Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 202 449 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

A CZAS PŁYNIE

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

TOM RANDDAL

kontakt:xandar67@wp.pl

O CO CI W OGÓLE CHODZI:

Nie chcę wywoływać bluźnierczych plotek. Ale myślę że Bóg ma niezdrowe poczucie humoru i kiedy umrę spodziewam się ujrzeć jak śmieje się.

Ulubione strony

2007 NOWY JORK

DLA DESPERATÓW:

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

KŁAMSTWO, WIELKIE KŁAMSTWO, STATYSTYKA:

Odwiedziny: 4577024
Wpisy
  • liczba: 1113
  • komentarze: 18043
Bloog istnieje od: 3628 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl

Prezenty świąteczne

piątek, 25 grudnia 2015 8:59

Gdyby wśród kolorowych paczek pod choinką znalazło się maleńkie pudełeczko z weną  i odrobiną pracowitości do pisania. Niestety pojawiały się pudełka większe i mniejsze, pełne fajnych przedmiotów, a weny ani śladu.

Jednak najważniejszy świąteczny prezent wylądował, gdy jeszcze choinka nie mieniła się światełkami i dwoma tysiącami ozdób. Swoją drogą, za rok obiecałem sobie, że przytargam coś normalnych rozmiarów. Tegoroczne drzewo zjadło sporą część pokoju, a zapalenie światełek powoduje, że przygasają w mieście latarnie uliczne.

Kilka dni wcześniej przyleciała Młoda z Ormskirk. To kolejny dowód na to, że nie doceniamy tego co mamy, aż stanie się nieosiągalne. Ile w ciągu ostatnich lat stoczyliśmy wojen i bitew, czasami o byle głupstwa, ale żadne z nas nie umiało odpuścić. Chociaż parę lat temu nabrałem dystansu. Człowiek jest sumą swoich błędów, ze zdumieniem patrzę, jakie głupstwa potrafiły kiedyś wyprowadzić mnie z równowagi. Nie wiem, czy to dojrzewanie w moim przypadku przeciągnęło się tak długo, czy dojście do rozumu musiało tak długo trwać. Całe szczęście, że ona jest mądrzejsza ode mnie i może nie będzie powielała moich błędów. Jednak ten kto wymyślił, że samolot po 2 godzinnym locie, bo przecież nie z końca świata musi do celu przybyć o pierwszej w nocy powinien zakrztusić się suszoną gruszką z kompotu.

 

Córka i żona w domu.Nie musi już być śledzi, karpi, gęsi pieczonej i prezentów. Wystarczy wspólne oglądanie po raz 10ty Love actually. Cały ten zgiełk przygotowań przeszedł w tym roku bokiem. 23 grudnia poszliśmy razem na Gwiezdne wojny wieczorem. Miało to lekki wpływ na ubieranie choinki następnego dnia i to że w ostatnie 20 minut trzeba było przygotować półmiski z rybami, podgrzać uszka do barszczu, usmażyć pierogi, ale dało się. Święta to głównie inni ludzi z którymi je spędzamy. 

 

Przecież tam na górze, może jednak ktoś być i nie spodoba mu się, że jest nam za dobrze. Bo kumulacja szczęścia miała być tam, a nie tu - więc lepiej dla przyzwoitości udawać, że coś nie poszło najlepiej.

Kiedyś pisałem, że lubię, jak zepsuje się żelazko, zatka kanalizacyjna rura, czy pęknie na pół zderzak w samochodzie. To takie myto, opłata za nadchodzące jutro. W pewnym sensie robienie czegoś dobrego też jest opłatą za swoje szczęście. Dlatego przyłączając się do bandy Gwiazdobrania i Dawania miałem wrażenie, że bardziej pomagamy sobie, niż chorym dzieciakom z naszego miasteczka. Nie lubię pytań o to czy zebraliśmy więcej pieniędzy, bo wszyscy wiemy, że tych pieniędzy mogłoby być o wiele więcej. Tegoroczne 43 tys. to dużo, ale w większości przekazanie całej kwoty jednemu z 24 podopiecznych nie rozwiązałby jego zdrowotnych problemów.

Przy okazji GiD poznałem masę wspaniałych ludzi, którzy walcząc ze swoimi problemami,  potrafią poświęcić dziesiątki godzin, aby zorganizować 7 godzinną imprezę. Bo trudno wyobrazić sobie, że te finałowe 7 godzin, to kilka miesięcy przygotowań i setki nie zawsze przyjemnych rozmów z potencjalnymi sponsorami. Dwa dni temu kupując wiązankę na grób rodziców, goniła mnie do samochodu właścicielka sklepu z małym wieńcem: to dla pana, bo pan ma takie dobre serce… Ja i dobre serce? To Pani ma dobre serce, bo miała Pani dań 2 świąteczne wieńce, a jak przyjechałem wieńców było 18!

GiD to wielka integracja lokalnego społeczeństwa - koncerty dzieci, występy klubów sportowych, aukcja przedmiotów, które zbieraliśmy kilka miesięcy, kiermasz, loteria, stoisko organizatorów, kilkadziesiąt kramików, sale zabaw dla dzieci, imprezy sportowe. Jeśli dyrektor finansowy poważnej firmy potrafi kupić 500 hotdogów i przez cały dzień sprzedawać je z żoną i całą kwotę przekazać dla dzieciaków, to znaczy że w ludziach zachodzą jakieś przemiany. Pracowaliśmy po nocach, po dniach, rozwiązywaliśmy mniej lub bardziej poważne problemy. Dziewczyny po nocach piekły pierniki, układały scenariusze. Olbrzymią pomocą okazali się pracownicy z mojej firmy, ale nie sposób wymienić prawie 150 firm, które nam pomogły i dziesiątki ludzi.

Nie wszyscy rozumieją naszą ideę, że dzieciaki są najważniejsze, ale wychowujemy pokolenie, które przejmie od nas pałeczkę i zrobi to co my robimy teraz jeszcze sprawniej. Bo zawsze będzie potrzeba pomocy, tym którzy mają problemy i oczekują podanej ręki. Nawet tylko po to, żeby wiedzieć, że nie są sami, że ich los obchodzi innych.

To tak z kronikarskiego obowiązku: powrót córki, GiD i święta. Kolejność nie jest przypadkowa.


Podziel się
oceń
2
0

WASZE OPINIE (30) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

Północ

czwartek, 15 października 2015 9:40

De uu pe aa, jak śpiewa Spięty, tym misiem raczej nie będę ja. Bo jeśli nie cyk za futro i pruję grzbiet. Nadchodzące 6 miesięcy nie należą do moich ulubionych, co więcej, nie rozumiem tych, którzy zachwycają się jesienią, zimą. Wiosna to inna, sprawa, bo wiosna ech to Ty.

Wolę ciepło, szum fal, piasek pod stopami, drinki z parasolką, krótki rękaw, rower /nie nikt nie mówi, że to pojazd całoroczny w naszym klimacie/. 

Jedną z okoliczności, których zazdroszczę Młodej w tym Ormskirku, to umiarkowana temperatura. Wyjeżdżała w Warszawie 29C i tęcza w chwili startu samolotu, a dzień wcześniej spadające gwiazdy, to u niej w Anglii 17C, teraz u nas -3C, u niej 17C.

Zimno - wczoraj 10 km z kijkami, bo jakoś nie mogę przemóc się, żeby po sezonie rowerowym wrócić na siłownię i wyciągnąłem te patyki po jakichś 2 latach. W moim przypadku brak ruchu wiąże się z jakimiś 50 kg, które przyplączą się z dnia na dzień. Niech będzie nordic. Ruch sprawia, że pojawiają się endorfiny, oczywiście lepsze są te z ptasiego mleczka, czekolady i szarlotki. Amerykańscy naukowcy nie ogłosili jeszcze ile endorfin jest w mai taj, whisky sour - to prostsze rozwiązanie. Powinien zdecydowanie powstać taki starup, że wynaleziono cudowny składnik jedzenia i alkoholu, że spożywanie regularne sprawia, że chudnie się, świetnie czuje i żyje wiecznie. Najbardziej pojechana próba wynalazku, to ustrojstwo skanujące przelatujące ptaki obok elektrowni wiatrowych odstraszające rzadkie gatunki ptaków. To pospolite, że tak powiem - jeb śmigłem w łeb, ale już w przypadku czarnego bociana - wysyłany jest przekaz podprogowy: proszę zboczyć z kursu, bo grozi panu niebezpieczeństwo.

 

Dobrze, że litościwie jeszcze niewiele opadów i stopy w butach suche, bo ten atrybut zimojesieni wraz ze skrobaniem szyb w samochodzie, zamarzającymi w nosie włosami jest moim ulubionym przejawem braku lata. Oddałbym po wielkich targach wigilię, sylwestra i ferie zimowe za 365 dni lata. Enter.


Podziel się
oceń
5
0

WASZE OPINIE (40) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

ZACHÓD

środa, 14 października 2015 18:38

Zaczynam kolejny raz, kolejny raz zaznaczam wszystko i wciskam delete. Tak raz za razem. Przecież wszystko już zostało przelane na papier i kolejne pokolenia nie mają łatwiej. Co można napisać po Dostojewskim, Camusie, Kafce, Sartre, czy Stefanie Królu. Naprawdę nie warto. Słowa gwałcą ciszę.

 

Trzy tygodnie temu wyjechała na roczne stypendium Młoda. Daleko, niedaleko do jakiegoś brytyjskiego Hogwartu. Rok nie wyrok. Wydawałoby się. Ostatni raz taką traumę przeżywałem 25 lat temu, gdy armia wezwała. Wzięli mnie w kamasze dwa miesiące po ślubie. Wtedy, gdy zaczynało się prawdziwe życie, z dziewczyną którą pokochałem. Wszystko miało być nowe, inne. Niepodobne do niczego. Posypało się z gracją to domino i znalazłem się nagle w Mrągowie. Niewiele osób jest w stanie teraz uświadomić sobie, że nie mogą robić tego co chcą, że jakiś idiota każe spać, stać, jeść. Niewyobrażalnie wtedy dłużył się czas. To straszne uczucie, gdy dzień ciągnie się niemiłosiernie, godzina za godziną. A internetu nie było. Jeden automat telefoniczny.

 

Minęło ćwierć wieku i powtórzył się scenariusz. Nagle zabrakło jednej z dwóch osób, które kocham i bez których nie potrafię żyć. Wiadomo było od roku, że to się wydarzy, ale ciągle miałem złudzenie, że może nie. Może rozmyśli się, może nie dostanie stypendium, może pozna księcia z bajki, zakocha się i zostanie w Polsce, może przepije wszystkie pieniądze potrzebne jej tam. Nic z tych rzeczy. Cały dobytek z 5 szaf spakowany w dwie walizki, lotnisko i fru. Nie ma.

 

Dudniąca cisza w domu. Otwarte drzwi od pokoju. Nie macie pojęcia, jak ciężko zrobić obiad dla dwóch osób? Nagle okazało się, że butelka wina na dwoje, to więcej niż dla trzech osób. Nie ma komu powiedzieć, zrób ciasto na tartę, to jak wrócę z pracy to coś upiekę.

Nawet nie ma kogo opieprzyć za buty na schodach, bałagan w kuchni czy łazience. Cisza.

Są telefon, internety, samoloty. Ale jest też świadomość, że może nigdy nie będzie tak jak było. Co z tego, że mam pokój na siłownię, czy akwarium z wielką żółtą rybą. Kurde przecież nie kupię sobie zamiast dziecka psa, czy kota.

Komu pokazać nową płytę, komu ugotować coś dobrego, czy wyciągnąć do nowej knajpy. Z kim zmoknąć na koncercie, czy o 5 rano jechać do szpitala. Cisza. Do tego jeszcze ta cholerna jesień.


Podziel się
oceń
7
0

WASZE OPINIE (25) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

Wschód

niedziela, 12 lipca 2015 12:09

Na targach książki, które były w maju na Narodowym kupiłem torbę książek, a wśród nich niewiele nowości. Większą część stanowiły pozycje z antykwariatu, między innymi od Pana Tomka, którego strasznie brakuje mi na Kole, a nie mogę wybrać się do jego nowej siedziby.

Dwie książki związane ze Stasiukiem - Życie, czyli to jednak strata jest oraz rzeczony Wschód. Pierwsza pozycja zauroczyła mnie i pochłonąłem ją jednego dnia. Świetna rozmowa Stasiuka z Dorotą Wodecką, mądra i budząca refleksje. Druga o której dużo słyszałem i szykowałem się na czytanie rozczarowała mnie. Lubię styl Stasiuka, łatwość z jaką opisuje swoje nastroje, wspomnienia. Ale we Wschodzie, dla takiego prostego człowieka jak ja, za dużo było powrotów do niektórych sytuacji i powtórzeń całych zdań. Podwaliny książki były solidne i pomysł na powiązanie wschodu Polski ze wschodem Europy, a nawet z Azją był świetny. Podoba mi się, to że Stasiuk potrafi usiąść z piwem w rowie przy sklepie gdzieś na Podlasiu, czy w Mongolii i patrzeć na ludzi. Akurat to jedna z moich ulubionych czynności w podróżach, nie koniecznie zwiedzanie, ale gapienie się na ludzi, patrzenie jak mija ich codzienność. Pozazdrościłem Stasiukowi powrotu do rodzinnych stron i wielkanocnego przejazdu przez Polskę. Ale to nie jest książka drogi. Dla mnie zbyt dużo, dłużących się dygresji.

 

Sam kilka dni temu łaziłem po Warce i pokazywałem córce, gdzie minęło moje 23 lata życia. Wiele twarzy nadżartych zębem czasu, zmęczonych alkoholem, ale jakieś nieuchwytne detale postaci, twarzy powodują, że po tak długim czasie, znałem tam więcej osób, niż w podobnym mieście, gdzie mieszkam już 25 lat. Może dlatego, że młodość jest głupsza i bardziej intensywna, a świat bardzo zmienił się i jest zdecydowanie ładniejszy. Dziwne, że nawet rzeka po ćwierćwieczu zmieniła się i stała się bardziej leniwa. Zarosły brzegi, gdzie kiedyś łapaliśmy nie zawsze legalnymi sposobami ryby. Wyrosły jakieś domki w zaroślach, gdzie kiedyś potajemnie spotykałem się z dziewczyną. Najchętniej tak po stasiukowemu usiadłbym gdzieś i pogapił na ludzi, las, płynącą wodę. Tylko nie można zrzucić brzemienia cywilizacji, obowiązków rodziny. Uwolnić się na chwilę i pobyć samemu ze sobą. Czas płynie coraz szybciej i mamy go coraz mniej.

Chodziłem ostatnio po cmentarzach. Znalazłem chwilę, aby pomyśleć o tych których nie ma, a bez których nie można było wyobrazić sobie świata. 11, 5, 2 lata. Mały cmentarz, który rozrósł się niemożebnie w 20 tysięcznym mieście, za dużo znajomych nazwisk i imion. Każdy ma swój własny wschód, miejsce do którego wraca, choć czasem tylko w myślach.


Podziel się
oceń
11
1

WASZE OPINIE (39) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

urodzony 17 kwietnia

piątek, 17 kwietnia 2015 7:54

Nigdy nie przywiązywałem specjalnej wagi do swoich urodzin, piszę to bez cienia kokieterii, co to za różnica ile mamy lat. Ważniejsze jest kim jesteśmy i jaki jest nasz stosunek do ludzi, a jeszcze ważniejszy w drugą stronę. Generalnie i tak jestem do przodu o rok, bo jakoś licznik mi się przestawił i cały rok myślałem, że mam tyle ile będę miał dopiero za rok. Można też żyć truizmem, że mamy tyle lat na ile się czujemy. Ale od pewnego czasu zapala mi się czerwone światełko i pamiętam, to co mówił wiekowy profesor Chrzanowski, że on jak wychodzi gdzieś ze swoimi studentami na miasto, to nie czuje bariery wieku i wydaje mu się, że ma tyle lat co oni. Ja znam to z autopsji, bo jak odpowiadam na dzień dobry dzieciom sąsiadów  - cześć, to widzę, że oni są dość skonsternowani.

Fajne były 40 urodziny, bo udało mi się zebrać wielki tłum ludzi, ale jakoś tak zdarzyło się, że z dużą ich częścią nie widziałem się potem. Dziś wyświetliło mi się w internetach, że o prawdziwą przyjaźń nie trzeba zabiegać, a inną zabiegać nie warto. Żadnych podsumowań, bo przecież jeszcze jest sporo czasu na działanie, a samemu nie warto zaprzątać sobie głowy, bo w takiej sytuacji obiektywizm jest obcy. Cieszę się z tego gdzie jestem i jaki jestem, oczywiście lepiej byłoby, gdybym przy okazji był jeszcze trochę lżejszy, ale co tam.

Zastanawiam się dlaczego po wielu latach przestało cieszyć mnie pisanie i wydaje się, że odpowiedź jest jedna – zaangażowanie w politykę w ostatniej kampanii wyborczej sprawiło, że słów cięcie, gięcie pokazało, jak różnie do tekstu podchodzą ludzie i jak przy okazji różnimy się od siebie. Polityka zostawia osad, a nie chciałem żeby on pojawił się tu.

Ten rok będzie szczególny, bo Młoda wyjeżdża na rok na stypendium i jak bym nie żartował, to ciężko będzie tę nieobecność wypełnić. Oczywiście odgrażam się, że w jej pokoju zrobię siłownię, salon kąpielowy, albo zakwateruję tam psa, ale nie ma dobrego lekarstwa na tę dolegliwość. Przy zakupie kolejnego grata do domu, Angel pyta się, ale czy on będzie się Młodej podobał, a ja na to – ona już nie ma głosu, bo przecież wyprowadza się. Ale tak na serio, to nie ważne gdzie, ważne żeby była szczęśliwa.

Ja odnalazłem po raz kolejny spełnienie w pracach wykończeniowych i okładam od tygodnia starymi cegłami swoją ścianę prawdy. Praca jest mozolna, ale na szczęście cegły z dnia na dzień stają się jaśniejsze i nie rzucają się tak nachalnie na domowników. To marna sztuka z dużego pokoju zrobić mały. Ale prace murarskie, elektryczne i  różne takie, to dobra pora do zresetowania się po pracy w firmie i na urodzinowe rozmyślania.

 

 


Podziel się
oceń
11
4

WASZE OPINIE (43) | ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

środa, 24 sierpnia 2016

Licznik odwiedzin:  4 577 024