobotę ułoży te parę metrów kostki.

Czy ja mówiłem, że zarówno komin, jak i zamurowanie okien robiła ta sama firma? Jeden z największych w tych stronach developerów. Parę godzin temu położyłem 3/4 kamienia, ale zimno mnie wygoniło. Najgorzej, że trzeba było obdzierać kamień z tynku, styropianu. Żmudna robota.

ps. czyta ktoś Doktora sen?

 


Podziel się
oceń
7
2

WASZE OPINIE (15) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

czwartek, 19 października 2017

Licznik odwiedzin:  4 701 874