Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 228 671 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

A CZAS PŁYNIE

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728     

TOM RANDDAL

kontakt:xandar67@wp.pl

O CO CI W OGÓLE CHODZI:

Nie chcę wywoływać bluźnierczych plotek. Ale myślę że Bóg ma niezdrowe poczucie humoru i kiedy umrę spodziewam się ujrzeć jak śmieje się.

Ulubione strony

2007 NOWY JORK

DLA DESPERATÓW:

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

KŁAMSTWO, WIELKIE KŁAMSTWO, STATYSTYKA:

Odwiedziny: 4599824
Wpisy
  • liczba: 1115
  • komentarze: 18321
Bloog istnieje od: 3809 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl

taki czas

poniedziałek, 26 grudnia 2016 12:15

Bohatersko od jakichś 45 minut nie jemy żadnych świątecznych potraw, nie straszne nam makowce, szarlotki, schab pieczony. Nie mam pojęcia, kto zje marynujące się od 2 godzin żeberka z dzika i barszcz, który czeka na swoją ofiarę na kuchennym parapecie. Oduczyłem się pić alkohol, wystarczyło 7 miesięcy, prawie nic mi nie smakuje, a próbuję próbować. Żadne wina, nalewki, wódka, ruda na myszach. 

Wieczorem zabrakło jednego miejsca w samochodzie, żebyśmy wszyscy pojechali na wieczorny spacer na Starówkę. Tłum ludzi, ale naprawdę ta bijąca od nich życzliwość, prawie rzyganie tęczą - ludzie ustępują sobie miejsca, pokazują jak dojść do barku serwującego grzane wino, Ukraińcy śpiewający nieopodal Zygmunta zbierający złotówki na nocleg w Warszawie. 

Nie widać orłów w klapach ze znaczkami PIS, nie widać KOD, posłowie gdzieś kilka przecznic dalej okupują Sejm, Jarosław zbiera siły, a Andrzej został sam w domu i szykuję się na największą domówkę w dziejach nowożytnej Europy - 250 tys. pod domem. To naprawdę jest jakaś propozycja. Jedni nie widzą co robią, ci co wczoraj byli przy sterach władzy mają amnezję co robili i dlaczego ich już nie ma. Ludzie zapomnieli Komorowskiego, Palikota, Sikorskiego, nie chcą powrotu Tuska, a Kaczyński zdziwiony jest, że niewdzięcznicy tyle dostali i nie ma popracia 50%. Część elektoratu 500+ nie była nigdy na wyborach i pewnie nie pojawi się nigdy. Bo przecież każdy im coś obieca, a skoro poprawiło się teraz, to może być tylko lepiej. Im nie straszny kurs euro i dolara, ani wynik gospodarczy. W internetach jadą po Dudzie, że minęło już tyle godzin od katastrofy rosyjskiego samolotu, a on nie złożył kondolencji. Straszna taka polityka konfrontacji z Putinem. Wchodzę na stronę kancelarii prezydenta - kondolencje są. Dezinformacja. Wyobrażacie sobie doskonały świat bez polityków i mediów? Bez pasożytów i żywicieli, bez drzewa i huby? Przecież do rządzenia nie potrzeba polityki, tylko wiedzy i umiejętności z odrobiną empatii. To co nam dają jest nasze, podobnie jak to co nam zabierają. 

Gdyby internetowe trolle traciły dostęp do internetu na zasadach kartek piłkarskich. Najpierw upomnienie, żółta, czerwona kartka, kilka meczów pauzy. Czy ktoś mógłby wymyślić startupa blokującego idiotów.

 


Podziel się
oceń
3
0

WASZE OPINIE (147) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

Nigdziebądź

sobota, 24 grudnia 2016 13:35

Kiedyś pojawiały się teksty trochę częściej niż raz na rok. Były takie lata, że pisałem codziennie, ale potrzeba zniknęła. Było to wynikiem braku anonimowości w dużej mierze, łatwiej pisać, gdy nikt nie wie, kto pisze, chociaż zawsze starałem zachować zasadę, że piszę o sobie, Carole i Angelu.

Minął rok - jeden z dziwniejszych w moim życiu, bo obok spełnionych marzeń, był racjonalny lęk o życie, zdrowie. Utrata pamięci, złamana kość jarzmowa, rower powieszony na haku, kolejny raz złamany paluch u nogi, popsute jedyne dobre ucho. Rower był jednak sporym problemem, nawet nie dlatego, że bałem się jeździć, ale z obawy, że wrócę do jeżdżenia, daleko, szybko i sytuacja powtórzy się. Konieczne były zmiany, bo przecież rocznie z 1.5 tysiąca kilometrów przepedałowałem.

Udało mi się zmienić dużo dookoła i w sobie, bo choćby zgubienie 28 kg, zmiana stylu jedzenia, aktywność fizyczna. Nigdy jeszcze nie poznałem tylu nowych ludzi, ale też nigdy, tak jak w tym roku nie dostałem po łapach. Ciężko jest zbilansować wszystko, czy być otwartym i próbować wychodzić z własnej skorupy, czy lepiej żyć tylko dla siebie i najbliższych, bez narażania się na niepotrzebny strzał. Z pozoru jestem twardy i wszystko spływam po mnie, jak woda po kaczce, ale w środku, w Czesiu jestem miękki i czasami mi z tym źle.

Chociaż pół życia mieszkam tu gdzie teraz, to jakieś dziwne dopełnienie stanowi moje rodzinne miasto, gdzie od 3 lat pozostała tylko granitowa płyta i sporadyczne rozmowy na FB z ludźmi. Nie jestem na pewno z W. ale zabrała ona kawałek miejsca w sercu i głowie, którego brakuje mi teraz dla J. Chyba normalni ludzi nie myślą o takich kwestiach. Przeraził mnie wczoraj warecki cmentarz, który od 6 lat zajął całkiem spore wzgórze i ciągle pojawiają się groby znajomych, najgorsze, że jest ich coraz więcej. Ta chwila ciszy, gdy zapalam świeczki u rodziców, u babci Marysi w Wiązownej, czy nawet u dziadka Z. w Józefowie. Taki ułamek czasu, który jest tylko dla mnie i gdzieś pojawia się myśl, czy kiedyś komuś będzie się chciało. Czy robię wszystko żeby wykorzystać, to co jest nam dane. Najgorsze, że  mojej niewierze jest tylko tu i teraz. Strasznie szybko minęło te 49 lat. Może to jakaś podświadoma obawa, że skoro było zwykle dobrze, to teraz będzie gorzej, lęk przed utratą tego, co mozolnie budowałem?

Świat zmienia się i ostatnio wcale nie na lepsze. Pełen bylejakości i polityków, których racje są mojsze, niż twojsze. Z upływem lat znika szczeniacka ufność, że możemy wszystko zmienić, a najgorsze, że ciągle się chce to zmienić. Czasami w skali mikro udaje się, ale pozostaje skala makro, a ta jest nie do opanowania. Kilka dni temu po latach rozmawiałem z kolegą, który zmaga się z chorobą i on powiedział: wiesz wyszła słońce i idę na spacer. Kolejny dzień. Zbyt często nie zdajemy sobie sprawę, że ten kolejny dzień to aż taka wartość.

Próbujmy wgryzać się w ten świat, abyśmy przynajmniej dla siebie i najbliższych byli niezastępowalni, walczmy ze słabościami i przeciwnościami losu. Można ciagle wiele zrobić, ale cena bywa sroga.

 

Wesołych Świąt, jeśli ktoś to czyta. 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

WASZE OPINIE (21) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

Prezenty świąteczne

piątek, 25 grudnia 2015 8:59

Gdyby wśród kolorowych paczek pod choinką znalazło się maleńkie pudełeczko z weną  i odrobiną pracowitości do pisania. Niestety pojawiały się pudełka większe i mniejsze, pełne fajnych przedmiotów, a weny ani śladu.

Jednak najważniejszy świąteczny prezent wylądował, gdy jeszcze choinka nie mieniła się światełkami i dwoma tysiącami ozdób. Swoją drogą, za rok obiecałem sobie, że przytargam coś normalnych rozmiarów. Tegoroczne drzewo zjadło sporą część pokoju, a zapalenie światełek powoduje, że przygasają w mieście latarnie uliczne.

Kilka dni wcześniej przyleciała Młoda z Ormskirk. To kolejny dowód na to, że nie doceniamy tego co mamy, aż stanie się nieosiągalne. Ile w ciągu ostatnich lat stoczyliśmy wojen i bitew, czasami o byle głupstwa, ale żadne z nas nie umiało odpuścić. Chociaż parę lat temu nabrałem dystansu. Człowiek jest sumą swoich błędów, ze zdumieniem patrzę, jakie głupstwa potrafiły kiedyś wyprowadzić mnie z równowagi. Nie wiem, czy to dojrzewanie w moim przypadku przeciągnęło się tak długo, czy dojście do rozumu musiało tak długo trwać. Całe szczęście, że ona jest mądrzejsza ode mnie i może nie będzie powielała moich błędów. Jednak ten kto wymyślił, że samolot po 2 godzinnym locie, bo przecież nie z końca świata musi do celu przybyć o pierwszej w nocy powinien zakrztusić się suszoną gruszką z kompotu.

 

Córka i żona w domu.Nie musi już być śledzi, karpi, gęsi pieczonej i prezentów. Wystarczy wspólne oglądanie po raz 10ty Love actually. Cały ten zgiełk przygotowań przeszedł w tym roku bokiem. 23 grudnia poszliśmy razem na Gwiezdne wojny wieczorem. Miało to lekki wpływ na ubieranie choinki następnego dnia i to że w ostatnie 20 minut trzeba było przygotować półmiski z rybami, podgrzać uszka do barszczu, usmażyć pierogi, ale dało się. Święta to głównie inni ludzi z którymi je spędzamy. 

 

Przecież tam na górze, może jednak ktoś być i nie spodoba mu się, że jest nam za dobrze. Bo kumulacja szczęścia miała być tam, a nie tu - więc lepiej dla przyzwoitości udawać, że coś nie poszło najlepiej.

Kiedyś pisałem, że lubię, jak zepsuje się żelazko, zatka kanalizacyjna rura, czy pęknie na pół zderzak w samochodzie. To takie myto, opłata za nadchodzące jutro. W pewnym sensie robienie czegoś dobrego też jest opłatą za swoje szczęście. Dlatego przyłączając się do bandy Gwiazdobrania i Dawania miałem wrażenie, że bardziej pomagamy sobie, niż chorym dzieciakom z naszego miasteczka. Nie lubię pytań o to czy zebraliśmy więcej pieniędzy, bo wszyscy wiemy, że tych pieniędzy mogłoby być o wiele więcej. Tegoroczne 43 tys. to dużo, ale w większości przekazanie całej kwoty jednemu z 24 podopiecznych nie rozwiązałby jego zdrowotnych problemów.

Przy okazji GiD poznałem masę wspaniałych ludzi, którzy walcząc ze swoimi problemami,  potrafią poświęcić dziesiątki godzin, aby zorganizować 7 godzinną imprezę. Bo trudno wyobrazić sobie, że te finałowe 7 godzin, to kilka miesięcy przygotowań i setki nie zawsze przyjemnych rozmów z potencjalnymi sponsorami. Dwa dni temu kupując wiązankę na grób rodziców, goniła mnie do samochodu właścicielka sklepu z małym wieńcem: to dla pana, bo pan ma takie dobre serce… Ja i dobre serce? To Pani ma dobre serce, bo miała Pani dań 2 świąteczne wieńce, a jak przyjechałem wieńców było 18!

GiD to wielka integracja lokalnego społeczeństwa - koncerty dzieci, występy klubów sportowych, aukcja przedmiotów, które zbieraliśmy kilka miesięcy, kiermasz, loteria, stoisko organizatorów, kilkadziesiąt kramików, sale zabaw dla dzieci, imprezy sportowe. Jeśli dyrektor finansowy poważnej firmy potrafi kupić 500 hotdogów i przez cały dzień sprzedawać je z żoną i całą kwotę przekazać dla dzieciaków, to znaczy że w ludziach zachodzą jakieś przemiany. Pracowaliśmy po nocach, po dniach, rozwiązywaliśmy mniej lub bardziej poważne problemy. Dziewczyny po nocach piekły pierniki, układały scenariusze. Olbrzymią pomocą okazali się pracownicy z mojej firmy, ale nie sposób wymienić prawie 150 firm, które nam pomogły i dziesiątki ludzi.

Nie wszyscy rozumieją naszą ideę, że dzieciaki są najważniejsze, ale wychowujemy pokolenie, które przejmie od nas pałeczkę i zrobi to co my robimy teraz jeszcze sprawniej. Bo zawsze będzie potrzeba pomocy, tym którzy mają problemy i oczekują podanej ręki. Nawet tylko po to, żeby wiedzieć, że nie są sami, że ich los obchodzi innych.

To tak z kronikarskiego obowiązku: powrót córki, GiD i święta. Kolejność nie jest przypadkowa.


Podziel się
oceń
4
0

WASZE OPINIE (46) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

Północ

czwartek, 15 października 2015 9:40

De uu pe aa, jak śpiewa Spięty, tym misiem raczej nie będę ja. Bo jeśli nie cyk za futro i pruję grzbiet. Nadchodzące 6 miesięcy nie należą do moich ulubionych, co więcej, nie rozumiem tych, którzy zachwycają się jesienią, zimą. Wiosna to inna, sprawa, bo wiosna ech to Ty.

Wolę ciepło, szum fal, piasek pod stopami, drinki z parasolką, krótki rękaw, rower /nie nikt nie mówi, że to pojazd całoroczny w naszym klimacie/. 

Jedną z okoliczności, których zazdroszczę Młodej w tym Ormskirku, to umiarkowana temperatura. Wyjeżdżała w Warszawie 29C i tęcza w chwili startu samolotu, a dzień wcześniej spadające gwiazdy, to u niej w Anglii 17C, teraz u nas -3C, u niej 17C.

Zimno - wczoraj 10 km z kijkami, bo jakoś nie mogę przemóc się, żeby po sezonie rowerowym wrócić na siłownię i wyciągnąłem te patyki po jakichś 2 latach. W moim przypadku brak ruchu wiąże się z jakimiś 50 kg, które przyplączą się z dnia na dzień. Niech będzie nordic. Ruch sprawia, że pojawiają się endorfiny, oczywiście lepsze są te z ptasiego mleczka, czekolady i szarlotki. Amerykańscy naukowcy nie ogłosili jeszcze ile endorfin jest w mai taj, whisky sour - to prostsze rozwiązanie. Powinien zdecydowanie powstać taki starup, że wynaleziono cudowny składnik jedzenia i alkoholu, że spożywanie regularne sprawia, że chudnie się, świetnie czuje i żyje wiecznie. Najbardziej pojechana próba wynalazku, to ustrojstwo skanujące przelatujące ptaki obok elektrowni wiatrowych odstraszające rzadkie gatunki ptaków. To pospolite, że tak powiem - jeb śmigłem w łeb, ale już w przypadku czarnego bociana - wysyłany jest przekaz podprogowy: proszę zboczyć z kursu, bo grozi panu niebezpieczeństwo.

 

Dobrze, że litościwie jeszcze niewiele opadów i stopy w butach suche, bo ten atrybut zimojesieni wraz ze skrobaniem szyb w samochodzie, zamarzającymi w nosie włosami jest moim ulubionym przejawem braku lata. Oddałbym po wielkich targach wigilię, sylwestra i ferie zimowe za 365 dni lata. Enter.


Podziel się
oceń
7
0

WASZE OPINIE (48) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

ZACHÓD

środa, 14 października 2015 18:38

Zaczynam kolejny raz, kolejny raz zaznaczam wszystko i wciskam delete. Tak raz za razem. Przecież wszystko już zostało przelane na papier i kolejne pokolenia nie mają łatwiej. Co można napisać po Dostojewskim, Camusie, Kafce, Sartre, czy Stefanie Królu. Naprawdę nie warto. Słowa gwałcą ciszę.

 

Trzy tygodnie temu wyjechała na roczne stypendium Młoda. Daleko, niedaleko do jakiegoś brytyjskiego Hogwartu. Rok nie wyrok. Wydawałoby się. Ostatni raz taką traumę przeżywałem 25 lat temu, gdy armia wezwała. Wzięli mnie w kamasze dwa miesiące po ślubie. Wtedy, gdy zaczynało się prawdziwe życie, z dziewczyną którą pokochałem. Wszystko miało być nowe, inne. Niepodobne do niczego. Posypało się z gracją to domino i znalazłem się nagle w Mrągowie. Niewiele osób jest w stanie teraz uświadomić sobie, że nie mogą robić tego co chcą, że jakiś idiota każe spać, stać, jeść. Niewyobrażalnie wtedy dłużył się czas. To straszne uczucie, gdy dzień ciągnie się niemiłosiernie, godzina za godziną. A internetu nie było. Jeden automat telefoniczny.

 

Minęło ćwierć wieku i powtórzył się scenariusz. Nagle zabrakło jednej z dwóch osób, które kocham i bez których nie potrafię żyć. Wiadomo było od roku, że to się wydarzy, ale ciągle miałem złudzenie, że może nie. Może rozmyśli się, może nie dostanie stypendium, może pozna księcia z bajki, zakocha się i zostanie w Polsce, może przepije wszystkie pieniądze potrzebne jej tam. Nic z tych rzeczy. Cały dobytek z 5 szaf spakowany w dwie walizki, lotnisko i fru. Nie ma.

 

Dudniąca cisza w domu. Otwarte drzwi od pokoju. Nie macie pojęcia, jak ciężko zrobić obiad dla dwóch osób? Nagle okazało się, że butelka wina na dwoje, to więcej niż dla trzech osób. Nie ma komu powiedzieć, zrób ciasto na tartę, to jak wrócę z pracy to coś upiekę.

Nawet nie ma kogo opieprzyć za buty na schodach, bałagan w kuchni czy łazience. Cisza.

Są telefon, internety, samoloty. Ale jest też świadomość, że może nigdy nie będzie tak jak było. Co z tego, że mam pokój na siłownię, czy akwarium z wielką żółtą rybą. Kurde przecież nie kupię sobie zamiast dziecka psa, czy kota.

Komu pokazać nową płytę, komu ugotować coś dobrego, czy wyciągnąć do nowej knajpy. Z kim zmoknąć na koncercie, czy o 5 rano jechać do szpitala. Cisza. Do tego jeszcze ta cholerna jesień.


Podziel się
oceń
9
0

WASZE OPINIE (30) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

wtorek, 21 lutego 2017

Licznik odwiedzin:  4 599 824