Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 799 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

A CZAS PŁYNIE

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

TOM RANDDAL

kontakt:xandar67@wp.pl

O CO CI W OGÓLE CHODZI:

Nie chcę wywoływać bluźnierczych plotek. Ale myślę że Bóg ma niezdrowe poczucie humoru i kiedy umrę spodziewam się ujrzeć jak śmieje się.

Ulubione strony

2007 NOWY JORK

DLA DESPERATÓW:

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

KŁAMSTWO, WIELKIE KŁAMSTWO, STATYSTYKA:

Odwiedziny: 4701914
Wpisy
  • liczba: 1115
  • komentarze: 19337
Bloog istnieje od: 4048 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Pytamy.pl

Czego właściwe chcę?

czwartek, 29 października 2009 18:47

Zaczęło brakować doby, zwykle dzieje się tak, jak zawalimy systematyczność w jakimś działaniu i nagle wytrzeszczamy oczy ze zdziwienia, że mamy tyle do zrobienia.
Mnie od początku tygodnia pochłonęło przygotowywanie materiałów na szkolenie, szkolenia ma odbyć się za 3 tygodnie, a mam 2 na oddanie kompletnych materiałów. Nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie fakt, że szkolę sam przez 16 godzin. Nie wiem, czy dam radę, bo mój najdłuższy wykład, to jakieś 6 godzin.
Głuptak jestem kompletny, bo warunki szkolenia i termin ustaliłem gdzieś w okolicach czerwca, ale od razu powiedziałem, że najwcześniej biorę się za pracę od września - poślizg 6 tygodni. W  środku, w Cz\esiu mówiłem sobie: nie zgłosi się tyle osób, co trzeba, to nowe szkolenie, kiepski termin, marnie nagłośnione - to co będę robił te materiał...Więc w piątek przed wyjazdem do Krakowa wzięli mnie z zaskoczenia, że na 80% szkolenie się odbędzie.
Oczywiście cieszę się, bo sam zmobilizuję się do podszlifowania wiadomości, kupiłem parę nowych książek, wejdę mocniej w rynek szkoleń, bo dotychczas działałem ze sporymi przerwami, albo dość sporadycznie, ważna jest też kaska, która co by nie mówić ma być godna, a przed świętami, jak znalazł.
Powyższe wpłynęło w znaczny sposób na skurczenie się doby, ledwo daję radę zrobić zakupy i obiadokolację, z lekka posprzątać dom i popracować.
Całe szczęście, że szkolenie jest w 100% zbieżne z tym co robię, czyli na dobrą sprawę opowiadać będę o swojej pracy, w biurowcu z widokiem na morze, więc powinno być miło. Umowa jest tak skonstruowana, że w następnym roku podobnych szkoleń będzie 3 i przy okazji każdego oprócz honorarium będę jeszcze dostawał wynagrodzenie za opracowane materiały, a materiały będę te nad którymi własnie ślęczę. |Po nocach śnią mi się Weber z Fayolem, kierowanie w całej rozpiętości, planowanie, NLP, marketing, regulaminy i sztuczki jak można zwolnić niegrzecznego pracownika.
Jeszcze trochę Was nie będę odwiedzał, chociaż BarnaBa, Margo, Tomek M. to chyba też jakieś slajdy opracowują. Ellizka ja się zapisałem na Twojego bloga, ale gdzie on jest? Niestety nie załapałem się na konkurs na przyjaciela u Kuzynki Bietki.
To tyle, czuję się jak skrzyżowanie Gołoty - taki mózg mam zryty z Adamkiem, bo może coś uda mi się wygrać, pytanie tylko po co?

Aha wczoraj słyszałem, że zdrowa dieta i styl życia przedłużają średnio życie o .... 5 lat! Myślicie, że warto się wyrzekać tak wiele i tak siebie katować? No nie wiem, gdybym dostał gwarancję, że chodzi o przedział 100-105 lat, to chyba bym odpuścił.

Bardzo fajne notki pisała ostatnio czyjaś żonka, ale ona jest zahasłowana, a mnie bojkotuje komentarzowo, więc ja też.

Do tego wczoraj zostałem ostrzelany przez wybuchajace na patelni jadalne kasztany, które nie były warte ryzyka wcale. A propos kuchni, chodzi za mną ośmiornica...

Wczoraj Orange dziwnie sie na mnie patrzył, gdy tumaczyłem, że telefon Angela LG nie gada z moim LG, jej ewidentnie jest popsuty, a Pani Orangina powiedziała, że może mój...dałem jej do ucha, ale miała problem z mówieniem i słuchaniem dwóch telefonów. Potem chciała zadzwonić do serwisu, który oddał ten telefon po 3 tygodniach stwierdzając, że jest dobry! Zapytała mnie czego właściwie chcę?


Podziel się
oceń
0
0

WASZE OPINIE (11) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

ZACZAROWANA DOROŻKA, ZACZAROWANY KRAKÓW.

poniedziałek, 26 października 2009 19:07

Kraków, wiele by można pisać, ale moje drewniane palce nie wycisną tego z klawiatury. Może kilka refleksji przedstawi najlepiej dlaczego wracamy tam, tak chętnie.
Kotwica rzucona w Hotelu Matejko, przy placu Matejki - obok Barabakanu, Dworaca Kolejowego i najwiekszego centrum handlowego. Dojechać z GPS jakoś się daje. Miejsce nie budzi żadnych zastrzeżeń, było tak jak trzeba, za cenę 50% niższą niż z cennika - dzięki netowi.
W sobotnie wieczór poszliśmy na kolację - udawaliśmy się do Miód Malina lub do Szarej, ale po drodze zahaczyliśmy o Jamę Michalikową. Rok temu Angel uciekł stamtąd porażony geesowatością, teraz weszlismy na chwilę. Być może moja żona była jeszcze pod wrażeniem dokonanych chwilę wcześniej zakupów, więc dotarlismy do środka.  Sala ostatni do połowy zarezerwowana, my przeszlismy poprzez rezerwacje i kelenerów i usiedlismy pod sceną, ja tak 30 cm.
Ja nie jadłem nic, Angel zamówił rosół i bigos. Za nim dostała bigos - dookoła zasiadła krakowska inteligencja w wieku od 80 do 8 lat, stosownie ubrana, panowie w smokingach...Randdal siedział w swojej ściaranej kurtce motocyklowej z napisami naplecach, butach catepilara tak dość daleko za kostkę i spodniach z rozszerzanymi nogawkami i rozpinanymi do półkolana, do tego łysa głowa i znaczek DM w klapie.
Gdy pojawił się bigos, okazało się, że to koncert piosenki jakiejś... Zadzwoniliśmy do Młodej, która z Sonią dotarła za 10 minut już w trakcie koncertu. Moje miejsce było najlepsze, śpiewali mi właściwie n kolanach. Młodej nakazalismy, żeby wchodząc sprawdziła co to jest!!!
Nie udało się jej. gdy pojawił się bigos, okazało się, że to festival laureatów piosenki retro prowadzony przez profesora Wojciecha Dąbrowskiego. Ja miałem uciec na galę boksu, ale zostałem do końca. Piosenki były w dużej części genialne - dwóch młodych chłopaków śpiewało piosenki ze starego kina - genialnie, ale dziewczyna miała na imię Agnieszka miała głos jak ze starej zdartej płyty - genialny - śpiewała piosenki Ordonówny, zapominała tekstu, ale była wielka.
Dziewczyny jadły jakieś ciastka, były zachwycone młodopolskością Jamy Michalikowej, atmosferą - ja lekko zaniepokojony byłem zainteresowaniem i uśmiechami pań z drugiej strony sali w wieku under 80.

Z genialnych miejsc: pierogarnie Vincenta - kilkanaście lub dziesiąt rodzajów pierogów - śliwki smażone, wiśnie, gryczana kasza z boczkiem i jajakami, cielęcina z tymiankiem i rozmarynem, barszcz ich włąsnej produkcji - dziękuję koleżance z bloga, że nas tam wypchnęła. Jedzenie proste i genialne. Masa ludzi.

Tanie drinki - Mechanoff, Królicze Oczy, Magiel - jakieś knajpki z muzyką live w okolicach rynku, ale nazw nie pamiętam. Piwo w sklepach bywa droższe w Warszawie, a drinki o połowę tańsze w Krakowie. Duża część niezła, ale moje najlepsze są.
W Maglu głosiłem jakieś mądrości 8 ogolonym na łyso kibicom Wisły, przy ich stoliku...
Rynek Kazimierza - sobota - kiepski targ staroci, zawiedzeni strasznie byliśmy, tylko kilka guzików Angel kupił, w niedzielę wielki Taksim - targ szmat z całego świata i niemieckich słodyczy - też zawód, no oprócz Ritera czekoladek i Studenckiej.
Generalnie 100 tys knajp i wszędzie pełno ludzi, nieważne o której byliśmy, no oprócz dnia. Na Kazimierzu knajpka Starka - GENIALNE żarcie, gorzej z drinkami. Ale polędwica z boczkiem i oscypkiem/zgadnijcie co dziś będzie na kolację/, Angel jadł jakieś niesamowite wyluzowane żeberka...

Prawie wszędzie ciemne piwo, był nawet porządny calvados. Co dziwne? Krakowiacy nie dają napiwków, widziałem kilkakrotnie, jak czekają na jakieś grosze np. 12 groszy słowo! No my jakoś do tych 10% to przyzwyczajeni jesteśmy.

Podróż dorożką - marzenie Angela, piekne konie, piekna olbrzymia biała dorożka - wszystkie pieniądze warte /ale można się targować/. Masa książek w taniej księgarni - przewodniki po 6 zł, jakiś coaching i inne takie po 15, Borges 9 zł twarde okładki, Remarque także.

Ja padałem na twarz, bo od wtorku byłem w domu 30 minut i przepakowałem walizkę, zapomniałem butów normalnych, tylko te catepilary, ale zanabyłem grantowe conversy, bo już nie miałem siły chodzić. Ponado w galerii handlowej jest duży slep z kuchennymi gadżetami Mpunktu - tym razem kupilismy pojemnik do podawania lodu na stół i czaderskie solniczki i pieprzniczkę.

aaa jeszcze marne sklepy z antykami, no ale po Kole, to my jesteśmy rozpuszczenie trochę.

Trochę Was zaniedbam, ale muszę zrobić 300-400 slajdów na wykłady, które za 3 tygodnie mam prowadzić, może będą odwołane, ale organizator mówi, że na 80% się odbęda.
Polecam Kraków, zabytkowo, spacerowo, konsumpcyjnie.


Podziel się
oceń
0
0

WASZE OPINIE (6) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

WSZYSTKO PŁYNIE

poniedziałek, 19 października 2009 8:24

Rosół z kołdunami, barszcz z kołudunami, żurek z wędliną, nalewka malinowa, zepeliny, polędwica w plastrach na zielonym słodkim groszku, schab po myśliwsku, buraczki, racuchy z wiśniami ...
Wczoraj na chwilę skoczyliśmy do Domu Poloni w Pułtusku, na obiad, niby kawałeczek od Warszawy, ale przejazd z powrotem przez Serock to katastrofa i dziesiątki minut stania w korkach.
Pułtusk jest magiczny o każdej porze roku, może najmniej teraz, kiedy ciemno robi się o 18, zimno na zewnątrz i niekoniecznie ciepło w pomieszczeniach zamku.
Dla nas, Dom Poloni to początek takiego wielkiego świata, który poznaliśmy dzięki artykułom w Polityce, dzięki opowieściom w innych gazetach i w TV ówczesnego dyrektora Domu Polonii Grzegorza Russaka. Imponujący budynek, którego zarysy powstały za życia biskupa Floriana Laskary, który umarł w 1333 roku, budynek w 1368 roku spłonął dzięki podpaleniu przez Litwinów dowodzonych przez Kjestuta. Od prawie 20 lat jeździmy do Domu Poloni, pierwsze lata, prawie zupełnie bez kasy, gdy wizyta w restauracji była nielada wysiłkiem, później wszystko spowszedniało. Zawieźliśmy do Domu Poloni wielu znajomych zarówno z Polski, jak i z Australii i USA. Przeważnie wszystkim się podobało i smakowało.
Spędziliśmy tam jeden sylwester, właśnie po powrocie przyjaciólki mojego Angela z Australii, długo myśleliśmy, gdzie iść wybór padł na Pułtusk i było bardzo miło, chociaż nie wytrwaliśmy do końca i nie spróbowalismy tortu z pasztetu.
Później odbywało sie tam pożegnanie naszej siostry przed wyjazdem emigracyjnym do USA i wiele innych imprez. Jedna była szczególna, pisałem już o niej na tym blogu.
Młoda była na jakichś wojażach, a ja wieczorem po zamknięciu firmy zawiozłem Angela na uroczystą kolację z okazji jej urodzin. Po kolacji wyszliśmy na spacer nad Narew i w momencie, gdy dotarlismy do rzeki rozpoczął się pokaz sztucznych ogni...
Dziś w Domu Polonii nie ma Grzegorza Russaka, który został odwołany ze względu na zbyt duży deficyt biznesu, próbowała o niego walczyć Polonia, ale skończyło się fiaskiem. Odcisnął on jednak swoje piętno na kuchni zamkowej. Specjalnie przygotowywane mięsa, wędzarnie suche, gdzie 3 miesiące wędzi się kindziuk, skupowanie jeży, poziomek, jagód, prawdzików. Chleby wytwarzane na zakwasie i mieszane w lipowych kadziach, a potem pieczone na chrzanie, tataraku czy debu.
Kuchnia ziemiańska, kresowa, myśliwska, szlachecka. Przepisy odnajdowane w starych pismach i pieczołowicie odtwarzane w kuchni zamkowej. Takim przykładem jest schab z dzika po bartnicku, który wywodzi się z pobliskiej puszczy Białej.
Dom Poloni, to oczywiście ryby: szczupak, sandacz, jesiotr, sum, lin, które przechowywane są w dużych basenach, a w jednej z restauracji pływają w dużym akwarium.

Cóż, nidzielne popołudnie w dużej restauracji tylko nasza trójka, barszcz do poprawki bo ledwo ciepły, chłodne buraczki, poplamione menu, więdnące kwiatki. Być może teraz restauracja nie stała by się naszym stałym miejscem na kulinarnej mapie. Przez te 20 lat trochę pojeździliśmy po świecie, który stał się zdecydowanie mniejszy, otworzono wiele knajp w pobliżu, jeszcze więcej przez ten czas zamknięto, sam nauczyłem się nieźle gotować.
Ale warto wybrać się do tego miejsca, może latem, gdy pływają łódki po Narwi, bądź wiosną, gdy zaczynają kwitnąć ogrody, bo zimą pewnie jest zimniej niż bywało, w końcu ekonomia musi wygrać.
Czy za Russaka nie bywało zimno? nie trafił się zimny barszcz, a gruszka po karmelicku nie była z kremem w aerozolu, chyba tak.
Wszystko się zmienia, ale tu możecie zjeść śniadanie, jakie podano Janowi Pawłowi II na Litwie, bo własnie, tam zapragnął pułtuskiej kuchni. Warto spróbować.

No, to do zobaczenia za tydzień, bo przecież różne kuchnie otwierają swoje podwoje przed nami i ja w Waszym imieniu, będę je sprawdzał przez najbliższe dni.


Podziel się
oceń
0
0

WASZE OPINIE (16) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

SEX - jak go uprawiasz? Czyli co ma piernik, do wiatraka.

czwartek, 15 października 2009 18:48

Sex to temat na którym mogą się wypowiedzieć wszyscy, każdy ma jakieś doświadczenie w tej kwestii. Nie będę nikogo namawiał na szczegółowe, lub mniej szczególowe opisy, bo i tak nic z tego nie wyjdzie, jednak dokonajmy pewnej penetracji tematu.
Dziś zdziwił mnie komentarz na blogu Kuzynki Bietki, gdzie jeden z komentatorów uważa, że całe zło na tym świecie, to przez gejów, a wszystko dlatego, że istnieją jakieś portale internetowe, gdzie faceci się umawiają i wstawiają sobie komentarze w postaci serduszek, oczywiście, jak na allegro im więcej pozytywnych komentarzy, tym lepiej.
Myślę, że przy odrobinie retoryki, przewrotności i wytrzymałości klawiatury, można obecnie prawie wszystko udowodnić. Czy faktycznie geje bzykają się na lewo i prawo z kim popadnie? Nie wiem, nie jestem pewien, nie jestem gejem. Ale myślę, że skoro przeciętny facet mysli o seksie przynajmniej raz na 15 minut, a kobieta 2 razy na dobę /to lekkie uproszczenie, ale psychologowie określili, że facet ma ten ośrodek w mózgu kilkakrotnie większy niż kobieta/ to można domniemywać, że jest jakaś szansa, że dwóch facetów szybciej zdecyduje się na przelotny związek. Ale jaki odsetek stanowią geje? nie mam pojęcia. Więc czy to tak jest, jak mówił tamten komentator? Myślę, że wątpię, wydaje mi się, że jak we wszystkim jest jakiś złoty środek.
Pewnie nie do końca można wierzyć  tym stronom, a może tamten gość wcale nie oglądał żadnych serwisów gejowskich? A ponadto jakie to ma przełożenie na normalnych gejów? Nie mam pojęcia. Chyba podświadomość zadziłała, bo dziś kupiłem Obywatela Milka...
Przecież wystarczy wejść na jakiś chat, randki, czy inne strony i tam są wszelkie odmiany seksu, więc co, wszyscy są odrażający, brudni, źli?
To ja komentatorowi radzę wejść/nie wiem, czy to dobre słowo/ na serwis www.odloty.pl. Tam panie są pogrupowane, jak samochody na allegro. Przebieg, ile pali, opinia ekspertów, czy była bita, wszystko.
Co ma seks do tego jakim człowiekiem się jest? No nie wiem, mnie po seksie się lepiej śpi i obniża mi się głos. Generalnie lubię sex, a jeszcze w połączeniu z dobrym jedzeniem, alkoholem i z żoną.
Co ma piernik do wiatraka? Gejów głównie znamy z TV - Pieróg - gej sympatyczny, Raczek - gej intelektualista zarozumiały, paJacyków - gej obleśny i przemądrzały, Biedroń - gej budzący litość - on jakiś taki nieszczęśliwy jest.
Ale co Pan Kazimierz hydraulik, czy Pan Roman z mięsnego jak będą gejami, to jakoś inaczej będę na nich patrzył? Ja nie, no chyba, że oni na ladzie u Romana ten teges.
Miałem jeden podryw gejowski nieprzyjemny. Gość o którym chodziły pogłoski w moim miasteczku, znajomy moich starych, próbował się do mnie dobrać, jak zaproponował mi podwiezienie ze stacji PKP do domu. Miałem wtedy ze 22 lata, dostał w nos i zatrzymał samochód,  a ja wysiadłem.
Nie wpłynęło to na moje życie w żaden sposób. Gdybym miał syna, nie chciałbym, zeby był homo, bo ciężko żyłoby mu się w Polsce, nie miałbym wnuków. Nie byłbym tym zachwycony.
Dlaczego ludzie zaglądają innym do łóżka? Może dlatego, że taki przeciętny heteryk chce być histerycznie lepszy od innych, to wymyślił, że od geja jest dużo lepszy. Ale czy to ma sens?









Podziel się
oceń
0
0

WASZE OPINIE (41) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

UWAGA!

środa, 14 października 2009 17:56

jedna z Blogerek - Tirena ,potrzebuje naszej pomocy,
zaginęła Jej Siostra
ZAGINĘŁA
6 PAŹDZIERNIKA 2009 R.




Marta Wiencek

84-letnia mieszkanka Czechowic-Dziedzic poszukiwana jest przez policję i Centrum Itaka. Marta Wiencek wyszła z domu we wtorek rano po zakupy do sklepu i od tego czasu nie skontaktowała się z rodziną.

Zaginiona czechowiczanka ma 154 cm wzrostu, szczupłą budowę ciała, włosy długie, czarne ze śladami siwizny (mogą być upięte w kok), oczy piwne. W dniu zaginięcia ubrana była w popielatoszary żakiet, czarne półbuty na płaskim obcasie, jasnobrązowe rajstopy. Zaginiona zabrała ze sobą torbę na zakupy w czerwono-czarne paski i czarny portfel. Kobieta cierpi na zaniki pamięci.

Proszę o wszelkie informacje o miejscu pobytu Marty

pod nr Tel. 507 815 800, 032 210 3554

lub z najbliższą jednostką policji pod numerem telefonu 997 lub 112

 

WYSTARCZY WKLEPAĆ WIADOMOŚĆ NA SWOJEGO BLOGA, MOŻE KTOŚ WIDZIAŁ


Podziel się
oceń
0
0

WASZE OPINIE (2) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

czwartek, 19 października 2017

Licznik odwiedzin:  4 701 914